1
......... Przeżyłem już miliony spadających gwiazd. Obserwuję rozwój(?)
naszej (czy raczej waszej), cywilizacji od początku życia. Od tej chwili, gdy
wszechświat nabierał sensu.
Sto tysięcy chwil przed teraźniejszymi, nawet daleko przed tymi z okresu wypędzenia
Adama i Ewy z raju, żyło się zupełnie inaczej. Panowały inne priorytety.
Stworzeniami na podobieństwo "nasze", rządziły inne instynkty. Nie
było królestw, czy państw. Nie było władców. Nie było podziałów na równych
i równiejszych. Takie terminy jak pycha, egoizm, nie istniały. To wszystko, co
obserwujemy w dzisiejszych czasach: zawiść, dążenie do bogactwa, żądza władzy,
nie miały miejsca. Nie było krzywd i cierpień.
Byliśmy dobrzy (dobroć ma tylko dzisiaj swoją definicję, bo definicja musi
mieć swoją anty definicję), bezinteresownie sobie pomagaliśmy, byliśmy
przyjaciółmi. Nawet, gdy nigdy wcześniej dwoje "ludzi" się nie
spotkało, przyjacielskim spojrzeniem się witało.
Ziemia była jednym lądem z milionami jezior, rzek, lasów. Zwierzęta, choć różniły
się wyglądem od nas, doskonale się porozumiewały się z "ludźmi".
Każde miejsce wypełniało życie. Cała nasza planeta była duszą, naszą
duszą! Każda żywa cząstka świata, każda żywa komórka, była częścią
wielkiego życia.
Żyliśmy w symbiozie. Nie wiedzieliśmy, co to jest uzależnienie, nie mieliśmy
takiej potrzeby. Po prostu wiedzieliśmy, że jesteśmy jednością, to było
najważniejsze - być razem.
Ziemia nieskalana grzechem, była naszym żywicielem. Dawała nam życie, my
pozwalaliśmy się jej rozwijać, byliśmy jej sensem istnienia, a ona naszym.
To było niepodważalne, nikt się nad tym nie zastanawiał, dlaczego tak miało
być. Siłą życia nie było stanie się najsilniejszą jednostką, a wielką
jednością.
Nasza żywicielka nie wiedziała, co to gniew, więc nie było burz, piorunów,
susz, powodzi, huraganów...
2
.......... LUBUDUBU BUM BUM TIIIIIII, TIIII
Co to? 7.00 !!!! - dlaczego? Ja nie chcę już więcej!!
Jakaś kobieta z zadartym nosem, i miną, wszechpana świata pcha się przede
mnie do autobusu.
Narzeka na tłok, potem wyzywa kierowcę, że ten za szybko rusza. Jakaś
zadufana parka całuje się na oczach wszystkich w tym przepełnionym autobusie.
Inny koleś patrzy na mnie jakbym był ostatnim nieszczęściem tego świata.
Wreszcie mój przystanek. Ja wysiadam.
Kolokwium. Profesorek, wychodzi w połowie, musi łyknąć wódeczkę. Zawsze
tak robi.
On nie wydostał się z doła po stracie żony.
Wsiadam do tramwaju, chcę spokojnie odetchnąć tym dniem. W pewnym momencie
wchodzi chłopiec z akordeonem, zaczyna swój repertuar. Stara kobieta ze
wzrokiem wiedźmy najpierw go ostrzega, potem próbuje uderzyć laską. Ja
wysiadam.
Stary mężczyzna - nie widomy, zbiera pieniądze - do puszki. Mam jakieś
drobniaki. Wrzucę. Po krótkim czasie widzę zbliżających się policjantów,
starzec laskę w łapę i w długą (chyba ma lepszy czas na setkę niż ja, ślepy
raczej nie jest...). Ja wysiadam.
Przyjaciel wrócił z podróży.
- Dlaczego masz taką smutną minę?
- Zasnąłem w pociągu. Okradli mnie.
Ja wysiadam.
Zaprosiłem (wraz z przyjaciółmi) studenta grającego na gitarze na zabawę do
naszej chałupy. Bawiliśmy się świetnie.
Rano brak telefonu, zegarka, obcego.... Ja wysiadam
Zabawa sylwestrowa:
Moja kobieta bawi się z moim starym kumplem. Przemienia się to w igraszki. Całują
się.
Jakiś czas później rozmawiamy :
Ja : dlaczego
Ona : płacz...
Ja : "każdy kocha tak jak umie". Ja wysiadam...
3 Epilog
.......... Mam przyjaciela, przyjaciółkę, wielu dobrych znajomych. Mam swoją
rodzinę, kochaną mamę. Mam swoje ideały. Mam wiarę w ludzi. Wiem, że
najlepsze przede mną. Nie kłóćmy się o pierdoły. Zanim zaczniemy wyzywać
innych, zacznijmy od siebie. Zanim zechcemy zmieniać świat, rząd, przyjaciół
tak, aby służyli nam, zacznijmy od siebie. Nie ma podziałów miedzy tymi co
wyznają różne religie. Wiem, że bóg jest miłością - to jego prawdziwe
oblicze.
I może parę słów, które są bardzo ważne dla mnie: "Obiecuj tyle, ile
możesz dać i dawaj więcej niż obiecałeś".
Tym optymistycznym akcentem kończę.
Rysio. rysio82@o2.pl
PS Słuchałem Dżemu i piłem czerwone jak cegła wino wytrawne;-)