Życie

Życie

24 grudzień 2003 roku. Podobno dzisiaj są moje urodziny osiemnaste. Piękny zimowy dzień
optymistycznie napawał mnie do życia, nowego życia. W końcu tylko raz w życiu się ma takie
święto. Postanowiłem, że będzie to dzień przełomowy w życiu mym. Wszystko się zmieni,
przecież będę dorosłą osobą, która będzie szanowana przez innych, w taki sam sposób jak ja,
będąc młodszym, szanowałem starszych. Nowy rozdział żywota mego miał się rozpocząć właśnie
dzisiaj, tego dnia, który miał być wyjątkowy akurat teraz, mimo że co roku nastrój świąt
udzielał się mej osobie. Jak co roku przystrojona choinka przypominała, że już niedługo, już
wieczorem wszyscy się spotkamy w rodzinnym gronie i każdy będzie szczęśliwy składając
życzenia innym. Ja szczególnie czekałem na tę chwilę, bo ciekaw byłem cóż mi zostanie
życzone na moją drogę życia nową. Widziałem oczyma wyobraźni babcię moją ukochaną, która
niezwykle ciepło uśmiechnięta cieszy się, że jej wnuczek będzie żył jak dorosły. I dziadek
zadowolony, że ma już wnuka, nie wnuczka. Błądzac tak myślami o dziadku mym, przypomniałem
sobie, nie wiem czemu akurat teraz, jego słowa, że dorosłość nie jest czymś prostym, to
trudne życie z wieloma przeszkodami... "Życie nie raz da Ci w kość" mawiał. Głupota,
Przecież będę w końcu sam decydował o MOIM życiu, sam będę wybierał pomiędzy tym, a tym,
nikt mi nie będzi mówił co mam robić. I co ważne będę naprawdę wolny... Wolność, jakież
piękne słowo... Czyż nie pragnąłem jej zawsze? Ale takiej prawdziwej, niewiążącej się z
wolnością typu: "Wolno Ci to zrobić, ale tego już nie, synku". Chciałem robić wszystko, co
tylko mi przyjdzie do głowy, chodzić gdzie chcę i kiedy chcę... Wiedziałem, że wolne życie
to moje marzenie, które miało się urzeczywistnić już dziś. Może nie do końca już dziś, ale
to miał być pierwszy etap, którego kulminacją miały być studia, na które miałem wyjechać do
Warszawy. To miało wyglądać bardzo pięknie, nowi ludzie, nowe znajomości, nowe przygody,
nowe zdolności. Wszystko nowe w nowym życiu, już niedługo... To było bardzo miłe tak myśleć
o tych jeszcze nieprzeżytych chwilach, bo wszyskto wyglądało tak ładnie i kolorowo.
Wrócę jednak do chwili obecnej, czyli dnia, w którym wkraczałem w dorosłość, dnia w którym
czułem dumę i radość, dnia który miał zmienić moje życie... i to zrobił... Jak już
wspomniałem był piękny zimowy dzionek, słońce ładnie świeciło, nie było chmur, wszędzie
pełno śniegu, który skrzypił gdy się na niego ustało. Tak więc wyszedłem na dwór, by
pooddychać świeżym, rześkim, zimowym powietrzem. Było wcześnie, ludzi nie było zbyt wielu, a
ja tak wybierałem drogę, by było ich jeszcze mniej. Chciałem być sam, bo w trakcie wolnego
chodu (choć zawsze chodzę bardzo szybko) rozmyślałem raz jeszcze o tym nowym życiu, które
czekało na mnie wraz z odebraniem dowodu. A przecież ta chwila już niedługo, można by rzec,
że na wyciągnięcie dłoni. Tak, to będzie piękna chwila...
Gdzie ja jestem? Zadałem sobie pytanie, gdy nagle ocknąłem się z zamyślenia. Ach, to tu
jestem, znam to miejsce przecież bardzo dobrze, niedaleko mojego domu przecież, kilka minut
drogi raptem. Ale nie ruszyłem jeszcze w drogę powrotną, zaciekawił mnie ten bałwan który
stał pośrodku podwórza. Niby zwykły bałwan, a jednak przykuł mój wzrok, był taki biały,
zwykły przecież, z marchewką jako nos, jak każdy inny, w węglanymi guzikami, jakże by
inaczej, po prostu bałwan jak każdy, jak tysiące innych, nie raz takiego lepiłem. A jednak
większy jakiś mi się wydawał, widać przyłożono się do jego wykonania. Precyzyjne kule leżały
na sobie, wskazując, że jest to solidna konstrukcja. Zapragnąłem podejść do bałwana i tak
też uczyniłem. Był ode mnie zdecydowanie wyższy o jakieś dwie głowy. Nikt nie mógł mnie
widzieć jeśliby stał po drugiej stronie. Ach jakaż cudowna chwila pomyślałem, przecież każda
chwila tego dnia była i będzie wyjątkowa... No cóż, czas wracać do domu, wystarczy się
odwrócić i iść.
Nie mogę tego zrobić... ...Leżę na plecach w bialutkim śniegu, wyglądającym cudnie wtedy,
gdy na niego patrzyłem wychodząc z domu. Już nie jest śnieżnobiały, spoglądam na bok, a tam
na tym jakże pięknym śniegu widnieje czerwona plama... Śmiać mi się zachciało, przecież krew
wygląda tak ładnie na warstwie śniegu właśnie, choć tutaj była malutka kałuża zaledwie...
Zaczął padać śnieg, spojrzałem w niebo...
Nie mogę tego zrobić... Przed chwilą usłyszałem świst i coś mnie okropnie zabolało w skroni.
Upadając na ziemię kątem oka spostrzegłem chłopaka wyglądającego przez okno. Jego wyraz
twarzy zrazu zmienił się z roześmianej na wielce zdziwioną i zdezorientowaną. W ręku trzymał
wiatrówkę... Chciał tylko oddać pierwszy, próbny strzał z prezentu gwiazdkowego - czy zrobił
to specjalnie? Nie zastanawiałem się już nad tym... Chciałem tylko wiedzieć co jest z moim
nowym ...... ...Zaczął padać śnieg, spojrzałem w niebo...



spooky
xfiles1@tlen.pl