Zbiór liczb schizofrenicznych



8

Tyle błogosławieństw wygłosił Jezus na górze. Jakże proste było wtedy życie. Dzięki niemu stało się jeszcze prostsze - między innymi za Jego sprawą nie mamy Kiosków Ruchu w kościołach. Fajnie się wtedy żyło. Przynajmniej początkowo. A dzisiaj? Wcale nie jest łatwo otworzyć się na Boga. Jakiegokolwiek. Dzisiaj błogosławieństwa są przecież takie nienowoczesne, prawda? Kto by się przejmował słowami, które padły prawie dwa tysiące lat wcześniej? Przecież to przeżytek, prawda? Prawda?!
Mgła się rozwiewa. Ludzie powoli się rozchodzą. Chrystus spogląda w piasek. On wie. Błogosławieni cisi... Błogosławieni...
Błogosławiona ludzkość, która urosła na pniu Ewangelii. Wielka, potężna. Pędząca przez gościniec czasu. Tylko o linii na środku ktoś zapomniał. No i ruch jakiś lewostronny... A ofiarę całopalną z baranów to kto złoży, hę?!


4

Cztery dni temu wróciłem ze stolicy. Nieważne, jakiej. Po prostu stolicy. Dumnej metropolii, wizytówki potęgi ludzkości. Zapatrzonej w siebie. Brudnej, zatłoczonej, zakorkowanej. Inny by powiedział - miasto jak każde. Nieprawda! To jest inne. Stanowi przykład mrowiska. Idealnego zbiorowiska starych, młodych, biednych bogatych. Takich jak ja. Samych indywidualności. Podobno. Gdzie nie spojrzysz - indywiduum. Jeden ma długie włosy, inny szerokie spodnie. Jeszcze inny agrafkę w nosie i fioletowe glany na nogach. Zdarzają się też osobnicy z teczkami w ręku. Łączy ich jedno. Co? Nie powiem. Ale każdy jest ponoć inny. Jutro włożę sobie za ucho pora i pójdę do szkoły. Pora na relaks, pora na odmienność, pora wariatowi na łeb.


03

Jaka dumna liczba. Popatrzcie tylko. Tyle narodowości wyniosło swych przedstawicieli w kosmos w potężnych statkach. Rydwanach Słońca. Nie wszyscy przeżyli. W ZSRR na przykład szukali bliźniaków do lotów na orbitę. Jednego wysyłali w kosmos, a drugiego pokazywali, na dowód, że tamten żyje. Konkluzja prosta - nie wszystkim się udało wrócić lub osiągnąć cel. Ale w jakiś sposób są bohaterami. Ci, którzy wrócili także. Oni są znani. Zapewnili swym krajom prymat. Po trupach, co prawda, ale jednak. Jednakże w rzeczywistości oni to zrobili dla nas wszystkich. Czy aby na pewno? Tik, tak, tik, tak... Czekam...
Nie! Zrobili to dla siebie. Skąd niby wiecie, że ten uśmiechnięty astronauta za młodu nie był ciekaw jak to jest sikać w stanie nieważkości? Bo ja na przykład jestem ciekawy. I to nie tylko tego. Co za prozaiczna czynność. A ciekawe jak wygląda... hmm... ten... no... bardziej skomplikowane działanie? Amerykanie podobno robili eksperymenty. Szkoda, że nie udostępnili nagrań. Podobno tajne. Z chęcią popatrzyłbym na parę astronautów, która w stanie nieważkości obiera ziemniaki i zmywa naczynia.


07

Porucznik Borewicz i inne perełki starej Polski. Lubię filmy. Nawet bardzo. Seriale także. A tych, naszych, polskich, nie oglądałem. A co się będę na komucha kształcił! Ja wiem, że Rudego to produkowali w każdej jednostce na miarę potrzeb, przy pomocy białej farby - ku uciesze gawiedzi. Ja nie gawiedź. Ja myślący. Każda Gawiedź tak myśli. A filmów ci teraz dostatek. Nawet zwykłych, z komuną nie mają nawet nic wspólnego (no, chyba, że ktoś kradnie kasę z budżetu). Ale co z tego, skoro są to filmy dla mas. Przecież nie będę oglądał czegoś przesiąkniętego komercją! A fe! Taki dajmy na to Tarantino. Myśli facet, że jak wykorzysta pół tysiąca litrów keczupu, to na film pójdą tłumy. Masy. Cholera - dobrze myśli. Ale mnie nie skusi. Teatralnym gestem rozedrę szaty i własną piersią będę bronił naszych kin. Przed sobą, a niby przed kim?!


