LIST OTWARTY DO CALEBA
Drogi Calebie
Jeszcze do niedawna wszystkie Twoje artykuły czytałem z zaintereso-
waniem. Jako zafascynowanego życiem i ludźmi pasjonowały mnie przemyś-
lenia młodego, wrażliwego człowieka z kraju zwanego Polską, który ma
otwarte oczy i widzi co dzieje się dookoła. Jednakże od jakiegoś czasu
przy lekturze Twoich artów towarzyszy mi rosnące znudzenie. Coraz częś-
ciej powtarzasz te same oskarżenia i argumenty a spomiędzy wyrazów bije
pesymiem i rozczarowanie. Osobiście jako człowiek młody, Polak i stu-
dent prawa dobrze Cię rozumiem. Niedawno uczestniczyłem w spotkaniu z
lekarzem, które odbyło się na mojej uczelni. Był to specjalista od gi-
nekologii i endokrynologii, którego zaprosiliśmy aby porozmawiać na
temat antykoncepcji i przerywania ciąży. Istotnie, mówił o tym przez
prawie cały czas. Dosyć szybko w jego wypowiedzi zaczęły się pojawiać
wstawki na temat złych jego zdaniem warunków do dokonywania aborcji,
braku lekow w niektórych miejscach gdzie byłyby potrzebne, braku posza-
nowania dla psychiki kobiet dla których taki zabieg to przecież wstrząs
itp. Mówiąc ogólnie, zaczął, mniej lub bardziej świadomie - narzekać,
stopniowo coraz więcej. Gdy zaprosił do dyskusji studentów, rozmowa z
początku się nie kleiła, później padły pytania o skutki uboczne anty-
koncepcji, o opinię na temat uregulowań tych problemowych kwestii w
prawie. Odezwało się jednak tylko kilka osób. Znacznie częściej było
słychać śmiechy i głupawe odzywki, znaczna część ludzi po prostu bała
się odezwać. A przypominam że słuchaczami byli ludzie dorośli, studenci
trzeciego roku prawa! W końcu odezwał się chłopak, który działa w
partii politycznej, rzucił parę kwestii ideologicznych, czym wywołał na
sali globalną reakcję. W rozmowie z nim doktor zaczął wyrzekać na
"realia w tym kraju". Niebawem dyskusja została zamknięta.
Siedziałem sobie w jednej w pierwszych ławek, dość uważnie słuchałem i
nagle uświadomiłem sobie, że to, co dzieje się na sali to znakomity
przekrój przez współczesną Polskę. Temat, który jest duzym problemem -
a powaznie rozmawia o nim tylko kilka osob, jakaś grupa się boi, inna
śmieje się bądź ma kosmate myśli. Za jednym krzykaczem idzie cały tłum,
mniejsza z tym, że wywołuje on reakcję negatywną. Na koniec lekarz,
który na naszej małej sali - Polsce był niejako uosobieniem problemu,
o którym referował - rozkłada ręce. W efekcie nikt do niczego nie do-
chodzi, barany siedzą cicho, każdy interesuje się tym żeby nic nie po-
wiedzieć, głosy kilku mądrych giną w znieczulicy i chichocie. Pieniacz
zbija kapitał. W powietrzu wszechobecny marazm, z jakim każdy przy-
szedł.
O czym ma myśleć, na co czekać, w co uwierzyć Polak, tkwiący po uszy
w takiej rzeczywistości, wyposażony przez wieki w polską mentalność,
polskie fobie, polskie uprzedzenia? W zachowawczość, w asekuranctwo,
w nieśmiertelne "jakoś to będzie"? Ktoś kto nie potrafi działać
bez
oglądania się na innych, stłamszony przez PRL, z niespełnionymi nadzie-
jami z ostatnich czternastu lat? Jak nie zwariować rojąc sobie to
wszystko? Wszystko to powoduje że starsi narzekają i zarażają tym
młodszych, a kolejne roczniki, które zaczynają patrzeć na oczy, od
razu wpadają jak śliwka w kompot. Narzekasz Calebie, za bardzo narze-
kasz. Uwierz mi, nie Ty jeden masz podobne problemy. Im więcej narze-
kania tym więcej zgorzknienia, stetryczenia, wypalenia, tym wieksze
stłamszenie psychiczne. Znam to z autopsji. Stajesz się nudny i rutyno-
wy, Twoje teksty nie wnoszą nic nowego i niczym nie zaskskują. Ja os-
tatnio też tak mam. Odczuwam tak samo jak Ty, czuję się coraz bardziej
osaczony. Nie potrafię się momentami zastosować do słów, które niejed-
nokrotnie wypisuję w tekstach. Ale powtórzę jeszcze raz, Tobie, sobie
i kazdemu komu trzeba powtórzyć - tylko rzeczywiste działanie coś
zmienia. Sama świadomość potrzeby zmian to za mało. To co za oknem,
musimy zaakceptować, aby próbować to zmieniać. Próby burzenia wszyst-
kiego są z góry skazane na porażkę, a gdyby jakiś szaleniec nawet
zaczął, wprowadzi tylko jeszcze wiekszy chaos.
Zawsze można coś zrobić. Z takich jak my, nadwrażźliwych egocentryków,
rzeczywistość wysysa wszystkie soki. Czasami czuję się najbardziej
samotnym człowiekiem pod Słońcem, czasami najbardziej żałosnym. Czasami
narzekam - i nie robię nic aby ten stan rzeczy zmienić. Dopóki tylko
narzekasz, będziesz taki jak reszta, jak ci na których psioczysz.
Znikąd oparcia, powiesz. Oparcia trzeba szukać przede wszystkim w so-
bie. Układ jest taki jaki jest. Można próbować go zmienić, można pogo-
dzić się z losem, można skupić się na sobie, co chyba jest najrozsąd-
niejsze.
Duzo piszesz o swojej drodze. Nonkonformizm to dobra cecha. Ale nie
zawsze. Mądry człowiek powiedział mi kiedyś: "Jak się postawisz - to
ci
łeb utną. Jak się zegniesz - to się odegniesz, z większą siłą i precy-
zją waląc w swój cel". Czasami tak trzeba. Jest nonkonformizm i jest
życie, które nas weryfikuje. Jest rzeczywistość, w której tkwimy po
szyję. Jest mentalność, w której tkwimy po uczy. Jest charakter, w
którym tkwimy całkowicie. Ale Polska ma tylko jednego Caleba i on w
granicach własnych możliwości może coś z tym zrobić. Lecz na razie
tylko narzeka i chyba zaczyna się gubić...
Trzymaj(cie) się i nie narzekaj(cie) za wiele.
Donald
31-10-2003