Łagodne?

BrightWitch


Ola nazywa swoją złość kopniakami wymierzanymi prosto w mózg. Przez pięć minut wkurza się na każdego, kto się nawinie albo siedzi i głośno przeklina. Karolina dzwoni w nocy do sąsiadów i straszy ich dysząc w słuchawkę. Agnieszka szuka zaczepki, obrzuca obelgami.

Tak zaczyna się artykuł "Wkurza mnie to życie" z kwietniowego numeru "Elle". Zaraz po tym wstępie pojawia się pytanie czy agresja naprawdę jest domeną mężczyzn. Kultura uczy, opierając się na tzw. biologii, że tak, wszak to testosteron jest źródłem wszelkich krzywd (i w tym miejscu wszyscy sobie mogą ponucić odpowiednią - i swoją drogą stereotypową - piosenkę Kayah). A życie pokazuje coś zupełnie odwrotnego...

Agresja nie jest dla kobiet. Po prostu. Nie ma znaczenia czy ją czujemy, czy nie. Ona po prostu nie jest dla nas. Wszyscy doskonale wiedzą, że dziewczynki są słodkie i grzeczne. Tak ślicznie się razem bawią, przebierając laleczki i udając mamusie. Tak miło ze sobą gruchają, gołąbeczki urocze. Ucieleśnienie naturalnej kobiecości. Albo małe potworki.

Agresja nie jest dla kobiet, bo mają one za mało testosteronu. Testosteron, jak powszechnie wiadomo, odpowiada za duże libido, złość, rywalizację i wszystko inne, co kojarzy się z mężczyzną. I chociaż stwierdzono, że rolę testosteronu przeceniono, podobnie jak rolę estrogenu, jakie to może mieć znaczenie w obliczu tak cudownego mitu o potędze wielkiego T?

Wedle popularnej koncepcji naukowej większość testosteronu docierającego do mózgu płodu zostaje przetworzona na estrogen. Dopiero w tej postaci oddziałuje na mózg, kształtując poziom agresji i tym podobne cechy. I nawet jeśli kobiety mają mniej testosteronu to wcale nie znaczy, że są dobre z natury. Jeśli kobiety są dobre (a nie są, choć się starają) to tylko dzięki wpajanym im zasadom. Testosteron przereklamowano.

Jak najłatwiej zauważyć, że nie nadmiar testosteronu ma wpływ na zachowanie? Wystarczy poobserwować małe dzieci. Ubrane w neutralny kolorek, uczesane jednakowo sprawią wszystkim kłopot, bo nie będzie można odróżnić płci. Wszystkie będą tak samo okropne i nieznośne, wszystkie będą równo się tłukły i wyrywały sobie zabawki. Bez wyjątków - dziewczynki i chłopcy będą przypominać rozszalałe tornado. Co potwierdzić mogę jako starsza siostra i człowiek, któremu zawsze się zostawia dzieciaki w ramach umilania życia. A jeśli dla kogoś moje zapewnienia są niewystarczające może oprzeć się na badaniach.

Dopiero z wiekiem uczymy się odmiennych zachowań. Dziewczynki słyszą "bądź grzeczna, pomagaj, nie przeklinaj, nie bij, nie szarp, nie, nie, nie", chłopców zaś bez mała nagradza się za ich agresję. Nie wprost, oczywiście. Wprost takie dziecko może tylko uszłyszeć, ze nieładnie się zachowało, ale komunikaty niewerbalne rodzica będą zdradzać jego zadowolenie z potomka, który "taki jest męski". Dziewczynki, mimo licznych uwag umoralniających nie wyzbywają się złości. Nie mogą posługiwać się piąstkami, ale to nie znaczy, że zaprzestaną odczuwać gniew. Bronią dziewczyn stają się słowo, mimika, ton głosu, lekceważąca postawa. Dziewczyny ironizują, krzyczą albo mówią spokojnym, zimnym głosem, co jest chyba nawet gorsze od krzyku. Naszą specjalnością staje się agresja pośrednia.

Chociaż nie zawsze. My też potrafimy przyłożyć. Czasem trafia się jakiś artykuł o przemocy wśród dziewcząt. Artykuł taki opiera się na założeniu, że niedługo nastąpi apokalipsa, bo nawet kobiety - te dobre, miłe, przyjaźnie nastawione do wszystkich kobiety, których marzeniem jest współpraca - znęcają się i biją. Przestałyśmy być cywilizowane czy może wreszcie odzyskujemy swoją naturę?


Postscriptum: jeśli komuś się zdaje, że gloryfikuję agresję to jest w błędzie. Agresja sama w sobie nie jest zła, bo lepiej pokrzyczeć/poprzeklinać/uderzyć w COŚ niż dusić w sobie złe emocje, ale czasami przybiera zbyt duże rozmiary i wtedy staje się zjawiskiem negatywnym. A propos negatywności - dlaczego kobieca złość nazywana jest histerią?