Z szacunku dla Pawła, dla czasu jaki poświęcił na napisanie tekstu o mnie i z sympatii do owego osobnika nie mogę pozostawić arta "BrightWitch" bez odpowiedzi.
Od razu zaznaczę, że w istocie są mężczyźni, którzy nie przepadają za mną (zresztą nie chcę miłości, chcę wysłuchania i uwzględnienia moich praw), bo patrzą przez stereotypowe okularki, ale są też tacy, którzy autentycznie mnie lubią i odważę się stwierdzić, że nie jest ich tak niemało, jak wydawać by się mogło.
Nie mogę się zgodzić na uznanie mnie za dziewczynę, która z jakichś tam przyczyn lubi zajść za skórę facetom. Wielkorotnie powtarzałam, że feminizm nie ma nic wspólnego z nienawidzeniem mężczyzn, ale mogę powtórzyć jeszcze raz. Często ironizuję, owszem, ale skłonność do takiego właśnie zachowania dostałam w genetycznym spadku po Tacie i proszę tego nie wiązać z żadną niechęcią do mężczyzn. Ja naprawdę lubię facetów. Ja tylko nie lubię patriarchatu.
Nie mogę się też zgodzić ze stwierdzeniem, że mam określony typ chłopaka, bo jedyne czego wymagam to inteligencja (nie będę udawała, że wygląd nie ma znaczenia, bo ma, ale w obliczu inteligencji staje się kwestią drugorzędną). Takowej nie brakowało adresatowi "Deszczowego dnia", ale z tego powodu nie odmawiałam jej innym facetom. Moje ówczesne kochanie nie było ideałem i nie oceniałam do dobrze. Miał jedną zasadniczą wadę - był niesamowitym szowinistą i obydwoje próbowaliśmy się "ucywilizować" na siłę (co było śmieszne, ale nie dało się na tym bazować).
Niewiele osób zwróciło uwagę, że BrightWitch jest autorką nie tylko feministycznych manifestów, ale także artów z feminizmem mających niewiele wspólnego (wyjątkiem jest dwojaka "Noc", o której Paweł wspomina jako dowodzie na moje zakochanie). Chciałam za ich pomocą pokazać, że jestem jak każdy inny człowiek, że upierdliwe powtarzanie "feminizm nie jest równy nienawiści do mężczyzn" to nie tylko puste słowa, ale też fakt - przecież przedstawiciel człowieka płci innej od mojej jest dla mnie cholernie ważny. "Nie taka feministka straszna..." - mówiłam między wierszami pokazując siebie od strony prywatnej. Widać nie do wszystkich to dotarło...
I na sam koniec chciałabym zganić Pawła za jego punkt widzenia na "dawanie". Rozumując jego tokiem (przypominam: ta osoba, która daje rozkosz jest "dajką") to ci mężczyźni, którym uda się zadowolić swoje partnerki są "dajkami", a jeśli nie uda to... Impotentami? Nieudacznikami? Postuluję za tym, by nikogo nie wrzucać do wora z napisem "DAJE" - ani kobiet, ani mężczyzn. Albo za tym, żeby obie płcie oceniać równie surowo - obie "dają", ale ta opcja wydaje mi się straszna. Po to mieliśmy rewolucję seksualną, by się wyzwolić od takich obrzydliwych określeń.
Jeśli ktoś chce do mnie napisać to niech sobie poszuka adresu w starych AM-ach. To bezczelne, ale jest sposobem na idiotów, którzy zmuszeni szukać zapewne nic mi w rezultacie nie wyślą. I bardzo dobrze, bo krytyka ma być WYŁĄCZNIE uzasadniona.