Centrum miasta. Listopad. Piątek. Po południu. Zimno. Zdrowo walnięty człowiek
(czyt. autor-K) postanowił, że przed długim weekendem i przejściem w stan błogiego upojenia
aż czterema wolnymi dniami przejdzie się jedną z najbardziej ruchliwych, okolicznych ulic.
Otwieram się na hałas miasta, pustowzroki, ale sprawny obserwator, któremu oprócz niezbyt
jasnego umysłu zamarzło chyba już wszystko.
Idę i odbieram bodźce. Receptor - efektor, receptor - efektor - ciągnie się
nieskończony łańcuch reakcji na odpowiednie czynniki. W końcu biol-chem robi swoje. Miesza,
zwisa i "se" dynda. Uzewnętrznia się z wewnątrz na zewnątrz podczas supermądrych,
przeintelektualizowanych wypowiedzi, podczas gapienia się bezmyślnym wzrokiem w telewizję,
kiedy nadają jakiś _fajny_ program na "planet", "naszynal dżeografik", "sajens" (przyp.
tłum.: pisownia celowa) albo Bóg wie czym. Łapię się na tym, że w pewnych momentach patrząc
na świeczkę, myślę o kwasie stearynowym. Parząc łapy na szklance herbaty myślę o
"receptor-efektor". Drżącą "grabką" zapalając świecę, patrzę na kolor płomienia i szukam
stożków utleniających i redukujących, czy czegoś-tam, naładowanego wyspecjalizowanym
nazewnictwem. Wrzucam sól do płomienia gazu, żeby popatrzeć. Maczam stalowe gwoździe w
wodzie utlenionej i soli, żeby posłuchać syczenia. Odbarwiam manganiany siódemki czym tylko
się da. Odbierając wyniki z przychodni, usiłuje wysilić swój mały mózg i przypomnieć sobie,
co znaczą te "śmieszne" skróty. Ogólnie usilne i grzejące "w", w pewnych momentach, jak
przetarty koc, naładowanie informacjami. I tak mam ich za mało, żeby… Aha, przypomniało mi
się - nie o tym miałam pisać. Nie o szkole. Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie będę się dołować
przed takim wspaniałym długim weekendem. Jakie to cudowne, że ktoś wymyślił coś takiego, jak
święto.
Idę tą ulicą. Światła, przejście, brudny chodnik, światła, przejście… Tak się wlokę.
Spokojnie. Teraz ludziom tak bardzo potrzebny jest spokój… Jakiś człowiek z brodą,
potarganymi włosami i wyglądem włóczęgi karmi gołębie, siedząc na zimnym, kamiennym murku.
Jakieś dziewczyny zaczepiają mnie, podają ulotkę, którą czytam cztery razy, żeby zrozumieć,
o co tam chodzi. Przyjemność niesamowitą sprawia mi "odszyfrowywanie nieodszyfrowanego".
"Rozumienie niezrozumiałego". "Pojmowanie niepojętego"… Na niektóre rzeczy po prostu nie ma
wytłumaczenia.
Gdzieś się spieszą. Oglądają witryny sklepowe, ciepłe wnętrza, wypełnione zapachem handlu.
Bezdomny trzyma swoją tabliczkę, spuszcza wzrok… Czekają na zielone światło. Stoją i się
patrzą. Ojciec, trzymając za rękę małego, kochanego synka, swój największy życiowy skarb,
tłumaczy, "dlaczego stoimy" i "kiedy będziemy mogli przejść". Mały ma taaakie szerokie oczy…
Kiedy mnie ostatnio coś dziwiło?… Już wiem, dwie minuty temu. Ten świat, ta Ziemia, to
wszystko jest takie dziwne i niezrozumiałe. Sama jestem takim dzieciakiem z rozszerzonymi ze
zdziwienia oczami. Te wszystkie anomalie, anormalne zachowania ludzkie, dziwne zagadnienia,
skomplikowana, przeciążona _dwudziestopierwszowieczną_ śmiercionośną prędzej niż później
cywilizacją psychika.
Co to ja chciałam… Aha. Mam czekać na zielone światło.
Czekasz, zanim uderzysz. Czekasz na dogodny moment. Czekasz na nią, na niego. Czekasz na…
Całe życie na coś czekasz. Ciągle czegoś szukasz. Czy potrafisz sobie odpowiedzieć na
pytanie, co to jest? Czego szukam? O co mi chodzi? Na każdym etapie życia odpowiedź będzie
inna, albo nie będzie jej wcale…
Jadą. Wiszą nad kierownicami nabuzowane twarze. Trąbią. Świszczą przelotem. Zatrzymują się
na światłach… Idę. Co chwilę "wyje" tu karetka… Pędzi na sygnale, być może do kogoś, kto
właśnie stoi nad przepaścią. W centrum. Siadasz i słuchasz. Nie ma dnia, żebyś nie
usłyszał(a) sygnału. Ambulans. Straż pożarna. Policja. A Ty masz tylko uważać. Nie -
słuchać. Uważać na swoje życie. Uważać na swoje zdrowie. Uważać na swoje słowa…
Uważać… Żeby świeca Twojego życia, zapalona drżącą "grabką" Boga, bez stożków tego i owego,
nie zgasła, nie została zdmuchnięta drgnięciem zastygłego, obrzydliwie gęstego lub rzadkiego
na przemian, miejskiego powietrza zbyt wcześnie… Nie przechodź przez tory w miejscu
niedozwolonym. Nie przebiegaj przez ulicę. Nie ganiaj za tramwajem \ autobusem. Nie wypływaj
zbyt daleko. Nie wsiadaj do samochodu z pijanym kierowcą. Nie prowadź po alkoholu. Nie
strugaj kozaka. Nie łaź w nocy w miejsca nieoświetlone. Nie noś przy sobie zbyt dużo forsy…
Ciągle tylko nie, nie i nie. Wydaje Ci się, że jesteś mądry. Sam(a) wiesz, co masz robić.
Nie będziesz słuchać jakichś głupich rad i zakazów… Prawda leży po środku. Prawda jest taka,
że nie we wszystko musisz wierzyć i nie wszystkie rozkazy wykonywać. Ale czasem warto. Są
trzy rodzaje prawdy…
A Ty? Buntujesz się? Przejdzie Ci. Przejdzie Ci, kiedy fundamenty Twojego małego,
swojskiego świata zostaną zniszczone. Kiedy Twoja budowla runie.
Kiedy na własnej skórze odczujesz własny błąd. Będzie _fajnie_, zobaczysz. Tak _fajnie_, że
zapamiętasz do końca życia. Nie ma innego sposobu na zapamiętanie ważnych lekcji, na
nauczenie się życia, jak tylko popełnianie błędów. Nie myśl sobie, że Ty będziesz wyjątkiem
i że Ciebie one ominą. Nie ma takich szczęściarzy. Chociaż… Może to nieszczęście? Myślisz,
że nieszczęściem byłoby być idealnym? Chyba tak. Chyba…
M.W. vel Siekiera
siekiera@brzezno.gda.pl