Miałem pomysł...
To miał być genialny tekst z genialnym tematem. Filozoficzny, jak te Smutnego Wędrowca, a jednocześnie pokręcony, jak... Pamięta ktoś jeszcze Archa? Słowem dobry miał być.
Ale pomyślałem...
"Jak go jeden przeczyta, dobrze będzie. Przecież nic z tego dobrego nie wyjdzie. W ogóle, to po co pisać? I tak skrytykują, zjadą, a poziomu "Bogów" nie osiągnę. Więc..."
Shift, Delete... Enter.
I po sprawie. Pomysł się skończył, tekst też. Uśmiechasz się? Może też chciałeś napisać tekst, ale pomyślałeś...
Tak, ty.
Jak długo zamierzasz jeszcze milczeć? "Bo Eddie wywali." Nie wywali, dopóki nie przeczyta.
"Siedzi Kazio za klawiaturą i mi radzi, a sytuacji nie zna." Jeśli tak myślisz, to przeczytaj tekst jeszcze raz. I pomyśl dlaczego staram się przewidzieć co myślisz. Co ja o tobie wiem? Tylko jedno. AM czytasz.
"Ale tematu nie mam." Nie masz? Spójrz za okno, spójrz na ludzi. Włącz radio. Płytę. Włącz telewizor. Otwórz wreszcie tę cholerną książkę.
"Ale..." I tak w nieskończoność. Tak, dołuj się, dołuj jak ja od... nieważne kiedy. Ale po co? To już nie szkoła, nie ulica. Nie wyśmieją cię. Nie zaczną omijać, patrzeć jak na idiotę. Maile z pogróżkami? Nie... To nie to. Napisane przez jakichś abstrakcyjnych ludzi zza kabla. Czy oni wszyscy myślą tak samo? Czy jeśli jeden z nich, dziesięciu, stu powie, że art jest "centralnie słaby", to wszyscy będą tak myśleć? No chyba nie...
Ale skończę już lepiej... Jeszcze kogoś znudzę, albo zdenerwuję. Jeszcze źle o mnie pomyślą...
Śmieszne?
Wyszło krótko... Może za krótko. Czy treściwie i "wyczerpująco"? To nie szkoła... Jedyną nagrodą jest to, że tekst się dostanie, a karą - że dostanie się warunkowo. Reszty nie widać. Znika sobie w tysiącach znaków, które przecież mówią o jednym...
Myśl po kilku dniach: "Cóż ja tam za bzdury nawypisywalem. Nie wysyłam."
Jakże przewrotny jest umysł człowieka...
PS. FOR GOD AND JETHRO TULL
PS 2. Dzięki, przyjacielu. Chyba mogę Cię tak nazwać?