Koty czy psy - wielka bitwa

Wspaniały mag, jakim bez wątpienia jest AM, zbliża się nieuchronnie do numeru pięćdziesiątego. Wiele więc już, że się tak wyrażę, za nami. Za nami między innymi tak zwane "wielkie dyskusje" (o Bogu, aborcji, eutanazji, karze śmierci i czym tam jeszcze). Obecnie niezwykle rzadko na łamach AM można znaleźć arty na wyżej wspomniane tematy. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że dyskutantom zabrakło amunicji (czytaj obu stronom wyczerpały się argumenty), a więc dalsze polemizowanie stało się bezprzedmiotowe. Ale z drugiej strony "wielkie dyskusje" powinny być nieodłącznym elementem każdego ambitnego maga. Powstaje zatem pytanie: co z tym ActionMagowym fantem zrobić? Odpowiedź: trzeba wymyślić nowe tematy do przedyskutowania (ach tylko geniusz mógł na to wpaść). Hmmm... łatwo powiedzieć. Ale zaraz... Mam! Wymyśliłem! Otóż na wszelkiego rodzaju kameralnych imprezach, w których biorę udział, często rozmawiam ze znajomymi na następujący temat: które ze zwierząt domowych są lepsze: koty czy psy (nie wiem czy wy również prowadzicie podobne konwersacje czy moi znajomi i ja jesteśmy jacyś dziwni (boję się, że jednak to drugie)). Większość dyskutantów opowiadała się za psami, ja natomiast naturalnie za kotami. Proponuję więc rozpoczęcie nowej, wielkiej, ogólnoactionmagowej dyskusji mającej na celu ustalić czy koty są lepsze od psów czy też to Azory górują nad Mruczkami. A zatem: do boju!

Jak już wspomniałem moja skromna osoba twardo obstaje przy stanowisku, że to koty rulezują. Koty bowiem są prawdziwymi czyściochami. Nasze Mruczki kochane potrafią się myć bardzo często i bardzo dokładnie. Na tym polu Azory i inne Maxy są w tyle o kilka klas. Między innymi dlatego koty są lepszym "obiektem" do głaskania niż psy. Przecież futerko małych, ślicznych, kilkumiesięcznych kotków to po prostu poezja!

Jako się więc rzekło koty skrupulatnie przestrzegają podstawowych zasad higieny. Dlatego też te niezwykle urocze stworzenia, jakby to delikatnie powiedzieć, starannie i głęboko zakopują swoje odchody. Niestety, tego samego nie można powiedzieć o psach. Specyficzne miny, które znaleźć możemy bez trudu na chodnikach to robota naszych hauczących braci mniejszych. Stworzenia te nie wiedzą nawet jakie ich brak higieny może mieć straszne konsekwencje dla ludzi. No bo weźmy na przykład taką sytuację: zakochany chłopak udając się na spotkanie z królową swego serca w pośpiechu wpada na pozostałość po porannym psim spacerze zyskując w ten sposób fragment śmierdzących odchodów pod podeszwą swojego buta. I jak ten wspomniany chłopak ma się pokazać swojej ukochanej? Co ona sobie pomyśli jak zobaczy (i jak poczuje) partnera? Przecież to jest straszne!

Psy mogą nam jednak pokrzyżować nie tylko randkę, ale również i udaną noc (wbrew pozorom ja nie o tym, o czym teraz myślicie). Otóż psy (a zwłaszcza psy sąsiadów) nieraz, mówiąc kolokwialnie, drą pyska przez całą noc szczekając nie wiadomo na co i na kogo (na wiatr?, na inne psy?). I jak biedny człowiek ma się spokojnie wyspać w takich warunkach?

Trzeba również dodać, że najlepszy przyjaciel człowieka, jak zwykło się mówić o psie, często nie zachowuje się przyjacielsko w stosunku do naszego gatunku. Ileż to razy w mediach mówiono o przypadkach pogryzienia przez psy. Osobiście bałbym się trzymać w domu olbrzyma ważącego pewnie więcej niż ja, choćby nie wiem jak był łagodny.

Wielu ludzi twierdzi, że woli psy od kotów bowiem te pierwsze są bardziej przywiązane do swojego pana podczas gdy koty często "chodzą swoimi drogami". No dobrze, ale co w tym złego? Koty po prostu mają swój własny styl i nie boją się tego pokazać. Walczą o swoją autonomię, o choć szczyptę prywatności. Do tego Mruczki są o wiele bardziej samodzielne niż Burki ponieważ nie trzeba ich wyprowadzać na spacery i potrafią same zdobyć pożywienie. Jakże inaczej na tym tle jawi nam się statystyczny hauczący, który domaga się kilku spacerów dziennie (nieważne że deszcz, nieważne że śnieg, nieważne że szósta rano) oraz zawsze pełnej michy żarcia. Według mnie możnaby w tym miejscu koty porównać do... kapitalizmu (zaradne, przedsiębiorcze), natomiast psy do socjalizmu (którego cechą charakterystyczną jest między innymi tak zwana postawa roszczeniowa). Ufff, ale bzdury wypisuję.

Jak więc widzicie jest wiele argumentów potwierdzających tezę, że koty są lepsze od psów. Mimo to jednak spora część spośród ludu uparcie twierdzi, że to jednak psy rulezują. Czas więc zadać pytanie: dlaczego tak się dzieje? Otóż ja uważam, że wszystkiemu winne są media (oddane w obce, Żydo-masońskie ręce, naturalnie), które lansują zły obraz kota. Widać to wyraźnie choćby w bajkach. Otóż koty są w nich najczęściej czarnymi charakterami (Tom polujący na Jerry'ego, Spaślak czatujący nieustannie na brygadę RR). Dla odmiany psy dziwnie często wzbudzają sympatię telewidzów (Reksio, pies Pluto). Powstaje zatem pytanie: kto ma interes w tym, by obywatelom naszego kraju od najmłodszych lat (wszak bajki oglądają najczęściej dzieci) wpajać, że koty są złe a psy dobre?

Mam nadzieję, że powyższym artem zapoczątkuję wielką dyskusję, a w konsekwencji zostanie wreszcie naukowo udowodnione, że koty są lepsze od psów.

Jacek Stojanowski
Samozwańczy Sołtys Ciemnogrodu Polskiego (SSCP)

PS1: Uwaga, uwaga!!! Zmianie uległ adres strony internetowej mojej skromnej osoby. Zapraszam serdecznie:www.ciemnogrod.tk
PS2: Zapraszam do mailowania:ciemnogrod@hotmail.com