BUNT
"Nie jem mięsa ani nabiału. Nie noszę skórzanych rzeczy. Nie piję i
nie
palę, nie biorę narkotyków. Jestem czysty i nie przyczyniam się do
krzywdy innych istot – mówi wokalista zespołu Sunrise. Na każdej ręce
ma namalowany czarnym markerem znak X. Ten X oznacza, że jest straight
edge (sXe)."
Jakież to szlachetne... Nie jesz mięsa, nie nosisz skór, nie przyczy-
niasz się do krzywdy... Guzik prawda! Przyczyniasz się. W ten sposób,
że nie robisz nic aby pomóc tym "istotom", o których mówisz. Tam,
gdzieś, dalej zabijają zwierzęta. Dalej transportują konie do rzeźni
w nieludzkich warunkach, dalej hodują lisy dla futer. Zrób coś, aby
tego zaprzestali. Bo na razie pomagasz tylko sobie, swojemu sumieniu.
Nie pomagasz żadnej z tych "istot", na których Ci tak zależy. Ale
po-
szukać sobie usprawiedliwienia i przyprawić je szczytnymi hasełkami
jest łatwiej niż rzeczywiście coś robić, prawda?
Od dłuższego już czasu nosiłem się z zamiarem napisania paru słów o
buncie, nie tylko młodzieżowym. Zacznijmy jednak od niego. Młodzież ma
do siebie to, że nie słucha za bardzo tego co mówią starsi, a stara
się wszystko robić i poznać sama. W tym wieku zaczyna się także głębiej
odczuwać potrzeby dobra i sprawiedliwości, które moim zdaniem leżą u
podstaw tego buntu. Młodzi dochodzą do wniosku, że z jakiegoś powodu
jest źle i trzeba coś zmienić. Tak zaczyna się bunt. Nie wnikajmy w to
czy wynika on bezpośrednio z nudów, chęci zwrócenia na siebie uwagi, czy
z jakichś niezaspokojonych pragnień, czy z rzeczywistego poczucia że coś
jest nie tak, jak powinno. To chwalebna idea. Ludzie buntowali się od
zawsze. Ale zawiera ona w sobie masę pułapek. Młodzi, wrażliwi ludzie,
którzy zaczynają się buntować nie zdając sobie sprawy dlaczego, zwykle
nie zwracają na nie uwagi.
Nasza szara polska rzeczywistość. Blokowiska. Nie za bogate życie, nu-
da i brak perspektyw. Na ławkach przed blokami siedzą grupy młodych
ludzi. Ci ludzie dobrze się czują w swoim towarzystwie. Są ubrani po-
dobnie, podobnie się zachowują. Często przeklinają, palą i piją. Zapy-
tasz ich dlaczego, może odpowiedzą ci: "Bo mamy dość takiej rzeczywis-
tości, bo jest źle, bo my się temu przeciwstawiamy, bo w jedności nasza
siła, bo chcemy o tym mówić innym ludziom, na przykład w piosenkach
hip-hopowych". Tacy tak naprawdę nie wiedzą, czego by właściwie chcie-
li. Inni wiedzą. Zapytana o to samo grupa skinów napomknie coś o Murzy-
nach, którzy powinni się wynosić do Afryki, krzykną parę nazistowskich
haseł, mogą powiedzieć też że chcą być razem i że chcą inaczej. Anar-
chiści - to samo. Władza jest be, my nic władzy nie dajemy, dajemy
sobie wolność, niech żyje anarchia. Próbują budować świat bez władzy
i wojen. Przykłady można by mnożyć, ale wszystkie odpowiedzi na nasze
pytanie będą mieć jeden wspólny mianownik. "Bo chcemy inaczej".
Wspa-
niała chęć, naprawdę. Dlaczego więc nikt nie sili się na rozumienie
skinów, punków i innych? Z jednego prostego powodu. I nie jest to w tym
wypadku wszechobecna znieczulica. Po prostu z jednej skrajności wpadli
w drugą. Chcą wszystko zburzyć i zacząć od początku, a najlepiej
jeszcze po trupach. Takiego buntu nikt sobie nie życzy. Lumpen-ideali-
ści pokroju skinów mają jedną niezaprzeczalną zaletę - na ogół tylko
krzyczą i nie robią nic więcej. Ale właśnie takie przejawy buntu - naj-
bardziej radykalne - historia najlepiej zna. Iluż było szaleńców,
którzy chcieli zburzyć dotychczasowy porządek i na gruzach zbudować
nowy, wspaniały świat? Ile ofiar pochłonęły rewolucje? Nie tędy droga.
Po krótszym lub dłuższym czasie wszystko wracało do normy, a niegdy-
siejsi rewolucjoniści lub ich potomkowie stawali się ciemiężycielami
takimi jak ci, których niegdyś obalono. Tylko mieniącymi się inaczej.
Jak choćby Fidel Castro. Taki bunt na dłuższą metę nie pomaga absolut-
nie nikomu.
Ktoś może mnie zapytać, co złego jest w postawie chłopaka z cytatu,
którym zacząłem ten tekst. Już tłumaczę. On też się buntuje. Ale jak
już pisałem wyżej, jego bunt pomaga tylko jemu. Trzeba umieć się bunto-
wać. Trzeba uważać żeby nasza niezgoda nie była tylko sposobem na
życie, nie ułatwiała nam ciągnięcia dnia za dniem. W taki sposób
również niczego nie naprawimy. To "bunt" polegający na tupnięciu
nogą,
z gruntu głupi i nieprzydatny dla nikogo poza jego orędownikiem. Coś
takiego może zabić samodzielne myślenie, staje się powielaniem wzorów,
a buntowników w słusznej sprawie czyni bezmyślnymi niewolnikami włas-
nego buntu, zagubionymi we własnych ideach, żle je rozumiejącymi.
Zatem - jaki bunt jest potrzebny i prawidłowy? Rodząc się, przyjęliśmy
chcąc lub nie chcąc odwieczne zasady które rządzą tym światem i na
które nic nie poradzimy. Wiele innych rzeczy możemy jednak zmienić,
drogą stopniowych przeobrażeń na lepsze. Jeśli więc chcesz się wyrwać
z blokowiska - pracuj, gromadź pieniądze, załóż rodzinę, kiedyś wybudu-
jesz dom i zaczniesz żyć inaczej. W innym razie będziesz tylko siedział
na tyłku pod blokiem, a za parę lat ci przejdzie. A przecież jakąś
wrażliwość masz, widzisz ten syf dokoła, chcesz z nim walczyć. Dlaczego
stajesz się jego częścią? Bunt nie może nieść ze sobą obrażenia się na
życie, a raczej jego zrozumienie, przyjęcie tych odwiecznych prawideł.
Inaczej będzie to tylko jeszcze większy bałagan, a w najlepszym wypadku
stagnacja. Chęć do buntu, która siedzi głęboko w każdym z nas, trzeba
po prostu skierować na właściwe tory. To naprawdę chwalebna i piękna
idea. Ten, kto się nie buntuje, kto nie odczuwa potrzeby zmian, może w
końcu popaść w rutynę i stać się jeszcze jednym phnomowskim robotem.
Tak jak i ten, kto buntu nie rozumie, o czym pisałem powyżej. Bunt to
nie wzniosłe hasła, wiece dla tysięcy ludzi, kulki w łeb dla przeciw-
ników, jaranie pod blokiem na okoliczność że jest do dupy. Bunt to
rzeczywiste działanie. Reszta to tylko fasada.
Buntować się - to sztuka
Donald
advocat@interia.pl
21.08 - 4.10. 2003
Cytat ze stron portalu Onet.pl