" Saga rodu Action Mag : Dzieje Imion "
Tchnięty północnym wiatrem skąpanym w militarnym sosie, wpadłem na pomysł stworzenia artykułu przedstawiającego genezy pseudonimów największych tego Maga. Mam nadzieję, że stali czytelnicy ucieszą się z tej okazji, gdyż wielu zadaje sobie pytanie : "Dlaczego właśnie tak? Super pisze, ale skąd ta ksywa... ". Otóż składając ten tekst nauczyłem się także paru ważnych rzeczy. Bardzo często człowiek jest taki jak jego pseudonim, albo rodzi się z przypadku, albo po wieloletnich knowaniach :) Nadszedł moment kiedy całe to tabu, nieładnie mówiąc, idzie do piachu. Postanowiłem złamać barierę niewiedzy, otworzyć tajemne sarkofagi z wiekowymi papirusami, tłumaczyć je nocami tak by powstał owoc. Owoc którego miąsz możecie posmakować nieco niżej. Otwieram przed Wami pierwszy rozdział księgi o wielkiej i bogatej rodzinie, bo rodzinie tego wspaniałego Maga. Oto Dzieje Imion...
Niektóre historie aż się proszą by coś dopisać, zatem proszę o wybaczenie mojego niepowściągliwego wścibstwa :)
Andrew
---------
Andrew - oto moja ksywka, zarówno w realu jak i w sieci. W necie jestem po
prostu Andrew, w życiu codziennym natomiast mój pseudonim jest modulowany na wszystkie możliwe sposoby. Ludzie wymawiają ją jako Endrju, Endrjjjjju, Endru, Andrew,
Andref... Skąd się wzięła?... Nie mam zielonego pojęcia dlaczego ludzie zaczęli mi
wieśniaczyć po angielsku imię :)
Axel Prubaj Hoolaynoga
---------------------------
Geneza mojej ksywki? Proszę bardzo. Ale uprzedzam, że cały jej czar zaraz pryśnie :). Wszystko zaczęło się gdzieś tak nieco ponad rok temu, gdy po napisaniu pierwszego tekstu zastanawiałem się, jakby tu go podpisać. Kompletnie nie miałem pomysłu na ksywę, więc postanowiłem zaczerpnąć ją z... hmm, otoczenia. Toteż bacznym okiem zlustrowałem pokój, aż tu nagle natrafiłem wzrokiem na stertę kompaktów pod ścianą (utrzymywanie porządku zdecydowanie nie leży w mojej naturze). I co zobaczyłem? Płytkę Scootera. Śmiejcie się, serio tego słuchałem jak byłem mały, do trzynastego roku życia włącznie. Nawet teraz, chociem dumny licealista, czasem sobie "Hyper Hyper" zapuszczę, co by powspominać radosne dzieciństwo :). Wstyd, wiem, co poradzę. Takie skrzywienie, tak już mi chyba zostanie.
W każdym razie ksywa nagle się znalazła. Axel, bo tak się zwał klawiszowiec zespołu, Hoolaynoga, bo wszak "scooter" tyle znaczy, fonetycznie zapisane, bo tak mi się wtedy uwidziało. A Prubaj? Nie zamierzam ukrywać, że nazywam się Piotrek Rubaj. Miałem już założoną skrzynkę na Wirtualnej, z inicjałem w loginie, a nie chciało mi się zakładać nowej specjalnie pod AM...
Tak więc zostałem Axelem Prubaj Hoolaynogą. A ostatnio skróciłem się do Axela, bo pierwotna ksywa była kłopotliwa, i, co tu dużo pisać, idiotyczna. Tyle historia.
Na koniec chciałem poinformować, że w Action Magu jest jeszcze jeden Axel. Pisuje on do AMTV, i zdecydowanie NIE JEST mną. Rozmawiałem już z nim; ustaliliśmy, że będzie podpisywał się z małej litery, aby nie wprowadzać zamieszania. Nie mylcie nas.
BrightWitch
--------------
BrightWitch = Bright + Witch. Bright - z angielskiego za słownikiem: 1. jasna (co wskazuje na świetlistą powłokę na
główce, znaczy złote włosy, a dodatkowo jest przeciwstawieniem się ksywie mojego brata Shadowa), 2. pogodna (o typie ludzkiego
charakteru; w gruncie rzeczy nie jestem zrzędzącą zołzą), 3. bystra, chwytliwa (i tu sobie pochlebię, bo inteligencji mi nie
brak), zaś Witch - wiedźma, czyli "ta, która wie" (a nie żadna tam zarośnięta brodawkami brzydula, która pożera niemowlęta i
rzuca uroki, a na sabatach całuje diabła pod ogonek, czy ewentualnie stara, wścibska, złośliwa kobiecina); jeden z
feministycznych symboli. ( nie jest słodka? :)
Caleb
-------
Kiedyś stworzono grę Blood, a pózniej sequel pod tytułem Blood 2: The Chosen.(jedyneczka
była mniamniuśna i klimacik miała) Jej głównym bohaterem był niejaki Caleb - koleś nosił fajny strój (kapelusz, stary płaszcz - zawsze taki chciałem). Jego ksywa tak bardzo mi się spodobała, że zacząłem się nią podpisywać na necie. Pózniej stworzyłem taki malutki mag (w wordzie ;) i myślałem
nad tym, jaką by tu ksywą sie podpisywać. Wtedy przypomniałem sobie Caleba. Później nadszedł czas AM-u i taka ksywa mi już pozostała. Mi się podoba, bo jest taka tajemnicza oraz gotycka. Ma w sobie jakąś magię. I już się do niej przyzwyczaiłem ;).
P.S - spoxik popraw błędy ;) (no problem, dużo ich nie
było;)
CiQ
-----
Poszedłem do gimnazjum. Wcześniej miałem xsyve "wujek", ale się tam nie przyjęła i
mówili do mnie po nazwisku ( Wójcik ). Trochę mnie to wkurzało, ale
wytrzymywałem. Raz na lekcji wychowawczej kumpel zawołał mnie "wójciku". Po tym wszystkim, zaczął na mnie wołać Ciku :). No i tak to się przyjęło :).
Pisze CiQ, czyta Ciku :D (Ja zawsze czytałem Cik, ale myślałem, że chodzi o jakiś płyn do mycia naczyń)
Mało oryginalna, co nie? :)
Didier z Rivii
---------------
Używam mojej xsyvki od dość dawna, choć nie zawsze wyglądała ona tak jak teraz. Pierwotnie podpisywałem się tylko "Didier". Xywkę tą
wymyśliłem gdzieś w 1999 roku, na potrzeby IRCa, z którego w tamtym okresie często korzystałem. Wzięła się ona od imienia francuskiego kierowcy rajdowego - Didiera Auriola. Mimo iż nie był to
jakiś popularny nick (bo np. w 1999 roku, po premierze Matrixa naprawdę dużo osób podpisywało się Neo), to nie byłem jedyną osobą z taką xywką, aby nadać sobie trochę indywidualizmu, to w 2002 roku, po przeczytaniu Pięcioksięgu Mistrza Sapkowskiego
(OŻW), dodałem do xsyvki "z Rivii". Tak po krótce przedstawia się cała historia. Dodam jeszcze tylko, że nieraz możecie mnie spotkać na IRCu pod
pseudo "Didier_z_R", jest ona skrócona ze względu na specyfikacje IRCnetu, czasem też podpisuje się w skrócie jako "Did".
