MÓJ KOCHANY ALKOHOLIK

Alkoholik....

Przeczytałam tekst w jakimś numerze AM... Alkoholik...
Prawie od zawsze pił, odkąd pamiętam... Pił, czasem bił... Nie mnie, matkę...
Widziałam tylko tę ogromną złość w jego oczach, nienawiść do siebie samego. Ostatni raz uderzył, ostatni raz miał nienawiść w oczach...Potem zniknął, na rok, nie miałam już ojca, nie chciałam mieć.

Sam pojawił się w obskurnym korytarzu "mojego" oddziału, na siłę ozdobionego postaciami z kreskówek, co sprawiało, że wyglądał jeszcze bardziej obrzydliwie i zniechęcająco. Powiedział, że teraz będzie inaczej. Wierzyłam. Nawet nie wiem, dlaczego, może po prostu chciałam uwierzyć...? Przez kilka miesięcy łudziłam się jeszcze, aby w końcu dopuścić do siebie myśl, że już nigdy nie będzie tak jakbym chciała, nie będzie...


Minęło kilka lat, kilka bardzo trudnych lat...W końcu mogłam zdystansować się do wszystkich minionych chwil, zrozumiałam, dlaczego, zobaczyłam starzejącego się już, smutnego człowieka, który przegrał swoje życie na swoje własne życzenie...

Idę wyboistą ścieżką, uważając by nie potknąć się o wystające kamienie. Ciekawe, co dzisiaj zastanę? Jak zawsze pies wita mnie radosnym ujadaniem. Wchodzę do środka, w półmroku dostrzegam jego postać, ogląda telewizję, zagłusza własne myśli, ale to nie pomaga, wpatruje się tylko w szklany ekran pochłonięty czarnymi marzeniami o końcu...
Wyciągam go na spacer, idziemy jak zwykle do parku. Siadamy na ławce z dala od śmiejących się dzieci i zakochanych par. Płaczę, wtulona w jego stary sweter, który sama kupiłam na któreś urodziny...Tak bardzo mi go brakuje...Przyniosłam swoje wiersze, on daje mi własne...Od dawna jesteśmy dla siebie najostrzejszymi krytykami i największymi fanami przelanych na papier emocji.

Po tych kilku latach wreszcie rozmawiamy naprawdę szczerze...Wreszcie rozumiem jak bardzo cierpiał i cierpi nadal. Nie ma siły ani motywacji żeby walczyć.

Wczoraj siedzieliśmy na krawężniku jakiejś pustej uliczki...Po raz pierwszy chyba byłam bezgranicznie szczęśliwa i dumna, że mam takiego ojca.

Alkoholik...To ból człowieka, który szukał ukojenia. Zacisnęła się na jego szyi pętla, jest za słaby by ją zerwać. To nie potwór, nie menel spod budki z piwem, to człowiek, który kocha i pragnie miłość dawać. A że stracił wszystko? Przez własną słabość? Cóż mu pozostało?

Mój kochany alkoholik…
I niech to będzie wyraz mojej dojrzałej już miłości. Kocham go.
W mojej bezsilności, w jego strachu...

Lilith
ducinaltum@tenbit.pl