Emocje w moim życiu codziennym


Myślałem, że to ja jestem zagubiony w tym świecie. Jak bardzo się myliłem.


To nie będzie jakiś tam poważny i wyważony artykuł o emocjach i ich roli w życiu. Sprawy te są oczywiste. Tekst będzie o tym, co zobaczyłem dziś w autobusie wracając do domu i co to we mnie wywołało. Chodzi mi mianowicie o wzruszenie. Zaczynamy…

Zdarzyła mi się dziś dosyć ciekawa sytuacja. Dojeżdżam do szkoły autobusem, jakieś 23 km. Nie narzekam na to, bo to dla mnie dobry czas dla przemyśleń. Serio, kiedy wstaję rano to jestem tak niewyspany, że musze nadrobić to w autobusie. Wtedy to właśnie rozmyślam sobie o różnych sprawach. I właśnie tego pięknego dnia coś przykuło mą uwagę. Akurat dziś wracałem do domu sam, bez kolegów, bo akurat wszyscy jechali wcześniej. To nawet lepiej, bo nie chciało mi się z nikim gadać o bzdurach. Wsiadłem do pojazdu i powędrowałem na sam tył. Wygodnie się rozsiadłem czekałem tylko na odjazd. Niemal wszystkie miejsca w autobusie były zajęte. Wtem wszedł taki młody chłopak (ok. 12 lat). Znałem go, gdyż wcześniej widywałem go w poprzedniej szkole (gimnazjum połączone z SP). Wiedziałem o nim też, że uczęszcza od jakiegoś czasu do szkoły specjalnej. Przechodził tak od siedzenia do siedzenia. Nikt nie wpuścił go do siebie, tłumacząc, że miejsce zajęte. No więc przyszedł na sam tył. Posunąłem się, a wtedy on usiadł, ale odsunął się ode mnie na sam koniec. Na początku nie zwracałem na niego większej uwagi. Gdy autobus ruszył spokojnie zjadłem kanapkę. Podczas jazdy rzuciłem na niego okiem. Ten widok był straszny… Uwierzcie mi…
Chłopaczek siedział sobie wyprostowany, ale nie oparł się o siedzenie, nogi wisiały mu w powietrzu. Nosił okulary, patrzył się cały czas gdzieś na bok, nie wykrztuszał z siebie ani słowa. Na dworze było potwornie zimno, ja byłem dobrze opatulony, ale on nie miał na sobie nic specjalnego. Wiedziałem też, że pochodzi z biednej rodziny. I siedział tak bardzo wymęczony i smutny. W tym momencie zrobiło się go tak okropnie żal, że chciałem z nim trochę pogadać. Ale jakoś się obeszło. Zacząłem o nim myśleć. Chodził do szkoły specjalnej, to musiało być dla niego straszne upokorzenie. Ujrzałem teraz przed oczami jak wiele głupich dowcipów i wyzwisk padło na tego małego bezbronnego, bezradnego człowieczka. Jak wiele musiał się już w życiu wycierpieć. Widziałem to w jego oczach… Ten strach, bezsilność, smutek i jeszcze wiele innych przykrych rzeczy. A teraz on jedzie sobie sam do domu, bez nikogo bliskiego, musi być silny, musi jakoś sobie radzić. Nie wiedziałem co mam robić. Czułem, że musze mu pomóc, ale nie miałem jak… Po prostu nie potrafiłem… Gdy tak o nim rozmyślałem on nagle wstał i poszedł poprosić kierowcę, żeby się zatrzymał. Wysiadł i pomaszerował jeszcze ze dwa km do domu. Nie jestem w stanie opisać tego wzruszenia i żalu, które wtedy poczułem. Przez resztę drogi myślałem już tylko o sobie. Mnie przez ten czas, kiedy dojeżdżałem do szkoły było ciężko, z różnych powodów. Ale kiedy zobaczyłem tego małego, to stwierdziłem, że nie mam nad czym się użalać. Zawsze wydawało mi się, że to ja jestem zagubiony w tym brutalnym świecie. Teraz wiem jak bardzo się myliłem. Chcę komuś pomóc, od zaraz…

Kregore

Grzezol@poczta.onet.pl