0

Mówią, że było pierwsze. Potem pojawiła się jedynka. Bez nich Bóg nie napisałby Earth.exe, nie wspominając już nawet o Humankind.exe. A tak? Mamy indywidualny kod binarny! Mówię Wam, jakie to wszystko jest wspaniałe. Nie ma nikogo takiego samego. Wspaniały nowy świat. Nawet przy deja vu, jakim są bliźniaki jednojajowe istnieją różnice. O, szczegół w postaci odcisków. I nawet znakować nie trzeba, jak to z Kaczyńskimi chcieli zrobić. Po jakiego grzyba? Przeca mamy badanie daktyloskopijne - taki certyfikat potwierdzający oryginalność produktu. Tylko się tym nie najesz, bo daktyli tam jakby mało. A mimo to taśma produkcyjna działa już przez dobre kilka tysiącleci. Ciekawe tylko, czy w fabryce dają cynizm, głupotę i ironię w wersji OEM?
Sprawdzałem w łazience. Nigdzie nie ma opakowania, ani tym bardziej instrukcji obsługi. Będę musiał reklamację złożyć, bo a nuż się rozpadnę w praniu... Nie piszą na metce, czego do oczyszczenia użyć. A tyle tych firm - z Rzymu, z Grecji, nawet z Anglii.


67

Tylu jajkom kurzym odpowiada jedno bardzo dorodne jajko strusia. Ale nie wierzcie, bo sam nie sprawdzałem. Gdzie ja bym tyle zjadł? Znaczy się - chodzi o jajko samicy, o samcach nie pisali. Patrzcie i podziwiajcie, o narody! Od jajka się podobno wszystko zaczęło. A może od kury? Ale mniejsza o to. Wszak struś to nie kura, a już na pewno nie kurek.
Od kranu. Jakiego kranu? Aha, nie wiecie. Zwyczajnego. Co rano się w nim myję. Banał wydawałoby się. Ale mój kran jest inny. Taki... no, inny - co ja Wam będę tłumaczył. Jedyny w swoim rodzaju. Codziennie jest zmuszony patrzeć na moją facjatę. I nie nudzi mu się. Nawet, gdy z imprezy wracam. Mi by się znudziło. Rozejrzałbym się za muszlą. Ale samotnik jestem. Wspominałem? Nie? Cóż, no to nie wspomnę. Zapomnijcie.


32

W domu o takim numerze przyszło mi mieszkać. Szkopuł. Bywa. Albo nie bywa. Po prostu jest. Dom jest, ja także. To ostatnie szczególnie mnie martwi. Nie wiem, co z tym fantem zrobić. Tyle mi mówili, że jednostka to klucz do sukcesu. Jednostka to indywidualność. Jednostka to triumf demokracji. Jednostka to ja! Wyobrażam sobie, że kiedyś będę kimś wielkim. Coś a'la Michael Jordan. Ale pora pozbyć się złudzeń - przestałem rosnąć. Będę więc średni. Wzrostem. Gates'em też nie zostanę, bo nie mam garażu z prawdziwego zdarzenia. A poza tym musiałbym jakiś Harward rzucić, żeby w przyszłości papiery wyglądały jakoś porządnie. Nie, to nie dla mnie.
Ale coś się znajdzie. Codziennie budzę się z tym przekonaniem. Wrosło ono we mnie, niczym jemioła w topolę. Co tam - jak nienawiść do Afroamerykanów skinom. Tylko szlag mnie trafia, bo wystarczy jeden rzut oka i cała ta ułuda odchodzi prawie tak, jak odchodzi od zmysłów niezbyt rozgarnięty hiphopowiec na widok składu (celnego - a co?!).

W jednej chwili stapiam się z masą otaczających mnie ludzi, jak bałwan na pustyni z piaskiem. Jestem nie sobą, a kropelką. Nie własnym panem, a cudzym niewolnikiem. Nie człowiekiem, a pozycją w katalogu. Wystarczy, że popatrzę na mój dowód osobisty. A tam jak byk:

84030706732


I jak tu nie zwariować?!




Gregorius
fishbone1@wp.pl


PS. Gdyby ktoś doszukiwał się w tekście choćby śladu inteligencji - daremne żale, próżny trud. Poszła na bigos do McDonald's.

PS 2. Tak naprawdę to w Warszawie byłem :).