pan_T.A.Rej
Auto - biografia
Moje imię to Seicento. A nazywam się Fiat. Mój właściciel (to, kto jest
czyim właścicielem, to kwestia sporna. On na każde moje żądanie kupuje mi
wszystko, co co tylko chcę. Od najdrobniejszej pierdołki, jak świeca, po
najdroższe rzeczy) kupił mnie jakieś trzy lata temu. Podejrzewam, że przesiadł
się na mnie z komarka, bo jak przejeżdża przez kałuże, to podnosi nogi do
góry.
Tak w ogóle, to jeździ mi się z nim nieźle. Tylko ci piesi nam przeszkadzają.
Łazi to to nie wiadomo gdzie i za czym W jeżdżeniu przeszkadza i jeszcze
pyskuje. Jak ostatnio.
Ot, zasuwamy sobie przez miasto spokojnie, osiemdziesiątką (po mieście
szybciej nie jeździmy... No, może czasem). Akurat pada deszcz, a drogi u
nas takie, że szkoda mówić. Co trochę kałuża. No i stało się. Ochlapaliśmy
jakiegoś faceta. A ten zaczął do mojego właściciela pyskować. Kretyn jeden!
A kto mu kazał po deszczu na piechotę łazić? Mógł samochodem jechać. Co,
nie ma? To niech sobie kupi. A jak go nie stać - biedota jedna - to niech
autobusem jeździ.
Albo kiedyś. Jedziemy powolutku - akurat policaje jakąś akcję mieli, to
i trzeba było zwolnić. Trochę ślisko było, dopiero co śnieżek spadł. Na
drogę wtargnęła (jak piesza, to wtargnęła; tak mi się to kojarzy) jakaś baba
z siatką pełną zakupów. Nie zdążyliśmy wyhamować i stuknęliśmy ją. Lekko,
bo lekko, ale zawsze. Zdążyła się tylko zakupami zasłonić. Całe szczęście,
że tam chleb i kiełbasy miała. Bo co by było, jakby konserwy niosła? Nie
pomyślała - idiotka - że mogła mi lakier podrapać? Czy ona nie wie, ile
malowanie kosztuje? W dodatku mój Pan Kierowca musiałby się przez parę dni
beze mnie obejść.
Ale najgorsi ze wszystkich są rowerzyści Jeżdzi taki - jeden z drugim
- jak wariat, zagrożenie dla ruchu drogowego stwarza. I w dodatku OC nie
płaci! To co, mój właściciel na remont - w razie kolizji z takim - z własnej
kieszeni ma wyłożyć? Ale na szczęście Nasz Kochany Rząd ma się tym zająć.
I kolarzy OC też zacznie obowiązywać. Wtedy to poszalejemy! Obiecaliśmy sobie
z moim Panem Kierowcą, że jak tylko te opłaty dla nich wejdą, to sezon polowań
na rowery rozpoczniemy. Już reflektorami duszy widzę te rekordy: sześciu,
ośmiu czy dziesięciu rozjechanych rowerzystów tygodniowo. Będzie o czym
z innymi samochodami na parkingu pogadać.
A niech taki kolarz tylko kwiknie, to zaraz po ubezpieczeniu mu się poleci.
No co, przecież wypadki zawsze są z winy rowerzystów, nie?