=== Lista
===
W niebie, na tamtym świecie, Aniołowie Stróże mają kupę
roboty. Siedzą przy wydzielonych dla wszystkich biurkach, zapisując w pocie
czoła długie listy, którą każdy ma na swoim biurku. To dlatego, że każdy z nich
ma przydzielonego jednego człowieka na Ziemi, którym się opiekuje i którego
życie spisuje na swojej liście. Lista ta ma domyślnie długość wystarczającą na
200 lat życia, aby życie każdego człowieka się na niej zmieściło. Gdy dany anioł
już wszystko na swojej liście wypisze, odkłada ją na specjalny stos list
wysyłanych do Szefa, któremu przydadzą się w czasie Sądu Ostatecznego, aby
osądzić życie każdego człowieka. Jeden z początkujących Aniołów Stróżów,
siedzący przy swoim biurku i nudzący się, słyszy, jak facet w białej todze i
identyfikatorze z napisem "ST. PETER" wchodzi do pokoju Zapisów Życiowych i woła
do niego: "Ej, anioł B271654F, choć no, mamy dla ciebie człowieka!". Zachwycony
perspektywą swej pierwszej pracy, wszedł do pokoju, gdzie dostał zapisaną kartkę
i czystą listę. Na kartce były dane osoby, którą się będzie opiekował. Nazywa
się Marian Tczewski i urodzi się w Radomiu w Polsce 17.05.1986. Pracę zaczyna za
20 minut. Tyle też czasu potem na Ziemi przyszedł na świat syn Marioli i
Zygmunta Tczewskich. Od tego momentu nasz anioł zaczął z zapałem zapisywać swą
listę, wypisując kolejne zdarzenia, które następowały następnie w życiu Mariana.
Ani się obejrzał, jak na dorysowanej z boku listy podziałce dojechał do kreski
zaznaczonej jako 5 lat, potem do 10, potem do 15... A tymczasem życie Mariana
płynęło, doznawał kolejnych sukcesów i porażek, przechodził z jednej szkoły do
drugiej, przeżywał pierwsze miłości, nabierał doświadczeń... Raz, w wieku 17
lat, postanowił wybrać się z kumplami na dyskotekę. O umówionej porze czekał na
kumpli przed domem, aż z głośnym hukiem na pobocze zjechał stary trabant kombi,
w którym stłoczonych było pięciu gości w wieku od 16 do 21 lat. Marian przywitał
się z kumplami i władował na tył jakże powalającego pojazdu. Kłopoty z
przepchnięciem się wśród stłoczonych ciał wywołały powszechne rozbawienie. W
końcu usadowił się między jednym z kumpli a oparciem tylnego siedzenia i
samochód gwałtownie ruszył, na co kolektor wydechu z oburzeniem zareagował salwą
z tłumika. Po chwili dojechali do położonej na uboczu dyskoteki "Paradise".
Świetnie się bawili przez kilka godzin. Anioł Stróż spisywał na liście, jak
tańczyli, zażywali napoje wyskokowe i podrywali dziewczyny. Gdy nadeszła pora,
by wracać, wysypali się na parking przed lokalem i po krótkim błądzeniu po
parkingu zlokalizowali trabanta. Wepchali się do zniszczonego wnętrza w
akompaniamencie kulturalnych przeprosin w stylu "nie pchaj się, k****!", albo
"no i gdzie mi, ch***, leziesz?". Prowadzić miał najstarszy Jurek, który prawie
nic nie pił. Ruszyli spod dyskoteki i jechali prostą drogą ciągnącą się wzdłuż
miejsc zamieszkania większości imprezowiczów. W samochodzie było głośno i
gwarno, pasażerowie byli w dobrym humorze. Powszechnych śmiechów dostarczył
zorganizowany właśnie festiwal bekania. Bur... bałagan panujący w samochodzie i
niewielka ilość etanolu we krwi nieco dekoncentrowała Jurka, ale jakoś sobie
radził. Kilku pasażerów debatowało właśnie za pomocą wulgaryzmów, który lepiej
podrywał pewną blondynkę w spódniczce i bluzce krótszych niż przestrzeń między
obydwoma, gdy z przeciwnego pasa zaczął nadjeżdżać osobowy nissan. Jurek
potrafił jakoś utrzymać od niego bezpieczną odległość, dopóki wiedział, który
nissan jest prawdziwy, lecz w pewnym momencie jednemu z pasażerów zrobiło się
niewygodnie - spróbujcie siedzieć głową i mieć nogę pod czyjąś brodą - i
przesuwając się, wywołał drobną kotłowaninę. W efekcie czyjś łokieć zasłonił
widoczność Jurkowi i ten nie widział drogi. Gdy po sekundzie łokieć się usunął,
widział przed sobą zbliżającego się nissana. Próbował jeszcze wrócić na swój
pas, ale był już zbyt blisko nissana, poza tym gdyby nie te trochę alkoholu, to
może by mu się nawet udało... Marian i inni pasażerowie usłyszeli tylko
przeciągły pisk, donośny huk i brzęk tłuczonego szkła. W tym momencie Anioł
Stróż, z zapałem opisujący powrót Mariana z dyskoteki, zauważył, jak dokładnie
przed kawałkiem, który zapisywał, ciachnęły nożyczki i cała reszta listy, na
której jeszcze duuuuużo było wolnego miejsca do zapisywania, opada niczym
jesienny liść prosto do niszczarki pracującej obok biurka. Powiódł wzrokiem za
szkaradną dłonią trzymiącą nożyczki i popatrzył z wściekłym wyrzutem na stojącą
przed nim kostuchę w czarnym płaszczu z kapturem, mającą kosę na ramieniu i
trzymiącą w kościstej dłoni nożyczki. Ta tylko popatrzyła na niego tępo pustymi
oczodołami, ze złośliwie szczerzonymi niczym w uśmiechu zębami, i odeszła. Nasz
aniołek słyszał coś o niej od kolegów. Ma taką robotę, że obcina aniołom nadmiar
listy, który pozostał niewykorzystany, lecz czasem bywa złośliwa - odbija jej i
znienacka podchodzi do pracującego anioła, obcinając mu do zabawy
niewykorzystaną jeszcze do końca listę. Anioł ze zrezygnowaniem skierował się do
punktu oddawania gotowych list. Po drodze minął swojego kumpla, który właśnie
stamtąd wracał, bo swoją listę już wypełnił. Ten go przywitał:
- Cześć! Co,
taka krótka twoja lista? Tylko tyle zapisałeś?
- Wiesz, taka jedna mi ją
obcięła. To ta, która ma przycinać gotowe listy. Ja jeszcze miałem dość
długości, aby jeszcze dużo napisać, a ona tak bezczelnie mi go ucięła! Ona się
tu stale panoszy i aniołom, których ludzie powinni jeszcze trochę pożyć, ucina
listę, nie przejmując się w ogóle zmarnowaniem okazji do napisaniu jeszcze wielu
ciekawych rzeczy!
- Nie przejmuj się, ona tak zawsze - skwitował jego kumpel
i oddalił się. Anioł w zamyśleniu zaczął iść w kierunku drzwi do działu
oddawania list...
PS.
Słuchałem Bad Boys Blue, Eiffel 65 oraz motywu z BTTF.
PPS. Żeby nie było
niedomówień, wszelkie podobieństwa przypadkowe - łącznie z numerem anioła
;).