Dla Ciebie wszystko
Od kilku lat według mnie zdecydowanie największym innowatorem, jeśli chodzi o ofertę telewizyjną, jest TVN. Jakoś nie przychodzi mi nigdy na myśl napisanie recenzji programu, który jest emitowany na innej stacji - TVN-owskie produkcje są zawsze pierwsze i - zdaniem większości - lepsze. Podobnie jest z nowym programem tej stacji o bardzo wymownym tytule: "Dla Ciebie wszystko". Pod względem gatunku to mieszane widowisko - można tu doszukać się zarówno elementów teleturnieju, jak też reality show.
Hubert tu, Hubert tam...
Prowadzącym jest oczywiście Hubercik Urbański, który po zakończeniu emisji słynnych "Milionerów" nie może na stałe osiąść w żadnym programie. Przed obecną rolą miał - chyba nieudaną - próbę sił w programie "Jestem jaki jestem" z Michałem Wiśniewskim w roli głównej. Ale cóż, żyje się dalej i pracuje również, dlatego też "Hubi" dostał nową posadę – właśnie w nowiuchnym, opisywanym przeze mnie programiku. Mówiąc szczerze, zastanawiam się, czy pan Urbański nie powinnien sobie takich rzeczy odpuścić i zająć jakąś spokojniejszą pracą. Według mnie gość trochę tutaj nie pasuje, po prostu nie jest w programie sobą, musi grać. Powszechna opinia o tym człowieku jest taka, że to grzeczny chłopak, ułożony, prawdziwy dżentelmen. Czy te cechy pasują do osoby kierującej programem rozrywkowym? Chyba nie... Jednak mimo wszystko szanuje Urbańskiego właśnie jako tego grzecznego pana - niewielu takich jeszcze chodzi po kuli ziemskiej...
Przebieg
Spory minus za początek programu. Hubert wchodzi na widownię i pyta kulturalnie: "a może ktoś z państwa mógłby zrobić dla kogoś wszystko...". Oczywiście wiadomo, obok kogo prowadzący usiądzie, gdyż miejsce jest dla niego już przygotowane. Trochę to dla mnie dziwnie wygląda, powinni się bardziej postarać. Osoba, do której się dosiada to tylko nic niewiedząca bidula, która dopiero tutaj dowiaduje się o tym, że jej znajomy - najczęściej mąż czy żona - "próbował zrobić dla niej wszystko". Jak można łatwo się domyśleć, osoba ta jest okrutnie zaskoczona. Na szczęście w tym przypadku nie jest to sfabrykowane, choć wątpliwości można mieć zawsze. {Np. jakiego wybiegu użyto by zaprosić rozmówcę na widownię i nie zdradzić prawdziwego powodu tej wizyty...} W dalszej części przychodzi ta odważna osoba. Opowiada, jak wyglądały przygotowania. Oglądamy też kilkuminutową prezentację z jednodniowego przygotowania do zadania. Następnie widzimy .... nie, nie przebieg zadania, reklamę ;) Jeżeli wszystko wyszło to "odważny" wręcza swojej znajomej kopertę, w której znajduje się jej marzenie (moje by się tam nie zmieściło ;)).
Mają łeb...
Zapewne już domyśliliście się, że aby spełnić marzenie swojego bliskiego należy wypełnić wyznaczone zadanie. Łączy je jedno - musisz przezwyciężyć tutaj swoje największe lęki. Koniec z lękiem wysokości, strachem przed zwierzętami czy ciemnościością... Jak nie masz podobnych "bojadeł" to zawsze wymyślą Ci coś bardzo ciekawego, żebyś miał porządne trudności. Najbardziej niesmaczne było dla mnie zadanie dla pewnej superblondynki, która chciała spełnić marzenie swojej siostry – grę w filmie/serialu. Żeby to zrobić musiała przejść z odpowiednim wynikiem kilkuetapowy poligon wojskowy. Laska z nogami do nieba w żołnierskim wdzianku?? Czemu nie?? ;) Ale teraz słuchajcie, jakie te bidula miała zadania... Przebiegnięcie w określonym czasie pewnej trasy to tylko pryszcz. Najpierw musiała zjeść... dopiero co wydłubane, surowe oko ryby (beeee!!!!), potem musiała sobie zbudować z jednej szmatki i kija mininamiot i przenocować sama w lesie... (już się boję...) Byłem normalnie pod wrażeniem, ze zjedzeniem tego oka miałbym ogromne problemy, na samą myśl mi się niedobrze robi. Właściwie to, czy dana osoba wygra i spełni marzenie bliskiego, zależne jest przede wszystkim od organizatorów, a raczej od zadania, jakie ci przydzielą. Wiadomo, że jeżeli człowiek staje przed pytaniem: skoczyć czy nie skoczyć, wybierze to pierwsze - wie, że zadanie będzie trwać tylko chwilę, a radość z nagrody będzie ogromna. Są jednak zadania, w których niewiele od Ciebie zależy. Na przykład pewien koleś miał uzbierać 50 EURO od paryżan udając nima. Nie każdy jest dla takich tolerancyjny i rzuci te parę groszy. Po prostu miał chłopak pecha...
Warto?
Marzenia marzeniami - nie wszystkie można spełnić. Wiadomo, że nikt nie powie, że jego marzeniem jest podróż na księżyc, bo trzeba by było sprzedać cały TVN, aby je zrealizować. Trudno w tych marzeniach wynaleźć jakąś oryginalność. Najczęściej są to wyjazdy w jakieś miejsca. Najciekawsze marzenie miał pewien drwal – chciał wyjechać na turniej drwali w Niemczech. Takie życzenia stacji odpowiadają, mały koszt i można je łatwo oczywiście spełnić. Chyba najbardziej wymagające marzonko miała siostra wyżej opisywanej blondynki – było jednak takie tylko na pozór, gdyż z roli w filmie zrobili jej rolę kelnerki w jednym odcinku serialu "Na wspólnej". Mimo wszystko dziewczyna miała radochę – u boku polskich gwiazd kina zagrała swój mały epizodzik, będzie już miała co opowiadać swoim dzieciom. Podsumowując, jeżeli wasze marzenia są do spełnienia, śmiało możecie się zgłosić do tego programu. Może wam się uda...
Oglądać czy nie oglądać?
A czemu nie? Lubię większość TVN-owskich produkcji, więc i tę oglądam dosyć często... Do programu jednak na pewno nie będę się próbował zgłosić, bo żal mi tyle pieniędzy na SMS-a. Tak więc pozostaje mi samotne spełnianie marzeń...
SzYmOn "XaVi" MaChNiEwSkI
www.downloadcentr.glt.pl
[GG:1008148]   [SMS: 502433784]