Białe albo czarne?

Białe albo czarne?

Boże, czy cokolwiek na tym świecie jest czarne albo białe? Czy można cokolwiek jednoznacznie
ocenić? Zaczynam w to wątpić...
Kocham historię, jak twierdzi moja nauczycielka to jedyny przedmiot, o którym można
porozmawiać. Bo czy ktoś zastanawia się nad rolą bakterii nitryfikacyjnych w przyrodzie?
(Poza moim profilem, jako, że jesteśmy prawdziwymi zapaleńcami, zwłaszcza przed klasówką...)
A o Iraku mówi prawie każdy... Nikt nie zrozumie, o co toczy się ta wojna, jeżeli chociaż
odrobinę nie liźnie historii tego narodu.

Ale ja niezupełnie o tym...

Dzisiaj zastanawiałam się, wspólnie z moim guru nr1 i nr2 nad sąsiadami zza zachodniej
granicy. Tak a propos centrum pamięci wypędzonych ofiar w Berlinie...

Niemieckie chłopaki zaszalały i razem z Rosjanami wybili nam siedem milionów współbraci w
czasie drugiej wojny światowej.
No tak, ale taki zwykły Niemiec jak dostał mobilizację to, co miał zrobić? Powiedzieć, że
nie pójdzie? No to sąd wojskowy i kulka w łepetynkę. Nie mówię oczywiście o tych defiladach
w imię boga Hitlera ani o późniejszym Hitlerjugend.
Poza tym jak dostaliśmy ziemie na Śląsku i wypierdoliliśmy (inaczej nazwać się tego nie da)
trzy miliony Niemców to też mili nie byliśmy, zemsta była wtedy słodka, no, chociaż gdzieś
musieliśmy osiedlić tych ze wschodu… Dali nam ziemię, której nie mieliśmy 700 lat i zabrali
nam ziemię, która przez owe 700 lat w naszym posiadaniu była...
Byli też przecież ludzcy Niemcy, byli i nieludzcy Polacy, którzy kolaborowali, ale ci

najczęściej otrzymywali kuleczkę od partyzantów...
W historii nie da się jednoznacznie wskazać tych złych i tych dobrych. Najważniejsze żeby
nie było białych plam. Mówmy o wszystkim. O dobrych Niemcach i złych Polakach…Nie można
generalizować, uogólniać…Tak jest po prostu łatwiej…

Polacy nie byli święci...

Nie można powiedzieć, że jeden naród to ma tylko pianę na ustach i zapędy imperialistyczne,
a drugi to takie biedne sieroty, co to ich każdy bije...Chlip, chlip, że się tak wyrażę.
Nic białe ani czarne nie jest, niestety do jasnej cholery.
Nigdy nie będziemy do szpiku kości źli czy nieziemsko dobrzy. Musimy z tymi szarościami się
pogodzić.
W czasie wojny to się można było wykazać...A to mały kolportażyk, a to dywersja...A teraz?
Jak się wykazać? O co walczyć?
Ano można...

Kasuj bilet nawet jak przejeżdżasz jeden przystanek, przyznaj się pani w sklepie, że wydała
ci za dużo, nie ściągaj. I pamiętaj, że jesteś skończonym egoistą. Przeprowadziłeś staruszkę
przez pasy? Dumny jesteś, co? Jak często to się zdarza? Raz na pół roku? A postaraj się
zawsze odzywać do mamy z należytym szacunkiem, tak jak powinieneś chociażby w twoim
przekonaniu gderała ci nad uszami pół dnia. To dopiero sztuka. Być uczciwym, kiedy nikt nie
widzi, przed samym sobą. W ten sposób spełniać swój patriotyzm, w ten sposób budować
wielkość naszego, twojego pokolenia.

To, co proste, prawie nigdy dobre nie jest, a szkoda… A może wcale nie…?

Vani(tas)
judy@autograf.pl