Donald
--------
Moja ksywka nie pochodzi ani od śmiesznego kaczora z kreskówek Disney`a, ani od imienia jednego z czołowych prawicowych polityków ani też od nazwy pewnej amerykańskiej, za przeproszeniem, restauracji. Wymyślił ją - wstyd przyznać - nauczyciel. Przez przypadek. Ów Pan, bardzo fajny zresztą, uczył jakże trudnego i wymagającego przedmiotu o nazwie "przysposobienie obronne", ktory to przedmiot stanowi chyba jakiś relikt poprzedniej, uwielbianej przeze mnie epoki. Na pierwszych zajęciach pomylił się czytając moje imię - zamiast "Dawid", przeczytał
"Donald". poprawiłem go, ale nie zapamiętał i pomylił się jeszcze ze dwa razy. I zostało. Koledzy ze szkoły zaczęli tak na mnie wołać, a gdy napisałem pierwszego arta do AM, jakoś mi się wybrała właśnie ta ksywka. Z kilkunastu innych które kiedyś miałem.
I to właściwie tyle...
Ale zaraz zaraz! Moje pasjonujące opowiadanie miałoby się skończyć tak szybko? Nie pozwolę. Już zrobiłem taki błąd w "Dlaczego
piszemy?". Na temat tego wdzięcznego imienia można napisać trochę więcej.
(Brawo,
szkoda, że nie wszyscy na to wpadli:) Podobnie jak znany wszystkim kaczor jestem trochę naiwny. Ostatnio już coraz mniej. Ów przedstawiciel drobiu był biedny jak mysz kościelna i żył z dnia na dzień. Coś jak ja ostatnio. On miał wiecznego pecha, ja przeciwnie, jestem dzieckiem
szczęścia. We wszystkim potrafię się dopatrzyć czegoś pozytywnego. To głupie, ale uwielbiam w sobie tę cząstkę głupoty. Bo gdyby ktoś był całkiem normalny to wtedy dopiero byłby nienormalny.
Tak jak wicemarszałek Sejmu o wiadomym imieniu, jestem prawicowcem. Nie politykiem. Jestem prawicowcem z ducha. Wierzę w człowieka a nie w system. Wierzę w siłę rozumu ale koniecznie popartego pierwiastkiem etycznym. Wierzę, że wszystko co dobre, wypływa z człowieka i dlatego tak naprawdę jedyną rzeczą jakiej potrzebujemy, jest drugi człowiek.
W podobieństwie do, pożal się Boże, "kanapek" pewnej znanej restauracji, z którą od biedy można kojarzyć moją ksywkę, jestem czasem nie do strawienia i brzydko opakowany. Zwłaszcza wtedy gdy górę bierze we mnie cynik, którym jestem. Ale spokojnie, temu się dać nie zamierzam. Jestem cynikiem w tym względzie że zgadzam się z założeniami ich filozofii. Szczególnie z tym, że tylko od nas samych zależy jak będziemy żyć. I gdy tylko będziemy chcieć, nawet w kajdanach będziemy wolni.
Była jeszcze kiedyś taka guma do żucia, prawda? Najlepsza guma jaką pamiętam z dzieciństwa. Dołączali do niej historyjki. To działało na zasadzie: "odpakuj kolorowy papierek i zapoznaj się z historyjką". Odpakowałem dla Was ów papierek i napisałem Wam moją małą historyjkę. Chyba ta ksywka do mnie pasuje...
Doorshlaq
------------
Moja ksywka (niewątpliwie piękna, pomysłowa i ogólnie fajna) jest, jak każdy widzi,
zangielszczona z lekka formą rzeczownika "durszlak". No wiecie, to takie coś z dziurkami. Jej historia? Moi nieocenieni koledzy nazwali mnie "durszlak" z powodu mojej fryzury,
którą nosiłem w gimnazjum (panie dziejku, kiedy to było - już 2 lata temu
skończylem gimnazjum...). Owa fryzura była... hmmm... bujna. No i dlatego teraz
strzygę się na 5 mm. A jeśli ktoś oczekiwał, że moja ksywka zrodziła się z
czegoś głębokiego i mądrego - to baaaardzo przepraszam :)
Pozdrawiam spoxgreq'a - fajny pomysł z tym tekstem. Wypociłem tylko tyle, bo jestem w kawiarence i... no. To na razie :).
( Dzięki, samą ideę podsunął mi nieoceniony military,
ale od wykonania czarnej roboty umył łapy :)
Dreamwalker
---------------
DreamWalker - trochę dziwna xsywa, nie powiem. Brzmi jak nazwa jakiegoś amerykańskiego koncernu, producenta gier czy wytwórni filmowej. Znaczy ona z angielskiego "Senny Piechur" i nie wzięła się znikąd
oczywiście. Mniej więcej rok temu zainteresowała mnie tematyka tzw. świadomego
śnienia. Co to jest? Już mówię. Świadome sny to właściwie zwykłe sny, ale podczas których odzyskujesz swoją
świadomość, której w normalnym trybie nie masz. Innymi słowy - wiesz, że
jesteś we śnie. Wtedy zamazana zwykle wizja staje się wyraźna, a zmysły wyostrzają
się. Sen staje się tak realny, jak rzeczywistość. Albo nawet bardziej. Po co
coś takiego? To już zależy od fantazji, bowiem we świadomym śnie możesz robić to, na co masz tylko ochotę! Możesz tworzyć ludzi, ulice, budynki. Możesz przeżyć dowolną przygodę i to tak realnie, jak
byś ją przeżył naprawdę. Możesz latać nad lasami, nurkować na rafie koralowej czy wspinać się na szczyty górskie. A to dopiero wierzchołek góry lodowej. To po prostu brama do innego
świata. Jedyną granicą jest wyobraźnia. Powiem Wam z własnego doświadczenia, że takie
coś daje nieziemskiego kopa! Stąd właśnie moja xsywka - Senny Piechur. A swoją drogą - próbowaliście
kiedyś biegać po ścianach, jak w Matrixie? Nie? No to najwyższy czas zacząć :) [Mówię Wam - gwiazda wykonana w powietrzu może naprawdę obrócić w głowie...] Ale co ja Wam będę opowiadał?... Wpiszcie sobie w
wyszukiwarce
"Świadome sny", "lucid dreaming" lub po prostu "LD" i sami się przekonajcie.
(Frapujące... ja w ogóle rzadko śnię, ale kiedy we śnie dzieje się coś niedobrego to potrafię pomyśleć "Muszę się obudzić" i... otwieram oczy. Też fajna rzecz, nie śnię koszmarów przez to bo nie daję im zaistnieć, chociaż biegać po ścianach tez bym chciał :D )
Dziadek Mróz
----------------
Z moją ksywką nie wiąże się niestety żadna szczególna historia. Natomiast ksywka otrzymana od kolegów jest obecnie niepoprawna
politycznie. Mianowicie koledzy do pięknego imienia Adam dodali literkę "S". Zrobili to jednak na długo przed drugą wojną w
zatoce. Swoją drogą były nieraz zabawne sytuacje. Podczas wspomianego zlotu grunwaldzkiego wracam na teren zlotu i co
słyszę? "Druh Sadam proszony do Grunt. Info". Ale wiem jak bardzo by mi nawrzucano gdybym podpisywał się tak pod tekstami,
dlatego wybrałem ksywkę Dziadek Mróz.
Eddie
------
Dawne to czasy, które odrobinę zatarły się w mojej pamięci. Nawet już nie jestem w stanie
powiedzieć kto jest moim ojcem... rysownik jakiś, artysta... taka jego mać.
