Lekcja religi

Lekcja religi


Lekcja religi była zawsze moim ulubionym przedmiotem dlatego, że mogłem się na niej wyciszyć, odstresować, po prostu zdrzemnąć. Nasz program nauczania religi był również prosty jak program długiej przerwy - nasza katechetka wymagała od nas tyle ile wymaga się od dzieci pierwszo komunijnych. Nigdy nie zapomnę jej wrzasków, krzyków i kłapnięć szczęką, której rozmiary wprawiłyby w kompleksy nawt największego mięsożercę. Najbardziej ciekawym elementem nauczania teologii były codzienne spacery powiązane z ćwiczeniami fizycznymi polegające na pchaniu zdezelowanego malucha nauczycielki. Cała sprawa zmieniła się kiedy wkroczyłem w nowy nieznany mi do tej pory pełen jęków potępieńczych świat licealistów. Mojej klasie jako nauczyciel religi trafił się ksiądz całkiem słusznych rozmiarów a dodatkowo łysy jak kolano. Posturą przypominał Kubusia Puchatka i na pewno z niejednego garnka pił miodek. Pierwsze lekcje przebiegało całkowicie sztampowo ksiądz wydeptywał dziurę w podłodze i patrząc się na sufit próbował sobie przypomnieć co to miał nam podyktować.Wszystko szło bardzo dobrze aż do niezapomnianej lekcji. Temat tejże zapowidał się dosyć ciekawie "Przejawy zła, nieprawości i kontestacji w świecie". Nim zdązyliśmy się zorientować jakie grozi nam niebezpieczeństwo księdzu wyciągnął książeczkę w stylu "Radio Maryja i spóła". Zaczęła się długa i okropnie nudna nawijanka w stylu "Całe zło na świecie pochodzi od zboczeńców czyli lesbijek, gejów, biseksualistów (dziwne ale pedofili nie wymienił)", "różne dewiacje seksualne są powodem pojawienia się takich chorób jak AIDS", "buddyści prześladują biednych chrześcijan", "kochający inaczej mają prawie niemożliwą do przejścia drogę do nieba" itp. itd.. Od tej gadki rzygać się chciało. Ksindzu na koniec wpadł w taki zapał, że był gotowy wyjść na ulice i głosić swoje jedyną słuszną prawdę. Czytał : "babcia Frania z Pędzizdrojów omal nie dostała zawału jak jej wnuk oświadczył że woli być dziewczyną", "chrześcijanie są prześladowani przez wszystkie inne religie świata (komentarz: żydzi są już grzeczni bo nas nie prześladują)". Kndzu zaczął stosować potępieńczą gestykulację która jak sądziłem miała na celu nas wystraszyć i na zawsze wyrzucić z naszych skazanych na zagładę umysłów myśl o tym co powoduje wszelki zło moralne. Jego ruchy wydawały mi się co prawda śmieszne (przypominały mi zabawę w drzewa) ale kiedy się obejrzałem, ujrzałem że na moich kolegach jego ruchy wywarły spodziewane efekty: mocno rozdziawiona szczena i wybałuszone oczy. Z Kubusia w ciągu paru sekund powstał budzący strach inkwizytor zdolny spalić wszystkich heretyków w klasie tylko po to by uratować resztę owieczek. Jego krzyki stały się coraz bardziej głośne i głośniejsze. To już nie był nasz kindzu to była bestia. Nagle drzwi otworzyły się i do klasy wparowała nasza dyrektorka. Jeżeli kindzu był bestią to ona mogłaby być smokiem. Jej bestialski ryk zagłuszył kazania kindza. Sprowadził ją zapewne hałas wydobywjący się z gardzieli naszego duchowego wybawcy tak jak kropla krwi zatopiona w wodzie sprowadza najdziksze morskie stwory. Po co niebiosa sprowadiły do naszej klasy tego demona - zapewne zastanawiał się w tej chwili ksiądz, kiedy nagły ogłuszający ryk rozerwał na strzępy wszelkie jego wątpliwości:"Co to ma być, wszystko słyszałam, jak można wpajać dzieciom takie głupoty, każdy ma prawo do wolności, proszę się zgłosić do mojego biura po lekcji". Bystry obserwator zauważyłby zapewne skład pierwszego śniadania naszej dyrektorki na hebanowej sutannie księdza, ale nawet ślepiec zauważyłby że z potężnego posłańca woli pana (pana z małej bo wątpie żeby była taka Jego wola)zrobił się nagle napowrót Kubuś a nawet Prosiaczek. Kiedy drzwi trzasły zostawiając nas z samych z zastygniętym w pozycji obronnej ksindzem nikt nie miał odwagi zaraegować albo chociaż rzucić koła ratunkowego (biedny omal się nie utopił w ślinie dytektorki).Nagle DRRRRRRRRRYŃ. Od tamtej pory nic nie było tak samo jak wcześniej ale o tym może później.

Tak serio czy nie zauważyliście, że katecheci próbują wcisnąć nam miłość do każdego bliźniego o ile nie jest on gejem, lesbijką albo transwestytą. Jak Bóg nam tak kazał to ja dziękuję, wysiadam.

Gagabin

tyblos@op.pl

P.S. Według mnie połowa tego co każe nam czynić Kościół nie pochodzi od Boga.

P.S. 2 Obejrzcie Stygmaty !!!