FELIETON, czyli wywody nie do pojęcia Małego Księcia (odc.4)
Wyrwał się szybko z głębokiego snu. Przyśnił mu się koszmar. Wydawało mu się, że stracił pracę i że żona go rzuciła dla jakieś obcej kobiety, która miała cztery zielone ręce. Jednak już wiedział, że to nieprawda, że to był tylko sen. Tylko sen! On uważał jednak inaczej... wiedział, że tej nocy już nie zaśnie, choć budzik pokazywał dopiero 03:00. Wstał tak, aby nie obudzić swojej drugiej połowy, wsunął na nogi kapcie w kształcie różowych królików i poszedł do salonu przed TV. Na Polsacie ujrzał jakiegoś starego pornusa, na TVN "Drogę do Gwiazd bez montażu", na TVP2 - rodzinę Dowborów w całej swej okazałości. Została więc mu już tylko "jedynka". Skierował niepewnie kciuka na klawisz "1" i nacisnął. Z głośnika buchnęła wielka wrzawa i głos podnieconego mężczyzny. Mimo że telewizor był mocno ściszony było to tak głośne, że aż jego druga połowa się obudziła i przyszła zobaczyć, co się dzieje. Na ekranie byli pokazywani na przemian szalejący tłum ludzi i mały niepozorny człowieczek, z dużym nosem i wąsem, ubrany w szary kostium, fioletowo-srebrny kask i śmieszne okulary. Siedział on na "kwadratowej rurze", jak to ujęła jego żona. Mąż natomiast siedział wpatrzony w telewizor jak zahipnotyzowany. Coś tak fantastycznego widział pierwszy raz w swoim życiu! Wsłuchiwał się więc w głos komentatora... "Teraz Adaś musisz skoczyć i... leć jak najdalej! TAK!!! Japonia też zdobyta!!!!" Po skoku mąż na dole ekranu ujrzał podpis i niepewnie przeczytał - Adam Małysz? Spojrzał ze zdziwieniem na żonę i spytał: A kto właściwie to jest?
Pewnie nasuwa się wam pytanie, skąd ci ludzie się urwali... Z księżyca? Może z choinki? Nic z tych rzeczy! Powyższy akapit w pełni jest fikcją literacką! W Polsce nie ma chyba na dzień dzisiejszy człowieka, który by nie wiedział, kto to Adam Małysz. Nie liczę ludzi, którzy są w śpiączce od czterech lat albo są obłąkani. Nawet ja, Mały Książę wiem, kto to jest Adam Małysz, chociaż pochodzę z małej planetki znajdującej się bardzo daleko od Polski. Nawet moja róża wie, kto to Adaś :).
Wróćmy jednak na ziemię (dosłownie :P). Już za miesiąc (a raczej dopiero :/ -dop. GDF), czyli pod koniec listopada, zacznie się kolejny epizod (już czwarty) z cyklu "Małyszomania". Chociaż nie! Wy, gdy czytacie te słowa, pewnie już dawno jesteście po Czterech Skoczniach :) (Taw, to nie było do Ciebie ;P). Wiecie, w jakiej formie jest Adam. Ja jednak na dzień dzisiejszy nie mam pojęcia. Są dwie możliwości: pierwsza to to, że Adam kolejny rok będzie skakał jak natchniony, wygra Puchar Świata i wszyscy dalej będą jego "przyjaciółmi". Druga możliwość jest natomiast taka, że po trzech latach nadludzkich wysiłków i osiągnięć Adam będzie skakał trochę gorzej i wszystkie media (poza telewizją publiczną) będą Go szykanować i opluwać, czyli robić to, co potrafią najlepiej. Próbkę takiego zachowania mieliśmy w trakcie poprzedniego sezonu (pozdrowienia dla TVN-u). Tacy są już ci pieprzeni dziennikarze... ja jednak takim nigdy nie będę :). Dla mnie Adam Małysz już na zawsze zostanie tym kim jest teraz, kimś, kto wniósł (i nadal wnosi) do mojego szarego życia dużo radości i uśmiechu. Postacią, dzięki której jestem jeszcze bardziej dumny z tego, że jestem Polakiem (bo choć mieszkam na mojej planetce to obywatelstwo mam polskie ;P ). Wreszcie, tym zwykłym, małym, skromnym człowiekiem, wręcz ideałem do naśladowania, o którym nie można złego słowa powiedzieć. Choćbyś Adam w tym nadchodzącym sezonie nie zdobył nawet żadnego małego punktu to wiedz, że jednego fana nigdy nie stracisz. Zawsze będę z tobą!
I nawet nie wiesz ile bym dał, żeby tych 14 milionów Polaków, którzy śledzą twoje poczynania w TVP myślało tak samo jak ja...
cdn.
Mały Książę