Od dnia moich narodzin minęło już przeszło 25 lat, a czuje się, jakby minęło
dużo więcej. Czas płynie szybko i nieubłaganie. Ale ja nie o tym przecież...
Tak, to było przeszło 25 lat temu, jak ten cholerny rysownik wpadł na pomysł stworzenia mnie. Nie wiem tylko dlaczego
dał mi tak idiotyczne imię. Dobrze przynajmniej, ze krótkie i łatwo zapamiętać, w
przeciwieństwie do imienia tego idioty - Viktor Rattlehead, czy jakoś tak. Młodszy
gnój, a taki pewny siebie. Cholerny, postnuklearny pomiot w ciemnych bryłach.
Ślepy pewnie albo z zezem.
Wróćmy jednak do mnie.
Niestety, nieznana jest mi geneza mojego imienia. A może po prostu już
zapomniałem skąd się wzięło? Nawet nie wiecie co z... człowiekiem może
zrobić ponad 25 lat życia na scenie, w mediach, na okładkach, itd. -widzicie jak ja teraz
wyglądam? Czasami mówią na mnie Ed The Hunter, ale nie podoba mi się ten przydomek.
Przylgnęło to po tym, jak jakiś idiota wpadł na pomysł zrobienia gry komputerowej ze
mną w roli głównej.
Pozwoliłem, a co, o przyszłość trzeba dbać, a każdy grosz się liczy. Zrobili jednak
niewypał, totalne badziewie, które ratuje tylko muzyka moich opiekunów i kumpli z kapeli. Wierzcie mi, nigdy nie
zachowywałem się jak w tej grze. A to jak mnie przedstawiają, to tylko image - wiecie, jak Ozzy czy Blackie Lawless. W
rzeczywistości uwielbiam spokój, nastrojowa, łagodną muzykę, ciche miejsca, w
których można wypocząć.
Ale to dzięki chłopakom z zespołu istnieje. Potrzebowali szóstego popaprańca do kompletu.
Kogoś, kto będzie ich wspierał duchowo i moralnie, kto będzie ich aniołem
stróżem i dobra nowiną w zły dzień.
I oto jestem, ja - Eddie. (Up The Irons!:)
FidoB
-------
Skąd wzięła się moja ksywka? Najpierw muszę wyjaśnić pochodzenie pierwszego członu - Fido. Jakieś pięć lat temu powiedział tak do mnie brat. Nie wiem, co miało na to wpływ - komiksy Śledzia, zamieszczane w Świecie Gier
Komputerowych (Tak, tylko dla nich kupowałem to pismo! Na
Zielonej szkole, jak czytałem o Muminkach, albo Ogniem i Mieczem, to kumpel
mnie musiał reanimować :), moje imię (Filip), czy też fakt, iż w dziewięciu na dziesięć przypadków nazywają się tak psy i słonie w kreskówkach? A może wszystko naraz?
Przez dłuższy czas podpisywałem się po prostu Fido, aż napadł mnie kaprys, by ksywkę sobie przedłużyć. Raz - było to zbyt krótkie i wyglądało brzydko pod tekstami, dwa - w prawie żadnym stopniu nie oddawało mnie, trzy - na murach i ścianach w moim mieście było mnóstwo tagów gości o takim samym pseudo. Kombinowałem więc i próbowałem dodać jeszcze jakiś wyraz. W końcu wyszło mi: Fido Bezczelny. Brzmiało tak idiotycznie, że aż parsknąłem, ale jednocześnie pomyślałem, iż w tym szaleństwie może być metoda... Dodałem dwie pionowe kreseczki, o takie: |, i teraz byłem | fido bezczelny |. Miałem świadomość, że jest to głupie jak, nie przymierzając, but, lecz wydawało mi się zabawne i nieco autoironiczne. W końcu jednak postanowiłem znowu zmienić ksywę. Wróciłem do Fido, ale dodałem sobie pierwszą literkę z wyrazu "bezczelny". Gdy to czytacie, ta historia może być jednak nieaktualna, gdyż już w tej chwili myślę, jakby znów sobie urozmaicić pseudo...
Gregorius
-----------
Kiedyś, gdy AM miał jeszcze layout bodaj Gildora (jeśli się pomyliłem przy ksywie -
przepraszam :)) (Ależ skąd:), doszedłem do wniosku, ze moja pierwsza ksywa (fishbone)
jest jakaś taka drętwa, standardowa i w ogóle zalatuje tanią odzieżą :)).
Postanowiłem ją zmienić. Żeby daleko nie szukać, zacząlem kombinować z imieniem. Ale
żadna opcja mi jakoś nie pasowała. Pewnego wieczora przeglądałem karty MtG.
Była tam jedna zatytułowana "cośtam Drake". Spodobało mi się :). Pozostało jeszcze
dopisać imię. I tak ni z gruchy ni z pietruchy dopisałem sobie "Gregorius".
Wydawało się klimatyczne. A w rzeczywistości bylo pompatyczne: Gregorius von Drake
lub coś w tym stylu. Obciąłem więc resztę i tak narodził się mój pseudonim.
Ostatnio jednak słyszałem, że przez jej wydźwięk odbierany jestem jako totalny ponurak. Nie wierzcie temu :).
(Nic bardziej mylnego:)
Ijon Tichy
-----------
Małe sprostowanie : Obecny tu Ijon Tichy to autor tekstu "Suicide", który wzruszył wiele serc, a przeczytać go można w AM#39. Natomiast nie ma on nic wspólnego (poza nickiem) z Ijonem, który niegdyś prowadził kącik książkowy.
Wszystko zaczęło się od Einsteina. A dokładnie przez ten jego paradoks z bliźniakami. Jeden leci w kosmos a drugi zostaje na Ziemi, a po powrocie pierwszy powinien być młodszy. Do doświadczenia zgłosiło się dwóch braci Kacper i Ezekiel. Ale wskutek zamieszania obaj zostali wsadzeni do rakiety. Najgorszym nie było to, że eksperyment się nie udał ale to, że wrócił tylko jeden z braci. Został on oskarżony o bratożerstwo, jego obrońca polecił mu nie otwierać ust, cokolwiek by się działo. Nie został skazany bo w aktach powinno figurować imię i nazwisko. Nie wiadomo czy nazywał się Tichy, może to był przydomek? W dokumentach winno być Anonymus Cichy (incognito zachował do śmierci) ale notariusz seplenił więc zostało Tichy. Anonymus miał wiele dzieci (osiemnaścioro). Podobno zawsze był nieostrożny. Ostatnim potomkiem rodu Tichych był kapitan żeglugi gwiezdnej Wrzechświt Tichy. Przed zwariowaniem w kosmosie ratował się wymyślaniem różnych postaci, możliwe że te postacie były prawdziwe ale nie wiadomo dokładnie. Bo z kolei jeśli on sam nie istniał to nie mogę istnieć ja. A jeśli mnie nie ma to kto napisał ten tekst?. Bo mogę istnieć tylko ja i sam wymyśliłem sobie list od
spoxgreq'a, jego tekst i cały AM. Ale czy potrafiłbym wymyślić tyle osobowości? A może to ktoś inny myśli o tym,
że ja myślę, że nie istnieję a uważam że ten ktoś o mnie myśli jako takim co myśli o tym, że ktoś myśli o tym, że ja myślę, że mnie nie ma a jednak ten ktoś wymyślił i mnie i jego i cały
AM? A tak w ogóle to kto to wszystko wymyślił?
