pan_T.A.Rej
Okolica: Rewolucje
Narobiło się nam w Okolicy komputerów, że tak powiem, od groma. Zaczęło
się od Kaziuka, a potem to już poleciało lawinowo. Ale taka to i już ludzka
natura, że jak jeden coś ma, to zraz drugi musi mieć to samo. Teraz komputer
jest w co drugim domu w Okolicy. Aż Sołtys zaczął bić na alarm, że statystycznie
odstajemy od reszty świata. Że niby za dużo tego i coś z tym trzeba zrobić.
No i zrobił. To znaczy, zebranie w remizie zwołał. I to na poniedziałek,
co frekwencję mu zwiastowało. Bo po piątkowo-sobotniej zabawie i niedzielnych
poprawinach zawsze coś pod stołami zostawało. Czasem Wiciek ze swoją słabą
głową. Czasem stringi, ale najczęściej niedokończone "Szlachetne" za czypieńdziesiąt.
Szczęściarze znajdowali nawet całego "Borewicza" czyli 07 przy 40 stopniach.
A to stąd, że zmęczeni trzydniowym obstawianiem imprezy strażacy pojawiali
się w pracy dopiero we wtorek. Wiązało się to z pewnymi niedogodnościami
dla Okolicy. Np. w poniedziałki obowiązywał zakaz wzniecania pożarów. Niejeden
przez to palenie rzucił. Ale czego się nie robi dla rozwoju discoturystyki.
Zebranie zaczęło się punktualnie, w samo południe. Bo, jak mówi nasz
okoliczny Arsen Lipień - gentelman przed południem nie pije. Ale - jak zaraz
dodaje - na szczęście zawsze gdzieś jest już po południu. Pierwszy głos zabrał
Sołtys. Jako przewodniczącemu należało mu się to, jak psu buda. Toteż nikt
pretensji o to pchanie na trybuny do niego mieć nie mógł. Najsamprzód zapytał
nas, jakie jest największe niebezpieczeństwo związane z komputrem - prócz
samego komputra? Nim ktokolwiek zdążył pomyśleć, sam sobie odpowiedział:
- Gry! A dla czego? Bo w nich są takie same bzdurne historie, jak w książkach.
A od tych, jak wiadomo, w głowie się miesza. Najwięksi zbrodniarze w dziejach
- mówił dalej - głupot się naczytali i stąd wszystkie nieszczęścia na świecie.
Dżyngis Chan, Aleksander, Hitler, Lenin, Che Guewara, Stalin, Castro - w
młodości książki czytali. Ale on, Sołtys, na książki BAT już podnosi. Na
22% podnosi. I tym BATem myśli czytelnictwo w Okolicy ukrócić.
To samo z komputrami chce zrobić. Na początek planuje zająć się tym Imperium
Zła - internatem. Bo tam zło ma wszelkie korzenie. A najgorsza z tego, takie
pandemonium, to jest ta cała La Strada!
- Neostrada - poprawił go Leon Daviński, nasz człowiek rezonansu; prywatnie
przeciwnik polityczny Sołtysa.
- La Strada, neostrada, nieważne - nie dał się zbić z pantałyku Sołtys
- Już my się rozprawimy z każdą stradą. Daliśmy radę autostradom, damy i
innym. Strada, to strada. Na każdej da się blokadę postawić. Paru kumotrów
z bronami załatwi sprawę. A nie, to zboże na neostradzie wysypiem...
Dalej nie słuchałem, bo akurat Maniek Stolarz z Mnietkiem trzy "Wesołe
Blondynki" i jednego "Zadziornego Komandosa" znaleźli. Wszystkie w cenie
czypiendziesiąt. Zaraz też Mnietek po zdobycz pod stół zanurkował. A ja zauważyłem,
że nie nosi kolorowych skarpetek. Bo jedna radna śpiewała o nim po Okolicy,
że rzadko go widuje z dziewczętami, a przecież nie jest sam. No, ale biorąc
pod uwagę, z czyjego ramienia ta radna jest członkiem (to, jak nasz amator
chemii i biologii - Karol Dajwin - mówi, to jakaś anomalia biologiczna. Kobieta...
Członkiem... Z ramienia...).
Tymczasem chłopaki zaczęli "hejnał grać", to znaczy zażywać prosto ze
źródła, czyli z butelki. I jak to przy trunku, poważna dysputa się wywiązała.
Oczywiście, o komputrach, by nie odbiegać za bardzo od tematu zebrania. I
- jakże by inaczej - czyj sprzęt lepszy. Jak, zresztą, wszyscy w koło. Z
lewa i prawa dochodziły mnie głosy szczęśliwych posiadaczy piekielnych maszyn:
- A mój ma dużo funkcji
- ... ma takie fajne światełka. Musi być dobry...
- Warczy, człowieku, jak traktor. Silnik to musi mieć... Rakieta, mówię
ci
- ... też se kupię komputer. Taki prawdziwy, kolorowy. A nie czarno -
biały, jak ma...
Sołtys tymczasem rozpalał się w przemawianiu coraz bardziej. Toczył pianę,
charczał, groził na prawo i lewo. Zło widział już wszędzie. A mnie - pewnie
to wpływ światła przytłumionego dymem z "biełamorów" nagminnie kupowanych
przez okolicznych od Sołtysa spod lady - wydawało się, że cień pod jego nosem
to wąsik, a grzywka zarzuca się na tą "jedynie słuszną stronę".
- Zło trzeba wyplenić, nim się rozprzestrzeni. Wyłapać tych internatów...
Internautów... Wyłapać, zanim nam nasze plony odbiorą. Zanim się do naszych
bab dobiorą...
