|
.::...Godzina czwarta... Kolejna zarwana noc. Budzę się bez powodu i leżę gapiąc się w wyjątkowo dziś szary sufit. Lewy bok... Prawy bok... I znowu wzrok na sufit. Zamykam oczy. Kiedyś na pewno zasnę. Kiedyś...
Budzik... Siódma... Szkoła. Kolejna wizyta w szkole która nigdy chyba nie będzie miejscem którym miała być w pierwotnym założeniu jej twórców. Sterydy, dupy i blanty- szczyt ambicji tego getta dla moralnie niedorozwiniętych w skład którego przecież i ja wchodzę. Nieważne. Słuchawki w uszach uodparniają nawet na tych ludzi którym ustanawianie kolejnej granicy debilizmu przychodzi z niesamowitą łatwością. Idę stąd... Niczegu się już tutaj nie nauczę.
Powrót i... Spotkanie z przyja-- Co za bzdura. Jedyni ludzie którzy myślą że mnie znają, ale przez to stają się jedynie bardziej niebezpieczni, bo znają moje słabości. Khe... "Przyjaciele": Jeden otwarcie ogłasza że dla byle jakiej dziewczyny olałby nas wszystkich, drugi zdradza jednego z najlepszych ziomów z jego dziewczyną i uznaje to za rzecz całkowicie normalną jak... czy ja wiem? Podrapanie się po nosie. Trzeci z kolei... Nie. Nie chce mi się. Macie już ogólny zarys. Rozmawiam z nimi, choć przecież wiem że mnie nie rozumieją. Czuję się jakby wywieziono mnie daleko za granicę, a ja nie znam języka. Ja ich też nie rozumiem. Ich prymitywnych potrzeb picia i kilkugodzinnych przygód w podrzędnych pubach. Z nich nie będzie dzisiaj pożytku. Marnuję tu tylko swój czas.
Krótka wycieczka do kumpla. Wymiana uśmiechów, kilka rzuconych słów i podanie ręki. Odchodzę z foliową torebką w kieszeni. "...Licząc na ratunek w dymie zielonego liścia". Dlaczego?! Przecież to wcale nie pomaga. Teoria była taka że przez chwilę możesz uwolnić się spod tego całego przygniatającego cię ciężaru. W praktyce jednak życie odrabia sobie z nawiązką tę krótką chwilę wolności. Jeśli mam wątpliwości to gubią się one w dymie. "...Jeden mach. Jestem w snach. Słodkich tak, że chciałbym tu zostać. Łatwo jak piach jest je rozwiać, jeśli tylko prawdę chcesz poznać...". Przez chwilę jest dobrze, nie ma problemów. Świat jest nareszcie taki jaki być powinien: wszyscy ludzie są uśmiechnięci, nie ma zła, problemów. Przez chwilę... Ale rzeczywistość zaczyna się o mnie dopominać. Ludzie bardziej ponurzy niż kiedykolwiek a kolory wokół jeszcze bardziej szarzeją. Jeśli to ma być cena za tę chwilkę szczęścia, to ja nie chcę jej płacić. Foliowy worek jeszcze z połową zawartości ląduje na chodniku. Może ktoś będzie miał szczęście/nieszczęście i go znajdzie?
Przede mną jeszcze pół dnia, choć już robi się ciemno. Czasu- wydaje się- niewiele ale ja już zdążyłem doprowadzić do łez jedną z najbliższych mi osób. A przecież nie chciałem. Nigdy nie chcę. Znowu odchodzę. Jakoś dziś nie mogę znaleźć sobie miejsca.
Przygnieciony przez rzeczywistość... Wtedy pojawiasz się Ty. I chociaż Cię nie widzę, to przecież wiem, czuję jak się uśmiechasz. Mówisz mi "Będzie dobrze". Żadnych argumentów. Żadnych powodów dla których stan rzeczy miałby się zmienić. "Będzie dobrze". Na takie oświadczenia odpowiadam zwykle pogardliwym uśmiechem, ale... Tobie wierzę. Będzie dobrze. Musi być dobrze! Już nie zastanawiam się jaki mam pożytek ze świata i ludzi. Jaki oni mają pożytek ze mnie? Nie jestem nikomu potrzebny... Ale też nikomu nie przeszkadzam. Nie widzę powodów dla których nie miałbym żyć dalej i coś osiągnąć. Jeszcze wszystko zmienię. Może jeszcze nie dziś, ale ten dzień kiedyś nadejdzie.::.
"...Czekając na dzień w którym spełnią się marzenia- nie chcę być tym co nie ma nic do powiedzenia."
|