(Dla wszystkich czepialskich: Tak jest to parafraza Podróży Dwudziestej Ósmej, "Dzienników Gwiazdowych" Stanisława Lema)
Książę Palownik
------------------
Poza muzyka interesuję się jeszcze paroma rzeczami bom człowiek renesansu. Interesuje się także historią, głównie
Średniowiecza. Moją ulubioną postacią historyczną był właśnie pan Wład Palownik. Uważam go za prawdziwego geniusza. Jak chcecie się dowiedzieć dlaczego to poczytajcie "Flet z Mandragory" Łysiaka, tam świetnie jest opisanych
parę zwyrodnialstw i okrucieństw tego wspaniałego kolesia. Ostatnio zmieniłem sobie ksywę na "Sheepdog" od mojego ulubionego thrashowego wokalisty Stace'a "Sheepdog" Mc Larena ; a także z tego i powodu,
że mieszkając pod Tatrami mam wielką słabość do Owczarków Podhalańskich. Co prawda nie mam Podhalana, tylko golden retrievera, ale lubię owczarki. Całuski & Whole Lotta Love - PALOWNIK
Luke
------
Kiedy miałem jakieś 12 lat wpadłem z ciekawości do kafejki internetowej, obejrzałem co i jak, bo
wcześniej z komputerami styczności nie miałem, a kiedy wiedziałem co i jak wszedłem na czata :).
Wpisałem jakąś tam ksywkę, a po jakimś czasie dowiedziałem się, że jest takie coś jak konto
e-mailowe. Postanowiłem założyć takowe, wpisałem swoje imię i... dowiedziałem się, że ktoś ma już
taki pseudonim (dziwne, prawda? :)). Kombinowałem przez jakiś czas, aż w końcu wpisałem 'Luke'
(czyli moje imię po "zangielszczeniu") i dwie losowe cyferki, w tym wypadku były to cyfry 5 i 0.
No i zadziałało, teraz w necie można mnie znaleźć właśnie pod pseudonimem 'Luke' bądź 'Luke50',
raczej to drugie, bo Luke'ów jest w necie sporo.
Ot, taka typowa i niezbyt skomplikowana historia. ( Luke
do cholery, nie za dużo już tych zbiegów okoliczności ?!? :)
military
---------
Ksywka moja jest jeno dziełem przypadku. Wiem - głupia, trudno ją wymówić, sam chciałbym ją zmienić. Ale nie chce mi się innej wymyślać. Dlaczego? Bo już z wymyśleniem tej miałem spore problemy! A było tak: móżdżyłem nad możliwościami doboru pseudonimu przed wysłaniem pierwszego tekstu do AM. Z pomocą przyszedł kumpel, który też móżdżył, ale i jego pomoc na nic się nie zdała. Zrezygnowany, rzuciłem hasłem w rodzaju "to co ma być? Żandarmeria wojskowa?". Nawet mi się spodobało - właśnie ze względu na jej bezsens. A że po angielsku jej inicjały zgadzają się z moimi inicjałami, zangielszczyłem ją. Tyle. O, tyle:)
Nabuchodonozorka
----------------------
Noc
Aniołów
Budzi
Uśmiech
Człowieczeństwa...
Harfiarze
Odchodzą
Do
Odwiecznej
Niziny
Ojców...
Zmierzch
Obleka
Radość...
Kres
Aniołów....
Takie jest właśnie znaczenie... i nie ma innego!
A ja stawiałem na władcę Babilonii z XII w. p.n.e Nabuchodonozora I, albo II, który zapoczątkował niewolę Babilońską dla Żydów, a tu bach! Po prostu poezja :)
(metalowy) Odi
----------------
Pewnego pięknego dnia, moja polonistka zadała pracę "dodaj własną księgę do
Odysei".
Nie wielkim wysiłkiem napisałem dziwną opowiastkę o zombie. Gdy mieliśmy
oddawać swoje dzieła zapytałem moją przyjaciółkę (Magdę) czy mogę zobaczyć
jej wypracowanie, napisała o Odyseuszu żyjącym w dzisiejszych czasach. Wyszła jej z tego śmieszna bajka o uzależnionym od komputerów
samotniku, który uwielbiał ciężką muzykę, założył kapelę, nazywano go
"metalowy Odi".Po przeczytaniu byłem zaskoczony bo wyglądało, to na aluzję do mojej skromnej osoby (za wyjątkiem kapeli, chociaż gdzieś, ktoś, kiedyś mnie chciał na wokal ale to było dawno;). Za kilka tygodni gdy polonistka oddawała prace, ja dostałem trzy bo
"moje dzieło ociekało krwią", a Magda? Ładną, zgrabną szóstkę. W nagrodę musiała przeczytać, swoje cudo
przed klasą. Wyszło z tego tyle, że wszyscy domyślili się że pisała o mnie, a ja chodziłem przez kolejnych parę miesięcy dumny jak paw, że stałem się bohaterem szóstkowej pracy, w dodatku napisała ją dziewczyna;). Wynikiem tego
"Odi" przyjąłem jako drugie imię i noszę je z godnością, jak należy traktować imię nadane przez damę. Oczywiście ja i Magda wyjaśniliśmy sobie wszystko, i nadal jesteśmy przyjaciółmi;)
(Nie wiem jak Was, ale ta historia mnie wbiła w fotel :D
)
Pozdrawiam Magdę;)
OldEnt (Grzegorz Dąbrowski)
--------
Kiedy po raz pierwszy wysyłałem tekst do Action Maga, wypadało mieć jakąś ksywę. W końcu imieniem i nazwiskiem podpisują się tylko znani... Tak wtedy rozumowałem. :) A że mam wyjątkowo pokojowe nastawienie do ludzi ;), wybrałem po prostu Cichy. Ale ileż to jest Cichych na świecie? Trzeba było się wyróżniać. Tak więc zamiast ostatniego "y" dałem "q", ponieważ na moim odręcznym piśmie nie widać pomiędzy tymi literkami żadnej różnicy (jak kura pazurem bazgrzę) oraz chciałem dać wyraz swojego uwielbienia dla najlepszego FPPa wszechczasów: Quake'a Pierwszego.
Kiedy Qn'ik zaproponował mi prowadzenie kącika o grach, pomyślałem, że pora i okazja do zmiany. W sumie to nie miałem żadnego pomysłu, więc siedziałem, aż w końcu gdzieś z podświadomości wynurzyła mi się wizja tolkienowskiego Śródziemia. W końcu to moje ukochane uniwersum. A że moją ulubioną postacią jest Drzewiec... Ale samo "Ent" brzmiało trochę za krótko. No i pewnie po świecie wałęsa się sporo takich Entów. Pragnąc jakoś wybić mój pseudonim artystyczny ponad przeciętność, dodałem przedrostek "Old". No i w końcu to brzmi tak mistycznie. :)
(Niech Cię tedy prowadzi gwiazda Earendila, panie Żwawiec :)
Pewien Gość
--------------
Było grubo po północy. Pogrążone w mroku i dymie papierosów wnętrze kafejki internetowej spowite było ciszą, mąconą jedynie przez monotonne uderzenia w klawisze. Jednak i te stopniowo cichły. Od czasu do czasu dochodziło z zewnątrz ciche, acz mrożące krew w żyłach wycie jesiennego wiatru. Robiło się nieprzyjemnie. Coś wisiało w powietrzu, coś obcego i tajemniczego. Kolejni internauci po cichu wymykali się do domów. Wreszcie pozostał tylko jeden, nieustraszony i szalony niczym doktor Frankenstein. Nie zważał na ewentualne duchy i inne straszydła, bowiem już prawie od godziny biedził się z zakładaniem konta pocztowego na WP. W formularzu brakowało najważniejszego: logina. Co by tu wpisać? - łamał sobie głowę ostatni gość kafejki. Nagle usłyszał przeraźliwy jęk, z którego wyłowił jedynie dwa słowa, brzmiące jak ponure hasło: "pewien gość". Niewiele się zastanawiając, wpisał je i kliknął "OK".
