„Ostatni romantyk w bloku... a może nawet i na osiedlu”

 

       Ostatni romantyk w bloku obudził się raniutko. Zbudził się bo ciężkie myśli nie pozwoliły mu już spać. Wczorajszy „taniec z białą panią” sprowadził wiele kłopotów i dziwnych myśli... Świat przestał być już tak zabawny jak wcześniej a mary senne stały się rzeczywistością. 

       Postawił prawą stopę na ziemi i chwilę później lewą. Zimno... Ciało zadrżało. Jednak nie było to spowodowane niską temperaturą. To bolesne myśli ukłuły go prosto w skroń. Czoło, rozpalone miłością, zmarszczyło się.

-         Nie... czas z tym skończyć...- szepnął a głos zaginął wessany gdzieś przez pustkę w duszy.

Ostatni romantyk wstał i ruszył w stronę łazienki. Jednak podróż ta była zbyt trudna dla niego. Upadł na kolana, jęknął. Przed oczami stanęła mu jego miłość. Jak przystało na romantyka- niespełniona. Ból i żal znowu uderzyły falą. Ścisnęły go za przyrodzenie i rzuciły nim o ziemie. Ostatkiem sił podniósł głowę z podłogi...

-         To mnie wykańcza... muszę być szybszy...

Wiedział, że taki nie może być jego koniec. Mimo iż był odrobinkę romantyczny to jednak za mało dramatyczny i rozpaczliwy! Kolejna próba. Wstał. Drzwi łazienki. Tysiące myśli a wśród nich ta jedna, dominująca.

       Wizja śmierci miesza się z wizją miłości. Już są jednym. Jako jedność są przerażające... zimne i bezduszne. Kochać śmierć? Pragnąć śmierci dla miłości?

-         Ja śmierć... Ty miłość...

...Ty? A kim ty jesteś jeżeli nie mną? Jesteś przecież dopełnieniem mnie, stworzona z mojego żebra. Nie! Nie pamiętam Cię już takiej jaką chciałbym Cię pamiętać. Może nigdy taka nie byłaś? Ostatni twój pocałunek... to pierwszy pocałunek podczas stosunku ze śmiercią. Łapczywego i zaborczego... Szybkiego... aż do zapomnienia.

Wizja kobiety płaczącej...

Czemu płaczesz?

Bo pada deszcz...

Deszcz? Nie, to twoje łzy...

Ostatni romantyk wszedł do łazienki. Setki głosów zakrzyknęły „Nie”. Tysiące szepnęło „Tak”. Szept, zimnym dreszczem, rozszedł się po jego ciele. Wziął do ręki swoją miłość. Śmierć, którą kochał.

-         Tak, teraz będzie tak jak powinno być...

Kolejne pocałunki śmierci pozostawiły po sobie cieniutkie, czerwone ślady na nadgarstkach. Jej zimne usta cięły skórę romantyka a on jęczał z rozkoszy...

Deszcz pada kochanie... czerwony...

Kap... kap...

-         Kiedy ostatnio mnie całowałaś?

-         To nasze pierwsze pocałunki... i ostatnie.

Romantyk upadł na ziemię zmęczony miłością. Zasnął a śmierć go otuliła i dała ciepło, którego tak mu brakowało... 

Smutny Wędrowiec

Ps. ” I know it's hard to keep an open heart
When even friends seem out to harm you
But if you could heal a broken heart
Wouldn't time be out to charm you?”