Interview
Na pewno większość z was była kiedyś na dworcu miejskim. Z czym się dworzec kojarzy najczęściej ? Wbrew pozorom nie z autobusami i paniami w okienkach, lecz z bezdomnymi, których jest tam mnóstwo. Nikt się nimi nie przejmuje, nikogo nie obchodzą ich losy, ich przeszłość. Czy próbowaliście się kiedyś dowiedzieć, jak ci ludzie znaleźli się w tym miejscu? Ja też nie, ale do czasu.Pewnego pięknego, zimowego dnia poszedłem na dworzec, aby kupić bilet do miejscowości, w której mieszkam. Gdy stałem w kolejce, jeden z bezdomnych patrzył na mnie bezustannie i nagle zauważyłem, jak z jego oczu kapią wielkie łzy. Podszedłem wtedy do niego i zapytałem:-Dlaczego pan płacze ?-Przypominasz mi kogoś, chłopcze.- odpowiedział mi.-Kogo ?-Mojego syna.-Dlaczego więc pan płacze ?-To długa historia...-Nie szkodzi, mam czas. No więc co się stało ?-Przez 20 lat byłem nauczycielem. Dobrze mi się wiodło, lubiłem swoją pracę, bo lubiłem też młodzież. Zawsze sumiennie wykonywałem swoje obowiązki, wszelkie prace oddawałem grubo przed terminem. Uczyłem dobrze, bo większość moich byłych podopiecznych poszła na studia i dostaje tam nawet stypendium.-A czego pan uczył ?-Matematyki i fizyki w jednym z tutejszych LO.-Więc jak pan trafił tutaj ?-Wystarczyło jedno nieodpowiednie zdanie.-Jak to ?-Po prostu, kiedyś podczas dyskusji wyraziłem się źle o SLD, a dyrektor szkoły jest zagorzałym zwolennikiem tej partii. Ani się obejrzałem, jak dzień po tym incydencie dyrektor kazał mi nie przychodzić następnego dnia do pracy. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba, ponieważ i pensja nauczyciela ledwo starczała na wszystkie opłaty i podstawowe wydatki.-Wyrzucił pana za przekonania polityczne ?-Tak, tylko i wyłącznie za to.-I nikt panu nie pomógł ?-Nie. Wiesz jak to jest- wszyscy są z tobą, kiedy jeszcze masz jakieś źródło utrzymania. W razie gdybyś je stracił, wszyscy docześni przyjaciele mówią tylko: "Pomoglibyśmy ci, ale sami mamy wydatki", a tak naprawdę pieniądze im się dosłownie przelewają.-A rodzina ?-Żona zmarła 10 lat temu. Mam poza tym jeszcze syna, do którego zresztą, jak już mówiłem, jesteś bardzo podobny, ale on już skończył studia i ma własną rodzinę oraz dobrze płatną posadę. Zaraz po śmierci jego matki zaczęliśmy się kłócić i za tę śmierć się obwiniać nawzajem. Ostatni raz widziałem się z nim ok. 2 lat temu. I pomyśleć, że w dzieciństwie na pytanie, czy nigdy mnie nie opuści, odpowiadał zawsze: "Obiecuję tatku, przecież wiesz jak bardzo cię kocham". Teraz, nawet kiedy próbuję się z nim jakoś skontaktować, on nie chce mnie widzieć, ani ze mną rozmawiać. Wstydzi się tego, kim teraz jestem.- w tym momencie nieznajomy zaczął płakać jak małe dziecko.-Kiedyś i on będzie potrzebował pomocy i ojcowskiej rady. Wtedy zrozumie swój błąd. Wszystko się jakoś ułoży.- próbowałem go pocieszyć lecz sam nie wiedziałem, co mówić.Na zegarze była już 16.15- piętnaście minut przed odjazdem następnego autobusu.-Muszę już iść.- powiedziałem. On wyciągnął do mnie rękę i zacisnął ją tak mocno na mojej, jak gdyby mi za coś bardzo dziękował. Poszedłem później do kasy, kupiłem bilet i wsiadłem w autobus. Długo przed oczami stał mi widok tego człowieka. Właściwie codziennie mi się on przypomina i codziennie czuje uścisk jego dłoni. Myślę wtedy o tym, jak można było dopuścić do zwolnienia tak inteligentnego i kompetentnego człowieka i to tylko za własne poglądy polityczne ? Taka już jest nasza demokracja. Na jego miejsce przyjęli pewnie jakąś plastikową nauczycielkę z nieskończonymi studiami. Myślę też o tym, czy i mnie, mimo wykształcenia i całkowitego poświęcenia w pracy nie spotka podobny los. W końcu może to kiedyś spotkać każdego z nas.
Hannibal Lecter hanniballecter88@interia.pl
PS. Pamiętajcie, kiedy spotkacie bezdomnego to nie myślcie, że to jakiś
pijak czy narkoman. Postarajcie się zamiast tego uśmiechnąć się do niego.
Dla niego będzie to wsparciem duchowym, a i wam krzywda się nie stanie, a spełnicie
tylko dobry uczynek.