- Głupie bo głupie, ale muszę czym prędzej spieprzać z tej kafejki, bo już zaczynam słyszeć jakieś głosy... Trzeba mi więcej snu - pomyślał.
Minął próg, nie zauważając nawet nieprzytomnego ze strachu właściciela lokalu i zniknął w mroku.
Phnom Penh
--------------
Phnom Penh - stolica Kambodży, port nad Mekongiem, 1,8 mln mieszkańców (1970 r.); 1975-78 celowe wyludnienie miasta i zniszczenie wielu zabytków przez reżim Pol Pota; 1979 po obaleniu Pol Pota liczba ludności Ph. P. wynosiła ok. 1000 osób
(Encyklopedia Popularna PWN, Warszawa 1985 r.)
Skąd taka ksywa? No cóż, byłem młody i głupi, a nazwa mi się podobała, choćby dlatego, że wyglądała jak imię i nazwisko. Jednak przede wszystkim chciałem w ten sposób ukarać się za to odruchowe lekceważenie i poczucie wyższości przepełniające mnie, ilekroć pomyślałem o Kambodży i innych krajach, o których nie wiem nic poza tym, że leżą daleko na wschodzie. Ot, takie małe humanistyczne memento.
Rainman
----------
Ciekawa sprawa - proces, który doprowadził do wypowiedzenie tej ksywki po raz pierwszy na głos, trwał kilkanaście krótkich chwil. A osoba za niego
odpowiedzialna (czyli ja :-) większą wagę przykładała raczej do faktu, że skończyła się herbata. Gdybym wtedy wiedział, że to alter ego przyrośnie do mnie
na stałe, postarałbym się bardziej. Odrobinkę. Z głośniczków leciała akurat pewna piosenka z deszczem w tytule, grupy
R.E.M. I do końca nie wiem z której strony wpadło na mnie skojarzenie. Było rozmazane i jakby zaspane, ale przypomniało mi o stareńkim już filmie z T.Cruisem i D. Hoffmanem zatytułowanym
"Rain Man" (polecam). I wtedy olśniło mnie... herbata już dawno się skończyła...
P.S Jeśli sądzisz, że herbata nie ma tu nic do rzeczy, jesteś w błędzie...
RED_like_dragon_fall (fly)
---------------------------
Jest chyba w każdym numerze AM na samym dole w tekstach miesiąca, czy coś takiego ... szczerze mówiąc sam nie
wiem czemu...tekst nazywa się "Lot Smoka"... ja tego tytułu nie wymyśliłem,
Qn'ik go tak nazwał. Konkretnie w mojej ksywie nie ma nic specjalnego jestem rudy więc "red" zawsze to lepiej niż ginger
like dragon fly - to z piosenki Kravitza. Po za tym motyw spadania i latania ciągle się przewija we
wszystkim co robię i myślę.
Royal Gryffin (Grey Wolf)
---------------
Napisałem kiedyś pierwszego arta. Tytuł brzmiał bodajże "Kocham". Zaraz po napisaniu zamknąłem go i zapisałem na twardym. Miesiąc sobie
poleżał i wreszcie zdecydowałem się go wysłać, okazało się wtedy, że nie mam go jak podpisać. Zasiadłem do mojej ulubionej gierki: Heroes 3(Och,
yess:) i zacząłem grać, a że moimi ulubionymi jednostkami były... gryfy królewskie toteż tak dzięki Herosom narodził się Royal Gryffin. (nie wiązać mojej ksywy z Harrym Potterem - którego notabene łagodnie ujmując sprawę, nie lubię.)
(SLY,
niewierny!;) Skoro jestem jeszcze na antenie to powiem jeszcze słów kilka. Jako człowiek niezwykle upierdliwy będę zawsze się czepiał złej pisowni pseudonimów... Powtórzę już
po raz milionowy: Gryffin pisze się przez Y, nie przez i... Czyli: Griffin - źle, Gryffin - dobrze. Jak na ulicy usłyszę "Griffin!!!" to nie zareaguję, natomiast jak ktoś zawoła Gryffin to ma jak w banku, że się odwrócę.
;P (Fanki już wiedzą jak Cię wołać, teraz następna
część programu:)
Hmmm. Podpisuję się również jako "Grey Wolf". To z mojej miłości do wilków. (nie chodzi o ten zespół) Jakie są wilki??? Otóż czuję, że mam wiele wspólnego z nimi. Ale żeby to stwierdzić trzeba mnie znać osobiście. Grey - szary. To też trzeba by sprawdzić osobiście. :) Jeśli idzie o przezwiska to mam ich od groma i jeszcze trochę. Najpopularniejsze to
Lapa. :) Jego historii nie będę opisywać bo to nie miejsce i czas na to. Powiem tylko, że jest to skrót mojego nazwiska (La) i imiemienia (pa). Kończę już i
ślę pozdrowienia z Górnego Śląska.
Slavik
-------
Chłopak odmówił kosmogonii pseudo swego, ale zrobił to tak majestatycznie, że przytoczę :) Mam nadzieję, że klątwa Slavika
mnie nie dotknie...
Jeśli chodzi o odpowiedź - najpierw na Twoje pytanie na IRCu -"dlaczego?" oraz "wielcy tekściarze muszę przysłać swoje historie"
i "...od dawna nie rozmawialiśmy". A widzisz... tak to już jest - ktoś nie chce, abyśmy nie gadali... ;P
Byłem dzisiaj na mieście, poszedłem do jednego sklepu, i co
zastałem? Karteczkę z napisem "Zaraz wracam". Wiadomo, jak to bywa. To już była przepowiednia zdarzenia
IRCowego, jak mniemam. W innych
sklepach ciągle słyszałem "czypięćdziesiąt", no uwzięli się ludzie!!!
Wyjeżdżam sobie na obóz od 6.07. do 20.07 i przez ten czas też nie
pogadamy... i na zjeździe AMowców też mnie nie będzie. Dalej - jaki ja znów "wielki"??? Mam na imię Sławomir, nie Aleksander! ;) "Dlaczego?" Ech... nie mam już siły czegokolwiek
komukolwiek wyjaśniać. Dlaczego nie piszę do AM, dlaczego nie mam ochoty na cokolwiek, dlaczego wszystko nie ma sensu, dlaczego nie
jadę na zjazd, dlaczego nie wezmę udział w tekście zbiorowym... Przecież i tak niczego nie zmieni moje gadanie, co najwyżej wszyscy
dojdą do niewłaściwych wniosków źle interpretując moje tłumaczenia. Dlatego też nawet zaczynać nie będę... Aby wszystko w pełni wyjaśnić,
chyba powinienem przedstawić swoją biografię! Zresztą, tego też nikt nie zrozumiałby.
