Te niesamowite dwa... miesiące

Pewnie zastanawiacie się, o jakich dwóch miesiącach tu mowa. Tymczasem chodzi mi o te chłodne i ponure 60 dni, które kończą każdy rok. Ale dlaczego dwa? Oto powód: jest 1 listopada - Wszystkich Świętych, włączam telewizor i oczywiście trafiam na reklamy. Co widzę (i słyszę)? Oto dociera do mnie znana od paru lat piosenka, której wtórują świąteczne dzwoneczki, a podekscytowany chórek śpiewa, że "coraz bliżej święta". Oczywiście, bez napoju z dodatkiem kofeiny nie sposób je w pełni przeżyć. Następny dzień - kolejny produkt otoczył się bożonarodzeniowymi ozdobami i podsuwał drogiemu klientowi pomysł na gwiazdkę. Przypomnę, że był to początek listopada.

I tak jest co roku. Pomimo wczesnej pory, reklamy już wtedy wprowadzają nas w ten niezwykły gwiazdkowy nastrój. Z każdym rokiem robią to coraz prędzej. "Co w tym złego? Przecież to tylko niewinny spot" - powiecie. Może i tak, ale wprowadzanie sztucznego, świątecznego szału kupowania bardzo skutecznie niszczy urok tych trzech niepowtarzalnych dni. Jeśli przez całe dwa miesiące widzimy na ulicach Mikołajów lub przybrane lampkami witryny, właściwe Święta stają się czymś zwykłym. Jak długo można zachwycać się Gwiazdką?. Uważam, że taki prawdziwy okres przedświąteczny powinien zacząć się dopiero po Mikołajkach i trwać dwadzieśccia dni. To na pewno wystarczy każdemu na kupno upominku dla najbliższej osoby.

No cóż, mój protest i tak tu nic nie zmieni. Każdego listopadowego dnia "przyozdobionych" reklam przybywa. Właściwie nie ma się czemu dziwić. Cały przedświąteczny okres jest dobrze kontrolowany przez producentów różnej maści produktów. To przecież w tych zaledwie paru tygodniach ich dochody mogą powiększyć się parokrotnie. Przecież nasz drogi konsument musi coś kupić, będzie miał pewnie suto zastawioną wieczerzę wigilijną, a gdzieś przecież musi to wszystko zdobyć. Trzeba więc jak najczęściej przypominać mu, by czasem nie zapomniał, że nasza oferta jest najlepsza. I co tu dużo mówić... Jedyną receptą na to, by Boże Narodzenie nam nie spowszechniało i nie stało się tylko wolną przerwą od szkoły czy pracy, to nie ulegać temu klimatowi, za którym kryje się czysty zysk supermarketów. Ja czuję nadchodzącą Gwiazdkę dopiero w grudniu i mimo, że widzę mnóstwo spotów i gwiazdkowych trików już dwa miesiące wcześniej jakoś jestem pozostaję wobec nich obojętny. To smutne, że tak piękny czas, który miał być tym wyjątkowym pełnym życzliwości i nastroju okresem niszczą sukcesywnie zasady marketingu i konsumpcji.

Piszę ten tekst pod koniec listopada, a wy pewnie i tak czytacie go, kiedy choinka i prezenty są tylko wspomnieniem. Tak już jest, ale zrozumcie, że trudno jest pisać w październiku o wigilii i św. Mikołaju.

Przypomina mi się przy okazji pewna krótka, lecz ciekawa sytuacja. Miała ona miejsce na konkursie szopek bożonarodzeniowych. Ludzie przechodząc od jednego domku do drugiego zachwycają się ozdobami, światełkami i pięknie wykonanymi figurkami. Całość jest piękna, feeria świateł zostawia niesamowite wrażenie. Jedna szopka jednak bardzo się wyróżnia. Umieszczona jest z boku, nie ma na niej tylu ozdób, użyto prostych materiałów do jej budowy, tli się tylko jedna lampka dająca zaledwie delikatne światło. Wreszcie przychodzi pora na ostateczny werdykt. Jury patrzy dokładnie na wszystkie przyniesione scenki i wreszcie przyznaje I miejsce tej niepozornej małej szopce. Wszyscy sie dziwią tak niespodziewanemu werdyktowi. Jeden z członków jury argumentuje ten wybór tak: "Wszystkie te szopki, które tu przynieśliście są rzeczywiście piękne, pełne kolorowych świateł i ozdób. Są prawdziwą uczta dla oka, ale Jezus narodził się w tej niepozornej stajence, gdzie było ciemno i chłodno. Paliło się tylko jedno wątłe światełko, które ledwie oświetlało Marię i jej dzieciątko".

I tak właśnie jest z naszymi czasami. Spędzając cały czas na kupowaniu nowych prezentów i szykując wszystko na święta zapominamy zupełnie o ich prawdziwym wymiarze. Gdyby Jezus ponownie miał wrócić na świat, nie narodziłby się w bogatym rodzie biznesmenów, ale właśnie w ubogiej rodzinie, która święta spędziłaby pewnie przy rozwalającym się stole, a jedynymi podarunkami byłyby życzenia. I znów Jezus nie znalazłby wśród nas schronienia...

Mark
mark14@konin.lm.pl