Murphologia Stosowana

czyli: "Nie martw się - Jutro będzie gorzej!"


Słyszeliście może o Urorobosie - takim alegorycznym wężu co to pożera swój własny ogon? Jestem prawie pewien, jak się gadzina czuje. Gubię się. Wynikałoby, że jeśli te wszystkie niedorzeczności wypisane poniżej są prawdą, tekst ten (mimo że tytuł z wielkich liter pisany i we wstępniaku polecony - prawda Q.? ;-) nie ma naturalnego prawa się ukazać. Właśnie dlatego. Zatem jeśli przekonująco udowodnię, że TO działa, to właśnie TO zadziała... i nikomu nic nie udowodnię. Zatem pisanie dalej staje się... Auuu! Mój ogon!

TO - zjawisko niezmiernie interesujące - jednak określane przez autorytety myślicielskie jako "marginalne" - nie doczekało się nigdy szerszego zbadania. I dobrze. Choć jedna gałąź filozofii przypadła w udziale zwyczajnym szarakom.
A wszystko zaczęło się od pewnego eksperymentu i magicznego zdania w regulaminie...


Teoria Wszechspisku
Mógłbym się założyć (i wysoko wygrać), że każdy tutaj słyszał o złośliwości rzeczy martwych. Warte zakładu mogłoby być tez oszacowanie, ilu z was tak naprawdę wierzy, że nieożywione otoczenie potrafi byc złośliwe. Bo - nie oszukujmy się - złośliwymi w ogólnym pojęciu bywają tylko ludzie. Aby na pewno? Niekoniecznie / nie do końca. Istnieje subtelna różnica - ludziska mają motywy/powody (satysfakcja, adrenalina, "a żebyś tak! ...") - matka natura bywa złośliwa zawsze bezinteresownie. Tak po prostu, dla sportu. Przyczaja się i atakuje.
Ofensywę prowadzi za pomocą artylerii rozmaitego kalibru. Mogą to być linie wysokiego napięcia, które to w ułamku sekundy potrafi nie być już takie wysokie, ba!, stać się zerowym nawet (i żegnaj obiadku z mikrofalówki...) Tudzież gałęzie - bywają kruche, łamią się, lecą z wysoka... [łup!] Może działać jeszcze perfidniej, choćby za pomocą błędów w obliczeniach (drogi hamowania!). Albo zawirowań czasoprzestrzennych, które udzielają się twojemu zegarkowi. Przez nie wpadasz do sklepu 5 minut po zamknięciu. Zadziwiające, prawda? Nawet z pozoru niewinny cukier rozsypany na stole... Bądź czujny! On tylko czeka aż zostanie przykryty srebrną stroną twojej ulubionej płytki, by krawędziami kryształów wyryć własne poprawki. Na zawsze.
Pamiętaj - nie ważne jak przypadkowe zdają się powyższe pechowe wypadki - coś/ktoś za tym stoi. To ty jesteś celem podstępnych knowań matki natury.
A cukier jest wredny!