SLY
-----
Tam, gdzie nie dociera zasób ludzkiego oka, gdzie za wielką rzeką dziwne dzieją się rzeczy, i metrów szyn też jest zawrotny wynik, leży sobie zamek. Pośród łąk pachnącej trawy i cykotu świerszczy wnosi się dumnie nad jeziorem głębokim wielce i dziwnym - bo innym - boiskiem. Pośród woni kwiatów pobliskiej leśniczówki stoi Hogwart. A w salach jego, na przykurzonej ławce, z piórem w ręce - siedzę ja.
To była ekspresja, chwilowy wymysł mojego nieokiełznanego umysłu, skłonnego do wariactw przednich i pomysłów dziwnych. To była chwila, która dała mi - wiedzieć Ci trzeba - szansę zaistnieć. Moment, w którym wymyślić własne netowe ego było zadaniem nieomal priorytetowym. Wymyślić ksywkę, znaczy. SLY nie wziął się z nicości, z Nunu nie powstał i z lodu ulepić też go się nie dało. Powstał z książki. Z idei starszej kobiety, strasznie nękanej przez los, która zaistniała znienacka. Streszczać fabuły Ci Czytelniku nie będę, jeno zachęcę, byś po książkę sięgnął. A powiem krótko - skróciłem nazwę "Slytherin" (takie to z człowieka bydlę nieprzeciętne) - jednego z czterech domów mieszczących się w Hogwarcie - do "slyther". Było tak na początku i było - co wiecie - tragicznie. Jakoż człowiek się zmieniał, takoż zmieniała się i ksywka. Po dłuższym czasie zbezczeszczona podle na "Sly", a później przybrała obecną, i chyba końcową, formę "SLY". Takie oto rzeczy się działy w Hogwarcie. Tego się tam nauczyłem - zacząć zmieniać siebie, zmieniając wpierw ego. Czasem bowiem warto eksperymentować z własnym nickiem - to dodaje "inności", o metaformozę wręcz woła. Dlatego jestem SLY. Tak po prostu.
Prosiłbym tylko zawziętych przeciwników jak i zwolenników, ażeby nie "slajowali", "slayowali", "sliowali" etc., bo SLY - bestia jak się patrzy - za kostki powiesi, do gara włoży, podgrzeje chętnie i na patelnie wsadzi. Takich oto rzeczy uczy Hogwart...
( No, pamiętam, że jak czytałem te nieocenzurowane okrucieństwa w Potterach,
to potem zawsze musiałem się uspokajać herbatką z melisą ;)
Smutny Wędrowiec (Ghallerian)
-----------------------------------
Pewnego dnia zdałem sobie sprawę, ze nie mam już nic... Nic już nie czuje,
niczego nie chce, nikogo nie kocham... Przestraszyłem się tego. Sam właściwie
nie wiedziałem czego już chce. Powoli rosło we mnie uczucie żalu... Nie było
ono określone czym konkretnym. Po prostu czułem żal... Jedyne rozwiązanie
tego "problemu", jakie według mnie miało sens było podróżowanie.
Przemieszczanie się z miejsca do miejsca. Takie podróże zabijały wszystkie
myśli. Nie miąłem czasu już odczuwać cokolwiek. Kiedy tylko miąłem okazje
to jechałem. Podróże sprawiały, ze czułem się zmęczony. Wręcz czułem ból
fizyczny a ból fizyczny sprawiał, ze zapominałem o bólu psychicznym. Tak
wiec jeździłem... Zdawało się, ze bez celu... Jednak pewnego dnia usiadłem
na plaży nad morzem. Była wtedy zimna noc. Morze szumiało tak niepokojąco,
ponuro... Wtedy z ogromna siła wrócił do mnie żal. Nie mogłem się
powstrzymać i zacząłem płakać. Rozumiałem dlaczego ciągle go odczuwałem.
Zachciałem wtedy spokoju... chciałem wrócić tam gdzie wiedziałem, ze będę
już do końca życia czuł spokój. Wróciłem i zrobiłem wszystko by skończyć
z tymi wędrówkami. Jednak parę słow. które wtedy wydobyły się z ust, które
wielbiłem najbardziej na świecie, zniszczyło wszystko... Znowu poczułem żal.
Teraz jednak zupełnie inny rodzaj żalu... Dalej jeździłem z miejsca na
miejsce. Tak jakbym chciał by nie doścignęły mnie wspomnienia. Przez długi
czas się nie uśmiechałem. Ciągle byłem smutny. Tak jak grymas bólu
pozostaje na twarzy gdy długo odczuwa się siły ból tak ja już pozostałem
smutny... Jeszcze raz postanowiłem walczyć o spokój... Znowu jednak mi się
nie udało, postanowiłem wiec pisać... Pisanie stało się innym rodzajem
podroży, czyli ucieczki... To taka ucieczka do mojego własnego świata, w którym
jestem szczęśliwy... tak powstał Smutny Wędrowiec...
A Ghallerian? Napisałem kiedyś opowiadanie fantasy, którego głównym
bohaterem był Ghaller. Postanowiłem później napisać powieść... Imię głównego
bohatera zmieniło się na... Ghallerian :) Później zacząłem korzystać z
tej ksywki... a powieść nadal się "produkuje" :D
spoxgreq ( darqgreq )
----------------------
"Jezu, jaką Ty masz beznadziejną xsyvkę! :P"- hmhm ; "spox...CO?" - co 2 internauta.
A ja to widzę inaczej, drodzy AMowcy. Historia ma wkrótce obchodzić będzie jubileusz 2-lecia istnienia, a jak powstała i ile Kubusiów musiałem wypić by na nią wpaść - to moje :)
A było to tak. Za siedmioma łączami, za nieskończonymi światłowodami, siedzi człowiek, w sidła
TP.SA złapany, a jest bardzo, bardzo szczęśliwy, gdyż o życiu nie wie jeszcze nic. Cieszy go, że ma
modem, cieszy także to, że to takie grosze kosztuje i przede wszystkim, że na czat sobie wejdzie, ludzi miłych pozna! Jak pomyślał, tak uczynił. Jednak los mu, jak zawsze, psikusa
nieomieszkał spłatać i wywalił przed nos pytanie o e-mail. Zdziwił się nasz bohater wielce, bo o niczym takim nie słyszał, a brzmi iście amer(i)ykańsko(u). Jednak kolejny Kubuś gruszkowo-morelowy przypomniał mu, iż to przeca nic innego jak electronic mail, czyli list elektroniczny! To w te pędy, proszę ja Was, pognał w link "Poczta" na
portalu Onet i już dane pisać, już hasełko wymyślać, już, już, tylko... Jak się zwać będzie? Czy zdaje sobie sprawę, iż od tej wiekopomnej decyzji zależeć będzie jego sława i przyszłość w sieci? A sieć jak wiadomo to przyszłość. Toż xsyvka nawet od mienia własnego, od matuchny wziętego, ważniejsza
będzie! Zatem począł znów łamać głowę sobie nad tym problemem, wesoło Kubusia bananowo-marchewkowego popijając. Kiedyś podpisywał się Gregorius, podobał mu się łaciński odpowiednik jego imienia, ale wiedział, iż w dobie modyfikacji i zabaw językiem takie coś nie przejdzie (Oj, jakże się mylił...). Wreszcie wymyslił! Greq! Czyż nie wspaniałe? Ruszył mychą, usłyszał jak monitor i dyski uśpione od ponad godziny
zaczynają skrobać wesoło i dziarsko nowy login wstukał. Jak wielka jego konsternacja była, gdy ujrzał komunikat oskarżający go o iście plagiatorskie czyny! Ciszę przerwało
plompnięcie nakrętki kolejnego soku... W powietrzu rozeszła się woń agrestu i winogron... Spoks... spox. Greq_spox... iiii... spox_... spoxgreq ! Wstukał bez namysłu, poszło! Wznosząc kiwiowo-jabłkowy toast rozesłał swój adres po wszystkich znajomych i tak żył przez następne lata...