- I chłopów - odkrzyknęła z końca sali Jantkowa
- I chłopów... Tak, foczym to ja... A wy mi, Jantkowa, nie przerywajcie,
bo wy też emaila w domu przyjmujecie, jak stary w polu robi.
- Ja uczciwa kobieta jestem - broniła się Jantkowa - i obcych do chałupy
nie wpuszczam. A żadnego Emila nie znam
- W dodatku wasz stary rowerem jeździ. A za cyklistów też się weźmiemy.
Za cyklistów, komputerzystów i literzystów... Tfu, literatów.
Za sobą usłyszałem bełkotliwy głos starego Metyllejewa, co to kiedyś jakąś
tabliczkę z pierwiosnków ułożył. A teraz eksperymenty z odbarwianiem napojów
przy pomocy pieczywa prowadzi. Podobno z powodzeniem. Tylko narzeka, że wzrok
już nie ten...
- A propo literek. Czytam te nalepki i nic nie rozumiem. Piszą, że ta
żołądkowa jest gorzka. Ja z poświęceniem próbuję, a ona słodka... Już czwarty
miesiąc próbuję. Ciągle słodka.
- To może ty nie za swoje próbujesz? - podpowiedział mu jego asystent,
Łukasz Jewicz, doświadczony "nafciarz" - Powiadają, że za cudze wszystko słodsze.
- Nie, to nie to. Choć coś w tym jest...
Komuś stojącemu pod ścianą przypomniało się hasło z czasów młodości:
- Literaci do literatek!
Hasło, trzeba przyznać, sal podchwyciła ochoczo. Co prawda, literatów w Okolicy
- na szczęście - nie znajdziesz, ale literatkę, to owszem. I to nie jedną.
Każdy pełnoletni swoją nosi. A Mnietek, zapobiegliwie z dwoma chodzi. W razie
- jak kiedyś się wygadał - hojny polewający by się trafił. Albo niedowidzący.
Po wyciągnięciu literatek i kilkakrotnym ich opróżnieniu wszystkim zebrało
się na podchwytywanie haseł. Sołtys akurat kończył przemowę o zapalonych komputerzystach
jeżdżących na rowerach i będących jednocześnie literatami:
- Wina za całe zło, daję słowo wszystkim tu obecnym, leży po ich stronie.
W ogólnej wrzawie do zebranych dotarły tylko słowa: Wina... Daję... Wszystkim...
Hałas zapanował większy, niż na piątkowo - sobotniej zabawie. Ze wszystkich
stron posypały się głosy poparcia dla Sołtysa. Ten nie byłby wytrawnym politykiem,
gdyby tego nie wykorzystał. Dostał od losu swoje pięć minut.Żeby przekrzyczeć
tłum, musiał podnieść i tak już ochrypły głos:
- Do obozów pracy, do gułagów i łagrów takich zesłać trza. Popracują
uczciwie, to zaraz im głupoty z głowy wywietrzeją! To przez nich krowy się
nie niosą a prosięta mleka mniej dają! Przez nich spadły plony z jednego
h. My wiemy, że to komputerowo - rowerowo - literacki spisek. Powykupywali
bańki - te na mleko. Poprzejmowali skupy surowców wtórnych. I nasze Okoliczne
dzieci do szkół posyłają, by tam zatraciły szacunek dla ziemi ojców. By w
mniastach zostały ojcowizny się wyrzekły. A wtedy rowerzyści ziemię na ścieżki
rowerowe wykupią, komputerzyści na naszych polach zaczną internaty budować
a literaci to wszystko opiszą. I czytać nam karzą! Mobilizację, mobilizację
powszechną ogłaszam! I sezon polowań na komputerzystów otwieram! Ale my się
nie damy! Razem pozbędziemy się zła! Wspólnie je wytępimy! Zapłoną stosy
od wschodu po zachód. Rzeki spłyną krwią szubrawców! Postawię wszystko, co
mam, żeby każdemu w Okolicy uczciwe, bezpieczne życie bez tych piekielnych
maszyn zapewnić. My w Okolicy zaczniemy, ale po nas cały świat zbuzuje, niczym
zaczyn w szklance.Chodźmy, towarzysze! Ogień czas rozniecić!
Tłum chętnie ruszył za Sołtysem. Rasi Okoliczni rewolucjoniści z całej
przemowy Sołtysa zrozumieli tylko pojedyncze słowa. Które układały się w
jedyne znane im, logiczne zdanie: Stawiam... Wszystkim... Po... Szklance...
Zaczęto skandować: "Wodzu, prowadź!" i "Duce! Duce! Duce!" A to stąd, że
powszechnie wiedziano, że Sołtys oszczędza lodówkę i swoje zapasy co przedniejszych
trunków pod lodem trzyma. A dostanie się do nich wymaga wybicia ducy.*
I ja się dałem porwać tłumom, na czym niniejszą relację kończę. Niech
żyje rewolucja! Niech żyje Wódz Nasz Kochany, Słoneczko Jedyne!
Socjalizm to sprawiedliwość,
kapitalizm to bogactwo. Wybieram bogactwo. Sprawiedliwość można kupić.
* zwanej w innych Okolicach "przeręblą"
Uprzejmie donoszę, że nie ponoszę żadnej odpowiedzialności za słowa wypowiedziane
przez Sołtysa. Jego wypowiedzi nie są moimi wypowiedziami, a jego poglądy
nie są moimi poglądami.
Wszelkie podobieństwo wypowiedzi Sołtysa do osób z pozaokolicznej sceny
politycznej (zwłaszcza pana w krawacie w biało czerwone pasy) jest przypadkowe
i niezamierzone.
Jednocześnie ostrzegam, że czytanie, odtwarzanie i legalne kopiowanie
niniejszego tekstu jest niewskazane i grozi ciężkim zidioceniem.