KALENDARZ
Czas płynie. Świat i ludzie się zmieniają. Z każdym rokiem, miesiącem,
niekiedy nawet z każdym dniem jesteśmy inni. Otwieramy lub zamykamy
coraz to nowe rozdziały w życiu. A czasem to ono samo je nam otwiera
lub zamyka. Wiele rzeczy wokół nas przechodzi nieustanną metamorfozę.
Wszystko płynie.
W moim życiu nadszedł już okres, w którym zaczyna się odzywać kręgo-
słup. Śmiesznie to brzmi w ustach dwudziestolatka, prawda?. I tak też
zabrzmiało dla moich przyjaciół, gdy parę dni temu wyrzekłem do nich
dokładnie te słowa. "Ostatnio jakiś strasznie stary jesteś" - usłysza-
łem. Potem zdziwili się że mogę "gadać o zdrowiu". A powiedziałem
im
tylko prawdę. Jako że jestem wysoki i ważę dość sporo, kręgosłup mam
dłuższy i częściej go przeciążam. Poza tym w dzieciństwie nie zrobiłem
nic z wadą postawy, zawsze spałem na dużych i miękkich poduszkach.
Szyja i krzyże zaczynają mnie boleć, cóż. Dla moich przyjaciół, którzy
są niżsi, a poza tym ostatnio odrobinę weselsi, to czarna magia i
marudzenie.
Zapisałem się na basen. Trzeba coś robić, zadbać o siebie, pomyśleć
o przyszłości. Kilka dni temu pomyślałem o niej w trochę inny sposób.
Kupiłem sobie kalendarz. Normalny kalendarz na ścianę. A zarazem niez-
wykły. Kupno kalendarza to nie byle co. Trzeba starannie wybrać widok,
jaki chce się przez najbliższe dwanaście miesięcy oglądać na swojej
ścianie. Ja ów widok starannie wybrałem w jednej chwili. Gdy tylko
w rzeszowskim sklepie "Quo vadis" ujrzałem za szybą Dolinę Pięciu
Sta-
wów Polskich, najpiękniejsze miejsce na ziemi, już wiedziałem że to
ten. Z radości niemal klękałem przed wystawą. Nazajutrz niosłem go
do domu. Chociaż do przyszłego roku jeszcze trzy miesiące, kalendarz
już wisi na ścianie, z pięknym zdjęciem pięciu stawów. I z jakim has-
łem! "Czynić dobro, kochać wolność, nie zaprzeć się prawdy nawet
przed tronem". Ten kalendarz był po prostu dla mnie. Pod nim wisi
stary, który miałem przez ostatnie dwa lata, z mapą mojego województwa.
Podobał mi się tak, że na początku tego roku zamalowałem na nim dni
tygodnia i wpisałem je na nowo, żeby był aktualny. W tym roku też bym
tak zrobił, ale już nie ma potrzeby.
Tak więc mam już kalendarz na przyszły rok i kilka planów na najbliż-
szy okres. A z drugiej strony nie wiem co będę robił dziś wieczorem.
To za daleka przyszłość, nienawidzę szczegółowych planów dnia, kocham
spontaniczność i żyję z dnia na dzień. Myślę, że nie musimy zbytnio
martwić się tym, co będzie jutro, jeśli tylko będziemy pamiętać, że
jutro zaczyna się dziś, a dziś zaczęło się wczoraj. Świadomość tego,
co przydarzyło nam się wczoraj i jednocześnie tego że jutro może być
całkiem inaczej, pozwala nie pogubić się dziś. Czasami oczywiście
wpadamy w coś po uszy. Dobrze jest zapamiętać się w czymś całkowicie,
celebrować każdą sekundę życia. Człowiek, któremu sytuacja, okolicz-
ności, charakter pozwalają często tak się czuć, jest jednym z naj-
szczęśliwszych na świecie. Ale jeżeli za bardzo zapamiętamy się w
teraźniejszości, pewnego dnia możemy stanąć na skraju przepaści. Okaże
się, że byliśmy za beztroscy, za weseli, za mało przewidujący. Że
cała przestrzeń nad którą kiedyś panowaliśmy będąc u szczytu szczęścia,
skurczyła się do rozmiarów ciasnego i niewygodnego w nowej sytuacji
pancerza. Że myśleliśmy, iż umiemy już żyć, że nic nas w życiu nie
ruszy - a było to tylko spojrzenie zza różowych okularów, których
teraz nagle zabrakło. Po czasie szaleństwa przychodzi czas refleksji.
"Prawdziwe" życie zawsze zapuka do drzwi. Masa ludzi nie umie
wychwycić
granicy między tymi okresami, lekceważą pierwsze symptomy, czarniejsze
myśli. Chcą wycisnąć szczęśliwe chwile do ostatniej kropelki. To nor-
malne, każdy chce żeby było mu jak najlepiej. Ale potem nagle tracą
grunt pod nogami, wpadają w dołki, żyją wspomnieniami, tęsknią - i
bardzo trudno im stanąć na nogi. To, co kiedyś wydawało im się tak
jasne i oczywiste - że żyjemy tym, co tu i teraz - staje się myślą nie
do zniesienia. Kiedyś życie było piękne, bo trwały piękne chwile. Teraz
jest beznadziejnie, bo trwają chwile beznadziejne. Życie jest piękne
dlatego że czas płynie. I z tego samego powodu brutalne. Ale ludzie
często odkrywają to za późno. Bo przestali pamiętać o najbardziej na
tym świecie oczywistej rzeczy - że czas płynie.
Żyjmy zatem z dnia na dzień, wyciągając wnioski z przeszłości i pamię-
tając o jutrze. Mogłoby się wydawać, że owo zdanie zawiera jakiś
wewnętrzny paradoks, ale dla mnie brzmi logicznie. Olewanie wszystkiego
jak leci, odkładanie ważnych spraw na przyszłość nie ma nic wspólnego z
życiem z dnia na dzień, to droga donikąd. Każdy dzień może być nową,
zupełnie odrębną historią. Ale te wszystkie historie powinny się skła-
dać na księgę, którą otworzyły nasze narodziny. Niektórzy ludzie piszą
co prawda nową historię każdego dnia, ale z czasem okazuje się, że był
to zbiór luźnych kartek, które porwał wiatr, i nie ma już możliwości
aby je połączyć.
Martwię się o kręgosłup, kupuję kalendarze na ścianę, chcę za rok,
dwa, pięćdziesiąt również żyć tak jak teraz. Moim celem jest kiedyś
powiedzieć sobie, że czas płynie, a ja wciąż jestem constans. "Mija
czas i każdy z nas, choć ten sam - jest inny" - śpiewał Robert Gawliń-
ski. A ja, chociaż każdego dnia inny - staram się być ciągle ten sam.
To istotna róznica.
Donald
3-10-2003