... aż do dziś, kiedy zwierzam Wam się z tego wszystkiego. Dlaczego? Bo czuję się częścia tej wielkiej, bogatej w tradycje i wspaniałej rodziny, na dobre i na złe. Stąd tak art zatytułowałem i chęć połączenia nas wszystkich, choć
póki co tylko na papierze, postanowiłem wcielić w życie.
A co zrobił spoxgreq po tej całej skomplikowanej operacji? No? Nie wiecie? Pobiegł czym prędzej do WC :)
Nawet, jeżeli czasem parę osób podaje w wątpliwość piękno i czar mojego pseudonimu, to za późno by coś zmienić. Ciągle mi się podoba i nie zamierzam zbytnio kombinować. Na potrzeby muzyczne powstał "darqgreq", odsłaniający mroczną, zbroczoną krwią niewinnych kozłów;
miesięczną krwią dziewic, stronę mej duszy :) RPG-owcy znają mnie także jako
Mortis, a to dlatego, że pewnego pięknego popołudnia bawiłem się odmianą przypadkową rzeczownika łacińskiego Mort, oznaczającego w linii prostej na polszczyznę - śmierć. I tak miejscownikowe
(śmierci) Mortis mi zostało.
Tawananna
-------------
Skąd się wzięła moja ksywka? Nie, nikt nie mówił tak na mnie w szkole czy w domu. Szczerze mówiąc, pseudonim powstał na potrzeby AM :). Gdy przygotowywałam pierwszy numer kącika, doszłam do wniosku, że po prostu nie mogę podpisać się ot tak, imieniem. I tak rozpoczęłam poszukiwania - czegoś oryginalnego, ładnego, dźwięcznego, a przede wszystkim - charakterystycznego. I - nie uwierzycie - znalazłam. W książce od historii. Uściślając, w książce dotyczącej historii starożytnej. Antycznymi korzeniami mojej ksywki zanudzałam już wcześniej w AMTV, ale co szkodzi powtórzyć - tak nazywała się królowa państwa Hatti, żona labarny. Początkowo było to imię własne, później - termin używany na określenie tej funkcji. Zdrobnienia to już dzieło samych czytelników, którzy na setki sposobów próbowali skracać i przekręcać "Tawanannę". Stąd wzięła się Taw, Tawi, Tawan Anna ;), Tawanka, Tawanna, a nawet - Tawamamma (pozdrowienia dla twórcy
:D)( A moje Tawciu? Zawsze tak do Ciebie mówię, kotku
:>). O dziwo, na razie nie odnotowano jeszcze Wanny :). (I tak trzymać!)
the_chest_of_president
--------------------------
Historia mojego pseudonimu nie jest ani bardzo zawiła, ani też bardzo dziwna jakby mogło się wydawać. Na jakimś forum napisałem, że został on wymyślony na potrzeby Action Maga. Tak jednak w rzeczywistości nie było. Moją ksywę wymyśliłem dla gazetki szkolnej, która miała się ukazać (a się nie ukazała). Pomyślałem więc, że można ją wykorzystać w AM. Pseudonim the_chest_of_president został zainspirowany pseudonimem gitarzysty (a zarazem wokalisty) pokręconego zespołu Big Dumb Face. Gitarzysta ten nazwał siebie The Tongue Of Colicab. Zanim zacząłem myśleć nad moim pseudonimem, wiedziałem, że musi on zawierać angielskie słówko "chest", czyli po polsku klatka piersiowa. Potem zacząłem zastanawiać się nad tym czyją klatką piersiową mam być :). Wybór padł na prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (można tu sobie podstawić dowolnego prezydenta), bo przypomniało mi się, że kiedyś mówiono o tym, że przytył, że powinien zacząć się odchudzać. Więc tak powstało The Chest Of President. Zacząłem pisać to jednak małymi literami i z dodatkowymi podkreśleniami. Ostatnio zacząłem skracać ksywkę. Obecnie najczęściej używam jej w formie the_chest, a wszystkim znajomym z netu nakazuję wręcz aby zwracali się do mnie "Chest". To by było na tyle :)
Ti-Mon
---------
Skąd wzięła się moja ksywka? Dobre pytanie. Lecz przed odpowiedzią na nie, trzeba wyjaśnić inną rzecz. Mianowicie, CZYM jest ksywa? To niby nasze internetowe imię, drugie „ja” w świecie cybernetyki, które towarzyszy nam przez cały czas wędrówki po ogromie informacji jakim jest Internet. Dla jednych
nick to tylko wyraz, potrzebny by wejść na czata, lub by być rozpoznawanym w księdze gości czy na forum. Dla innych to imię, które czczą lepiej niż nadane przez matkę. Ksyw używają na podwórkach, podczas rozmowy z przyjaciółmi, nawet gdy przedstawiają się z nowo napotkanymi osobami, to zawsze pamiętają o oznajmieniu swojego pseudonimu. Postępują tak, bo chcą pokazać, że są kimś więcej. Poza tym posiadanie ciekawego pseudonimu jest szybciej i lepiej zapamiętywanie. Co za tym idzie, dana osoba staje się rozpoznawana. W
Internecie jest troszeczkę inaczej. Nicki są koniecznością, bo gdyby każdy używał swojego prawdziwego imienia, to trudno byłoby się kto jest kim. A tak, każdy ma swoją oryginalną ksywę i problemy z porozumiewaniem się są znacznie mniejsze. Czas jednak przejść do konkretnej części wywodu.
Moja ksywa wzięła się od bohatera z Dysneyowskiego filmu "Król
Lew". Timon, bo tak się nazywa, jest małpiatką (płci męskiej) i wraz ze swoim kumplem Pumbą obijają się, jedzą robaki i... pomagają lwu Simbie ratować królestwo dżungli przed zagładą. O tym rzecze film
"Król Lew", który jak chcecie to możecie obejrzeć. W każdym razie fabuły nie będę
zdradzał. Dlaczego akurat nazwałem się Timonem? Wybrałem takową ksywkę, bo jest śmieszna i głupia. Serio, wcale nie żartuję. Miałem gdzieś te wszystkie bufoniaste i śmiertelnie poważne
nicki, typu Shadow, Lord Puma ( ROTFL, to jest dopiero śmieszne
i głupie:D), itp. Drugim powodem było to, że gdy miałem ochotę wejść na czata, to akurat tylko ta nazwa przychodziła mi do głowy. Później, idąc za modą, chciałem zmienić sobie pseudo na jakieś śmiertelnie poważne, typu Flash, Illuminaty; ale Timon już się przyjął w Internecie i nic na to nie mogłem poradzić. W pewnym momencie jako, że zawsze lubię eksperymenty, to w środku wyrazu dodałem myślnik. W ten sposób powstał jedyny i niepowtarzalny Ti-mon! Oto prawdziwa i fikcyjna historia mojej ksywy.
