KRÓTKI ART O OMNIPOTENCJI
Człowiek to stworzenie, które nazbyt często używa słów takich jak:
"zawsze", "na wieki", "po wsze czasy" i tym
podobnych. Każdy chciałby
żeby zawsze było mu dobrze, żeby nigdy mało nie zarabiał, żeby dziecko
zawsze go słuchało, żeby rząd zawsze wywiązywał się z danych obietnic,
żeby zawsze to, żeby zawsze tamto. Po prostu kochamy omnipotencję.
Wyobrażamy sobie że pewne rzeczy nie mogą się zmienić. Albo właśnie
zmienią się i to już na zawsze. Kochaliśmy ją od bardzo dawna. Do
zilustrowania tej tezy wystarczą przykłady z ubiegłego wieku. Taka
Trzecia Rzesza na przykład. Nazywali ją "tysiącletnią". W domyśle
-
wieczną, mało kto się zastanawiał, co będzie za ten tysiąc lat. Piewcy
jej potęgi nawet mocno w to wierzyli, ba, nie dali sobie powiedzieć że
może być inaczej. W rzeczywistości ta zbiorowa paranoja oparta na
nienawiści i mordzie przetrwała lat dwanaście. Hitler, który we
wrześniu 1939 roku oświadczył że nigdy się nie podda, nie dotrzymał
obietnicy. Przykład to tragiczny, ale są również śmieszne i ironiczne.
Kiedyś wątek omnipotencji pojawił się na zajęciach z prawa konstytu-
cyjnego na mojej uczelni. Prowadzący uświadomił nam, że twórcy ustaw
zasadniczych w wielkiej liczbie państw mają wręcz legendarne skłonności
do uważania się za nieomylnych, jeśli chodzi o pisanie o przyszłości
ich kraju. Żeby nie szukać daleko - choćby nasza konstytucja z 1952
roku i zdanie z preambuły: "Na wieczne czasy wróciły do Polski Ziemie
Odzyskane". W pewnym zakresie był to chwyt ideologiczny. Ale układający
to zdanie nie był chyba na sto procent pewien, że zachodniej części
kraju nie stracimy nigdy przenigdy. Zresztą wtedy nie było to wcale
takie pewne. Dużo barwniejszy przykład pochodzi z Wysp Tonga, gdzie w
konstytucji umieszczono zapis: "Nikt nam nigdy nie zmieni flagi naszego
kraju". Piszący to zdanie pewnie nie wzięli pod uwagę, że jeśli za parę
lat podniesie się poziom wód na planecie, może już nie być Wysp Tonga.
Wszystko co może po nich zostać to maszty z wciągniętymi na nie fla-
gami, do których woda nie dotrze. I wtedy rzeczywiście już nikt nie
zmieni im tej flagi. Ale nie sądzę żeby akurat o to chodziło.
A iluż przykładów dostarcza nam nasze codzienne życie. Często robimy
sobie mocne postanowienia, treści: "Zawsze będę robił to, nigdy nie
zrobię owego". Zarzekamy się, że już nigdy nie popełnimy jakiegoś
błędu, że na zawsze wyeliminujemy z charakteru niemiłą cechę, że już
nigdy nie spóźnimy się do roboty itp. A potem stara śpiewka się
powtarza. Ograne do bólu. Z rzeczami codziennymi zawsze jest łatwiej,
bo można się postarać. Niektórzy ludzie mają jednak mało dyscypliny
i za dużo na głowie, żeby chcieć coś zmieniać. Ale i tak nie powiedzą:
"Cholera, postaram się tego nie powtórzyć", tylko raczej: "Ja
zawsze
robiłem to prawidłowo, dzisiaj wyjątkowo tak się stało i już nigdy się
nie powtórzy!"
Skąd ten pęd do bycia omnipotentnym? Otóż moim zdaniem są dwie tego
przyczyny. Po pierwsze - mówimy "zawsze", bo chcemy
"zawsze", nikt nie
zaprząta sobie głowy myślą, że jego życie może nawet w jednej sekundzie
ulec diametralnej zmianie i trzeba będzie zweryfikować wszystkie plany.
Po drugie - ludzie pragną jakiegoś elementu stałości w coraz bardziej
zwariowanym świecie, w którym wszystko potrafi się momentalnie zmienić.
Zabiegani, podenerwowani oddalibyśmy wiele za coś, na czym można byłoby
się oprzeć. Gdzieś w tym pędzie zgubiliśmy pokorę, niemal uwierzyliśmy,
że zarówno my, jak i nasze życzenia są nieśmiertelne. Nawet słowa:
"Zawsze będę cię kochał", zakrawają na omnipotencję, skoro nie
dbamy
należycie o uczucia, pędząc na oślep do przodu. Wniosek jest już tylko
jeden - nic nie jest nam dane na zawsze i na wieczność. Trzeba w każdej
chwili dbać o to co się ma. Zatem nie "Zawsze będę...", tylko :
"Będę..." wypowiadane każdego dnia. Trudno się dzisiaj zatrzymać,
sku-
pić na naprawdę ważnych rzeczach. Takich, w których właśnie trzeba
zachować stałość. Wszystko przemija. Zawsze przemija. Jedynie to jest
pewne.
Ilu potrafi schylić głowę przed tym faktem?
Donald
4-10-2003