Ona leży koło mnie. Wiem ze film który oglądamy razem bardzo jej się
podoba. Mi tak sobie. Wiem ze gdy pokaże jej ze spodobał mi się to bardzo ja
to ucieszy. Robię to aby sprawić jej przyjemność. Nie wiem czy na tym
zyskam. Pewnie nie. Nie robię tego aby uzyskać coś. Może, aby mieć spokój.
Może kilka punktów więcej u niej. Wewnątrz nie czuję nic.
Druga mówi mi ze okłamywała mnie od chwili naszego spotkania. Mowie jej, ze
wiedziałem o tym i pozwalałem jej bawić się sobą. Stać mnie było na to.
Nie wiedziałem o tym, ale moja reakcja byłaby podobna. Mocno mi na niej zależy.
A jednocześnie nie. A jednocześnie nie czuje nic.
Jestem najlepszy. Nie ma nikogo lepszego ode mnie w pewnych dziedzinach.
Powinienem się cieszyć. Na zewnątrz okazuję swoją radość. A jednocześnie
w moim wnętrzu patrzę jak inni się cieszą. I zastanawiam się jak to jest być
radosnym w pełni.
Znajomi doprowadzają mnie często do szału. Mam chęć dosłownie komuś
dowalić. A jednocześnie pojawia się wewnątrz mnie pytanie: Co ci to da ?
Wiem ze mógłbym zagrać każdą rolę. W większości z nich byłbym dobry. Mógłbym
być dobrym, ojcem, podrywaczem, miłym chłopcem. Dlaczego tak trudno mi jest
grać samego siebie ?? Kim tak naprawdę jestem? Obserwatorem własnego ciała?
Zawsze gdy spotyka mnie coś ważnego czuję w sobie tą kostkę lodu. Wiem co
zagrać, by wygrać. Jedynie moje sumienie każe mi wybierać. Ale ono nie
zawsze działa. Jak prosto jest zagrać na uczuciach innych. Udać głupca, gdy
jest się mądrym. Udawać czułego, gdy jest się inny. Czy inni tego nie widzą?
Czy jestem aż tak dobry ?
Nie mogę się cieszyć pełnia serca, nie mogę się martwic w pełni. Kostka
daje o sobie znać w prawie wszystkich sytuacjach. Czasami chciałbym wyć. Gdy
spotyka mnie coś złego. Ale nie mogę. Ona jest we mnie. Gdy spotyka mnie coś
cudownego, coś fantastycznego też jest we mnie. Stanowi mój ogranicznik na
dobre i na złe. Z chęcią bym ją wyrwał. Nie interesuje mnie ile bym za to
zapłacił.
Niech ktoś wyrwie mi ją z piersi.
P