Pojawia się bohater!
W 1949r. Amerykanie rozpoczęli badania nad wpływem silnych przeciążeń powstających w trakcie lotu samolotem na organizm szarganego wzdłuż i wszerz tymi przeciążeniami człowieka. Jako że ostrożni z nich ludzie byli, miast eksperymentować wysoko na niebie (co narażało życie pilotów i co gorsza samoloty zbudowane za pieniądze podatników!) wybudowali sobie naziemny symulator. Na nim to oficerowie (zapewne ochotnicy z lepszym niż wzorowy przebiegiem służby) poznawali, jakie to poruszające wnętrze uczucie, kiedy rozpędzony do granic absurdu pojazd w kilka sekund zatrzyma się. Czad.
Jeden z nich - kapitan Edward W. Murphy - zerknął pewnego pięknego razu, jak idą technikom przygotowania do jego "jazdy próbnej" i zamurowało go. Znalazł całą machinerię (która w obsłudze miała być prosta jak cep) popodłączaną źle. W razie jej uruchomienia, amerykańscy podatnicy musieliby wysupłać ździebko na nową zabawkę... Historia milczy co do tego, ilu przekleństw zmieszanych z aluzjami do własnego IQ nasłuchał się technik odpowiedzialny za całą sytuację. Wiadomo za to, że nasz kapitan podsumował go taką oto trafną sentencją: "Jeśli jest jakiś sposób, by coś poszło nie tak. On go znajdzie".
Sprawę załatwiono polubownie, wyciągając z niej jednak wnioski następujące - człowiek kierujący projektem dodał do regulaminu prac błyskotliwą sentencję kapitana, modyfikując ją tak, by nie tyczyła się już jeno biednego technicznego, a wszystkich rzeczy dużych i małych. A zatem napisał: "Jeśli coś może pójść źle, kiedyś na pewno pójdzie [i mała adnotacja] 'Prawo Murphy'ego' "
Później, na konferencjach prasowych zarząd kilkakrotnie podkreślał, że zespołowi udało się pomyślnie i bez szwanku przejść przez serię eksperymentów głównie dzięki respektowaniu Prawa Murphy'ego.


Kamień porusza lawinę...
Wieść obiegła świat i trafiła pod strzechy wszelkiej maści BeHaPowców czy innych magistrów-inżynierów. Niejednokrotnie zadomowiła się w umysłach lotnością dorównujących nawet samemu osławionemu kapitanowi U.S. Air Force, który przeciez świetnym lotnikiem był.. I tam to, w zakamarkach co światlejszych i - co tu ukrywać - odstających od normy mózgów zaczęła mutować i ewoluować, rozrastając się niczym pączkujące drożdże (tzn. chaotycznie).W pół wieku później z głównego pnia powstał swoisty Łańcuszek Szczęścia. Oto kawałek:

- Jeśli coś może się zepsuć, to kiedyś na pewno się zepsuje
- Jeżeli istnieje prawdopodobieństwo, że coś może pójść źle, to na pewno będzie to właśnie to, co spowoduje największe szkody.
- Jeśli przewidzisz cztery możliwe sytuacje, w których coś może się nie udać i uda się je obejść, natychmiast wyłoni się piąta, na którą nie byłeś przygotowany.
- Jakakolwiek próba naprawy tej piątej usterki zaowocuje awarią w czterech pozostałych miejscach.
I tak dalej...

Myśl ta - jakże wzniosła i twórcza - obfitowała w liczne odrosty (nie mylić z ciemnymi plamami na głowach tlenionych blondynek) i rozgałęzienia, zagnieżdżając się w miejscach szczególnie podatnych na złośliwość matki natury.
Zahaczyła na przykład o matmę: "1+ 1 = 2 (gdzie "=" oznacza "niekiedy, jeśli w ogóle równe")" ; i pokrewną jej bankowość: "Aby otrzymać pożyczkę, najpierw musisz udowodnić, że jej nie potrzebujesz." , nie ominęła komputerów, bo wszak "Komputer służy do tego aby ułatwić ci pracę, której bez niego w ogóle byś nie miał"; lżyła z zasad rządzących edukacją: "Ci, którzy potrafią - robią. Ci, którzy nie potrafią - uczą."; dopowiadając zaraz: "Ci, którzy nie potrafią uczyć - zarządzają."; po czym nawracała ponownie do mechaniki, gdzie: "Każdy prosty montaż wymaga czterech rąk".

Ale, ale! W gąszczu uknutych praw wypatrzeć można i takie ziejące szczerą prawdą filozoficzną. Powaga. Obok kilku prostych acz cennych wskazówek stoi jedno głębsze hasełko, dokopujące się fundamentów istnienia. A brzmi ono: "To czego szukasz, znajdziesz zawsze w ostatnim z możliwych miejsc". Zapamiętajcie to sobie i powtarzajcie wszyscy utrudzeni w swej drodze idealiści.

