Uwertura przechodniów


**************************
Co ja tu robię? Kobieta na środku sali mówi jakieś bzdury. Opowiada o czymś tak, jakby to było ważne. Ale po co mi umiejętność zapisu czterech liczb kwantowych.
**************************
Nie potrafię się skupić. Za oknem taka piękna pogoda. Za ścianą ktoś gra na fortepianie. Słyszę melodię, która jest jak muzyka filmowa. Do opowieści, która rozgrywa się tak blisko, a jednocześnie tak daleko...
***************************
Skwer w środku miasta. Na ławce siedzi smutna dziewczyna. Płacze. Zakrywa ręką twarz, żeby nikt nic nie widział. Dziś jestem narratorem wszechwiedzącym. Tu, na placyku, gdzie codziennie przewijają się setki ludzi, odgrywa się prawdziwy dramat.
****************************
Wróciłam wczoraj do domu. Zjadłam obiad i sięgnęłam po książkę. Losy bohaterki wydawały się być przepowiednią jutra. Mojego jutra. Niepewność. Strach. Jutro dobiegło końca. Zegar wskazywał 20.00. Cholera. Znowu się zaczytałam. A za ścianą słychać krzyki. Tego się obawiałam. Zatkałam uszy, ale odgłosy zza ściany nadal do mnie dochodziły. Sięgnęłam po książkę do historii. Próbowałam się uczyć. Na próżno. Teraz krzyczały dwie osoby. Wybiegłam z mieszkania. Uciekałam co sił w nogach. Nawet nie wiem, jakim cudem znalazłam się tutaj. Park po 22.00 nie jest ciekawym miejscem. Ale nie wrócę tam. Nigdy. Zaczęło mi się robić zimno. Cholera, znowu będę zmuszona wrócić tam, skąd uciekłam. Ostatni raz. Nienawidziłam tej mojej słabości, która zbyt często była silniejsza ode mnie. Wróciłam do domu. Nikt już nie krzyczał. Teraz panowała tam grobowa cisza. Weszłam pod prysznic. Strumień wody spływał po moich policzkach razem ze łzami. Tylko ja o tym wiedziałam. Jutro nie dam się mojej słabości.
Nie poszłam dziś do szkoły. Nie miałam siły wstać z łóżka. Po przepłakanej nocy człowiek nie jest zdolny do normalnego funkcjonowania. Zjadłam śniadanie. Po kilku godzinach wrócili rodzice. Pociąg przyjechał zbyt wcześnie. Nie zdążyłam się ogarnąć. Godzinę zajęło mi tłumaczenie, co się stało. Gdy opowiedziałam im historię tej malutkiej dziewczynki, która mieszka obok, łzy znowu napłynęły mi do oczu. Wybiegłam z domu. Poszłam na skwer... i zaczęłam płakać.
*****************************
Obok stało moje sumienie, które nie miało siły na rozważania o czterech liczbach kwantowych.



mailto:kamilaleszcz15@wp.pl