DEPRESJA OPTYMISTY
Ostatnio wszyscy za czymś tęsknią. Prawie cały październik był szaro-
bury, więc zarówno w skali kraju jak i regionów ludzie koszmarnie się
pozapadali i posmutnieli. Masa ludzi od ogółu do jednostek poddaje się
jesiennej depresji. Wielu rozpaczliwie jakiegoś punktu zaczepienia, na
którym mogliby się oprzeć aby dociągnąć do wiosny. Na moim rzeszowskim
podwórku atmosfera również nie najlepsza. Paru mądrych z uniwersytetu
postanowiło przyznać naszemu wydziałowi niebotyczne stypendia rozpoczy-
nające się od stu złotych, czym wkurzyły i tak już zdenerwowanych stu-
dentów. Mało w ostatnich dniach widzę uśmiechów na twarzy, nie cieszę
się zbytnio nawet na widok przyjaciół i jest mi ogólnie źle. Ja też za
czymś tęsknię.
Uśmiechnąłem sie jednak, gdy dowiedziałem się, że w Rzeszowie powstaje
Media Markt. Nie dlatego żebym jakoś specjalnie lubił tę sieć, ale z
powodu ich ostatniej reklamy telewizyjnej. Tej z Leninem oczywiście!
W kilku miejscach miasta na billboardach widać oblicze Wodza z rozentu-
zjazmowaną miną, a koło niego hasło, że "od ósmego listopada Rzeszów
znowu będzie czerwony". Sama radość. On jest naprawdę wiecznie żywy.
Ostatnio w sklepach widać coraz więcej koszulek kojarzących się z
minionymi czasami. Malutkimi krokami zdaje się do nas zdążać jeden z
trendów wyrosłych ostatnio w postkomunistycznych krajach Europy,
zwłaszcza w byłym NRD. Chodzi mi o tzw. Ostalgię. Narody środkowej
cześci kontynentu, znudzone i rozczarowane nieudolnością przemian po
Jesieni Narodów, zaczynają tęsknić do przeszłości, wspominać pełne
zatrudnienie, bezpłatne urlopy i inne "wygody". Nie wadzi im że nie
mogli mówić co im się podobało ani chodzić gdzie chcieli. Kilka firm
już zorientowało się, że na zbiorowej tęsknocie można będzie zbić
kokosy. Do łask wracają symbole, flagi, książki i filmy z tamtego
okresu. U nas furorę zrobiła niedawno powtórka serialu "07 zgłoś się",
teraz kampania Media-Markt, tylko patrzeć aż na ulice wylegną tabuny
młodych w uszankach i szynelach, a grafficiarze przerzucą się na malo-
wanie Breżniewa i Honeckera wymieniających namiętny braterski poca-
łunek. W dodatku na ekrany kin wchodzi niemiecka produkcja pod tytułem:
"Goodbye, Lenin". Już rezerwuję bilet. Przez jakiś czas będę się
pewnie
czuł jak w raju...
Ale co ja wtedy będę robił potem? Ja, skromny studencina prawa z nieco
zwichrowanym poczuciem humoru, które kazało mu kupić sierp i parę
koszulek? Jestem niesamowicie przekorny i nigdy nie poszedłem za żadną
modą. A teraz moda zdaje się iś za mną. Mam się obwołać wizjonerem
- dyktatorem na nowe czasy? Prekursorem Ostalgii w Polsce? Czy raczej
rzucić to w diabły, bo skoro stało się to modą, to mnie już nie kręci?
Czy to moja wina że ludziska tęsknią do czego popadnie? To zjawisko
może trafić w Polsce na bardzo podatny grunt. Rodacy mają się coraz
gorzej i z rozrzewnieniem tudzież lubością mogą sobie zacząć przypomi-
nać. Co sprawi że znowu nic nie ruszy z miejsca. Tygodnik Forum opisu-
jąc za "The Guardian" fenomen Ostalgii zastanawiał się, czy jest to
zwykła letnia módka, przejaw młodzieńczwego buntu, czy oznaka despe-
racji ludzi oszukanych przez demokrację. Ja nie chcę się zastanawiać.
Nie myślcie za bardzo tej mokrej jesieni. Łaźcie po mieście bez względu
na pogodę, skaczcie po kałużach w gumiakach, jedzcie czekoladę, nie
oglądajcie za dużo wiadomości. Nie możemy się dać jesiennej depresji,
która chyba nie tylko mnie robi jajeczniczkę z mózgu. Przestaje mi się
podobać moje sztubackie poczucie humoru. Coraz bardziej zatapiam się
w myślach i pogrążam w sobie samym, a ze sobą ostatnio byc nie potra-
fię. Czy optymista umie sobie powiedzieć: "Masz depresję stary, idź
do psychologa", czy będzie maskował swój stan ducha żartami, udając
że wszystko jest w porządku, aż do zupełnego wyczerpania? Niechże się
już zrobi biało, bo tęsknię do swojego optymizmu, który gdzieś mi
znikł. Tylko uśmiech uparcie nie schodzi mi z twarzy. Może by chwilowo
zamienić sierp na błazeńską laskę... Ale przyjdzie wiosna... Nie umiem
inaczej skończyć tekstu...
Wybaczcie mi, jestem optymistą!!!
Głowę zawracał:
Donald
advocat@interia.pl
2-11-2003, dzień za duszny