Wniosek (czyli "moment, w którym nie masz już siły dalej myśleć" ;-)
Dlatego jeśli kiedykolwiek wredny kanar dopadnie cię w dzień po wygaśnięciu ważności biletu; czy zaraz po pozbyciu się starej latarki (bo po co mi ona - szuuuust!) odetną ci prąd na całą noc; kiedy przytrafi ci się któraś sytuacja z opisanych na początku tego tekstu; kiedy upragnione światełko na końcu tunelu okaże się reflektorem nadciągającej lokomotywy legendarnego Orient Expressu, wtedy... Uśmiechnij się. I wspomnij geniusz kapitana Murphy'ego, które to (i geniusz i kapitan) dały początek idei. Idei co na naszych oczach zmienia świat. Po czym przyłącz się do niej. (pamiętaj - "Każdy może wymyślić nową regułę") Przyłącz się do walki z podstępną, nieustannie próbującą nas przytłoczyć, zgnieść i dobić rzeczywistością. Właśnie w tym fantastycznym celu stworzono wszystkie te "bzdurne" sentencje. Nie po to, by się przy nich zdołować. Nie. Służą raczej zrelaksowaniu się, nabraniu dystansu do kłopotów. Tak by w razie nieopatrznego wkopania się w murphowate bagno, spróbować dostrzec zabawną stronę sprawy. Po prostu.

Bo gdy nie wiadomo czy śmiać się czy płakać, naprawę lepiej jest śmiać się. Zapewniam was.
(prawo Rainmana)


The final cut (tudzież kot)
Na koniec (dla tych co nie posnęli) pomysł mojego kolegi na niemożliwe - tak zwane perpetum mobile. Oparte, rzecz jasna, na Prawach Murphy'ego.
Potrzebne będzie:
A) dywan (koniecznie bezcenny)
B) kot domowy
C) pajda chleba
D) smarowidło do tegoż chleba
Wiadomo bowiem, że:
1) "kot spada z a w s z e na cztery łapy"
2) "prawdopodobieństwo upadnięcia kromki chleba na dywan posmarowaną stroną do dołu jest wprost proporcjonalne do wartości dywanu"
Dlatego też należy na grzbiecie kocura umieścić tenże chlebek (koniecznie masełkiem przeciwpołożnie do sierści czworonoga!) i tak powstałą konstrukcję opuścić na dywan. Cztery łapska i masło zadziałają jak przeciwne bieguny - każdy będzie "chciał" być tym, który spadnie - dlatego tez machina pocznie się obracać wokół własnej osi, niczym Ziemia od czasów Kopernika. A jako że prawa Murphy'ego nigdy nie wygasają, stąd i nasz kotek nigdy nie przestanie się kręcić. I udało się! Mamy perpetum mobile. Problemy energetyczne świata rozwiązane! A fizykę napisać od nowa!
Pozostaje tylko kwestia kleju trzymającego zwierzaka i kromę razem. Powinno to być raczej coś scalającego tylko doraźnie. Przecież "w praktyce najwytrwalsza okazuje się prowizorka" Czyż nie?

sens znajdywał
tam, gdzie go brak

Rainman

wakacje / wrzesień 2oo3

raindrop@pf.pl


Autor jest:
wybitnym choć niedocenianym
(bo niby za co)
murphologiem-samoukiem
pragnącym przybliżyć nieco czytelnikom wiedzę,
którą to posiadł przez lata intensywnych badań,
z nadzieją, że może jakoś z niej skorzystają
bo jemu samemu nie przydaje się ona nic a nic ;-)

Historia kapitana Murphy'ego
(przynajmniej zbliżona do niej wersja ;)
pochodzi ze strony www.murphys-laws.com.

Cytaty pisane kursywą
(nie wszystkie)
pochodzą ze stron,
których adresy mogę podać każdemu;
każdemu kto nie wie, jak działa wyszukiwarka...