UnionJack
------------
Państwo o historię ksywki UnionJack pytają... to ja Państwu odpowiem,
opowiem prawdę najprawdziwszą. Otóż w styczniu roku ubiegłego napisałem swój
pierwszy tekst do AMu. Tekst ten (który, notka dla zainteresowanych, był
streszczeniem "Niedokończonych Historii") był w moim, bardzo naiwnym odczuciu, tekstem w miarę idealnym. W miarę, bo do ideału brakowało
mu jedynie niebanalnej ksywki. Michał jakoś mi brzmiał zbyt realistycznie,
Aiwelosse zbyt skomplikowanie. W poszukiwaniu utraconego natchnienia położyłem się na łóżku i niemrawo spoglądałem na sufit. Wtedy wreszcie wzrok mój padł na zawieszoną nad moim nieprawym łożem flagę Wielkiej Brytanii. Flagę, którą w krajach anglosaskich powszechnie nazywa się UnionJack'iem.
Oto jest moja historia! :)
Winix
-------
Uciekajcie od monitorów Winix'o sceptycy bo teraz ja piszę o powstaniu mojej ksywki (już słyszę te płacze i jęki zawodu). Tak w zasadzie jest kilka wersji powstania słowa "Winix", może wpierw skrobnę co się przyczyniło do stworzenia takiego obleśnego typa jak ja. Przeczytałem sobie w którymś AM-ie tekst
Archiego bodajże o babci i pomyślałem że też coś takiego napiszę, ale trzeba mieć jakieś fajne imię, na początku miało być Wyrewolwerowany rewolwerowiec z wyrewolwerowanymi rewolwerami, ale stwierdziłem że to lekkie przegięcie pały i postanowiłem wymyślić coś troszeczkę krótszego.
(Uff, dobrze, że tak stwierdziłeś:)
1 wersja powstania: Na początku było słońce, później były dinozaury... oj przepraszam, to nie to.
2 wersja powstania: Trzeba było wymyślić coś superowego, nowoczesnego, krótkiego!!!
Łatwo wpadającego w pamięć, źle się kojarzącego, takie imię którego jeszcze nie ma, takie które nie będzie brzmiało w mailu jak (archwilimi...10319231@wp.pl), coś co w Ameryce będzie można wymówić jak już będę sławny, więc siadłem z kartką papieru przy biurku i pomyślałem "Winix, co teraz jest w modzie?", no to do głowy wpadł mi "Matrix", "A teraz Winix, co? związanego z komputerami", nasunął się Windows (Bill is dead!). Wziąłem początek i koniec i powstał "WINIX', czyż nie proste?
3 wersja powstania: Byłem małym hakerkiem (dlaczego krzyczycie, to też może być prawdziwe), stworzyłem system operacyjny "Winix", ale w nocy przyszli źli ludzie i porwali moją maskotkę Duka
Nuke'a, zabrali też system, który później nazwali "Unix", ponieważ bandyci mieli przechlapane za wypuszczenie takiego gniota na rynek jeden z nich krzyknął "To UN to zrobił, nie my, a jego imię kończyło się na IX, to jego wińcie!". Dlaczego teraz nie jestem hakerem pytacie? Po prostu zapomniałem o moich zdolnościach hakingu, oszalałem i macie mnie takiego jakim jestem. NIE, JA NIE GRAM, jestem taki naprawdę! :) Tu na koniec takie fajne zdanie które gdzieś w Internecie znalazłem jak ulał pasuje do mojej osoby "Takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego" (tu chodzi o moje dwie skrywane podświadomości).
(A wiesz, że Winix w AM i brak Winixa w AM, to już dwa Winixy w AM ? :)
Opowiedziałbym wam jeszcze historię o inżynierii genetycznej i kwasach deoksyrybonukleidowych
(nieee) ale nie będę zanudzał, a poza tym kto by to czytał?
PS. Very przepraszam za zepsucie ci tekstu spoxgreq :-P (
Nie za ma co;)
Wooward
----------
Swojej ksywki szukałem w książkach. Powstała z tego powodu, iż chciałem napisać do CDA list, a podpisywać się imieniem nie miałem zamiaru (głupio było i nie na miejscu :). W końcu znalazłem ją w książce Karola May'a "Skarb w Srebrnym Jeziorze": był tam pewnien opryszek nazwiskem Woodward (całkiem popularnym zresztą), a ja ukróciłem go o jedną literkę (z nazwiska :) i stworzyłem swój nick... Później próbowałem zmieniać ją na "Kamic" ("Knights and Merchants is cool"(Buehehehe,
gratki:) - cholernie lubię tą grę do dzisiaj, to znaczy pierwszą część, drugiej testować nie miałem okazji), ale jakoś się to nie sprawdziło. Ostatecznie został Wooward i trwa do dzisiaj (i po wieki wieków), amen.
Vene
------
"Vene" jest skrótem od "Veneath". Można by szukać w tysiącach słowników, encyklopediach i innych mądrych książkach, a i tak nigdzie nie znajdzie się tego słowa. Skąd więc je wzięłam? Z Grecji. Byłam tam kilka lat temu i poznałam wielu wspaniałych ludzi. Od jednego z nich otrzymałam album na zdjęcia. Po powrocie do domu miałam zamiar poukładać w nim fotografie i wtedy natknęłam się na dedykację. Człowiek ten napisał mi wiersz po angielsku, jednak tak niedbale, że ledwo to rozczytałam. Dedykacja rozpoczynała się od słowa przypominającego "Veneath", którego angielski słownik nie przewiduje. Z początku uznałam więc, że jest to greckie imię i dopiero po rozczytaniu kolejnych wyrazów zrozumiałam, że chodziło o angielskie "beneath". Tkwiło mi to w pamięci do momentu, w którym musiałam podpisać się jakimś pseudonimem... do głowy od razu przyszło mi "Veneath", które potem skróciłam do "Vene".
Wniosek: Dzięki dysgrafii rodzą się wspaniałe kobiety
:D
Vrok
------
Jak każdy człek który chce zaistnieć w internecie, zacząłem kombinować nad ksywą... pamiętam że na początku było MIX_ER, ale
kiedy wszyscy z #polishscene od razu dawali mi bana (wtedy krążyłem po kolegach którzy byli przyłączeni do sieci - kafejek jeszcze nie
było;)) ,bo wiedzieli że powinni się po mnie spodziewać nagłych ataków floodu ;P,
wydało się koniecznym jest zmienić nicka. I tak powstał Vroc ;P, o imieniu pochodzącym z nazwiska legendarnego
i starożytnego rodu Wrochniaków. Ale że Vroc nie lubiał kiedy pół IRCnetu witało go w stylu 'siema
Vroclaw!', "o, przyszedl ktos z wroclawia" itp. (grr..), podmienił literkę
'c' na 'k' - ksywa dalej brzmiała tak samo, ale znikł Vroclaw. No. :)
(A na forum mówiłeś, że zmieniasz by ludzie nie mieli problemów z odmianą:P)
Ach, czasem jeszcze używam nicka Boooka - pochodzącego od
mistycznego potwora z mroźnej Skandynawii (a dokładniej - Doliny Muminków) I
jeszcze taka błahostka: jeśli ktoś kiedyś na #actionmag będzie
mówił 'per krowa', to będzie mówił do mnie. Oni zawsze tam byli tacy dziwni
;P (Kwa, kwa potwierdzam, kukurykuuu :)
To by było tyle, tekst powstawał miesięcy kilka, niektórych listami gończymi obłożyłem, po kilku stanach ścigałem, ale kiedy dopadłem... po łamaniu kołem i przypalaniu rozżarzonymi węglami z uśmiechem na twarzy gotowi byli podjąć współpracę :)
Rozdział pierwszy Wielkiej Księgi Sagi Action Mag, uważa się za zamknięty...