Aggressive Satanic Attack
"I have turned my back on Christ
To hell I have sacrificed
I have made love to the Pagan Queen
The gates of Hell I have seen"
- Bathory "In Conspiracy With Satan"
Kilka osób ostatnimi czasy pytało mnie co sądzę o opętaniach i egzorcyzmach - a jako że tych osób jednak było troszkę i jako że nie miałem czasu im odpowiadać szczegółowo na te pytania, postanowiłem napisać artykuł ów temat rozpratrujący. Ale nie sądźcie, że będę udowadniał istnienie Szatana albo 'zbawienne' efekty egzorcyzmów - postanowiłem raczej wytłumaczyć naukowo, na czym owe zjawiska polegają i dlaczego NIE są spowodowane działaniem 'złych mocy'. Ale i tak będzie ciekawie.
Mały rys historyczny: chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że w epoce neolitycznej(od 7 do 2 tys. p. n. e.) oraz w epokach wcześniejszych czarownik plemienny był ważną postacią. Łączył on funkcje nauczyciela, kapłana, lekarza i doradcy wodza klanu. Właśnie z takiej funkcji wywodzi się pomieszanie spraw o charakterze teologicznym z kwestiami medycznymi. Poziom lecznictwa jak i ogólnie wiedza o świecie stały w onych czasach na bardzo niskim poziomie, w związku z czym choroby traktowano w dwojaki sposób: jako karę od bogów(czego echo pojawi się później choćby w Biblii) oraz jako efekt działania złych mocy(tegoż pozostałości w naszej kulturze dostrzec można np. w ewangeliach). Jak więc widzimy, pierwotnie ludzie traktowali choroby w sposób metafizyczny, dopatrując się w nich działania sił nadprzyrodzonych. Przedłużeniem takiego sposobu myślenia są właśnie opętania oraz sposoby ich zwalczania - egzorcyzmy.
Teraz troszkę o samych egzorcyzmach: pierwszym dokumentem związanym z egzorcyzmami była bulla papierza Innocentego I z roku 416, w której był zapisy mówiące, iż można dokonywać wypędzania demonów tylko za zgodą biskupa - i to przez pewien czas wystarczło. Później Kościół Rzymskokatolicki, by zapobiec rozplenieniu się szarlatanów-egzorcystów wydaje w roku 1614 tzw. Rytuał Rzymski, który uporządkował zasady i formę egzorcyzmu. Z biegiem czasu w wyniku postępu medycznego należało z niego wykreślać wiele chorób, które już przestały za opętanie być uznawane - dlatego obecna forma Rytuału jest wielce inna od pierwowzoru. Ostatnia instrukcja egzorcyzmów została wydana w styczniu roku 1999.
Tyle historii - teraz ad rem, czyli różne zjawiska błędnie interpretowane jako opętania:
Atak sukkuba czyli halucynacja hipnagogeniczna - to dopiero jest wesoła sprawa. Przynajmniej w większości wypadków - kto wie, może nawet któryś z AM-owców został kiedyś 'odwiedzony' przez sukkuba:) To akurat jest całkiem częste zjawisko i występuje wszędzie tam, gdzie jest człowiek - niezależnie od kultury. Jest uniwersalne. Jakkolwiek w różnych kulturach to zjawisko jest różnorako interpretowane, np. w Zaznibarze mówi się o Popabawie, który uciska klatkę piersiową śpiących ludzi i sprawia, że nie mogą oni wydobyć z siebie głosu, zaś w Japoni istnieje mit o Kanashibari, który paraliżuje i wykorzystuje swoje ofiary podczas snu. W kulturze europejskiej na tego potwora mówi się '(nocna) mara' wśród Słowian i Skandynawów, 'mare' wśród Germanów, zaś Helleńczycy zwykli mówić o niej 'mora'. Nie wiem, jak w innych regionach Polski, ale na Górnym Śląsku* mawia się na sukkuba - 'gniotka':)
Ale czym owo zjawisko w końcu jest? Oto i wyobraźcie sobie, że pewnego poranka, kiedy jeszcze świt nie nastał, ale noc już odeszła budzi was jakiś szmer. Szmer cichy i krótki, ale natrętny i powodujący w was niezrozumiałe poczucie zagrożenia. Powoli z trudem otwieracie oczy, macie wrażenie jakby wasze powieki były z zrobione ołowiu. Czujecie, że wasze ciało nagle stało się niezwykle ciężkie, nie możecie się poruszyć. Odczuwacie przerażenie i chcecie krzyknąć, ale nie możecie wydać z siebie głosu. Macie wrażenie, że koło waszego łóżka coś stoi, jakiś kosmaty potwór o świecących nieokreślonym blaskiem ślepiach. Nie znajduje się on w polu widzenia ale coś w głębi podpowiada wam, że on tam siedzi. Demon patrzy na was przez krótką chwilę, a powietrze w pokoju robi się nieprzyjemnie lepkie. W końcu chichocze nerwowo bądź syczy, kuca i wgramala się na was - czujecie, jak niezdarnie wchodzi na was. Przylega do waszej klatki piersiowej i uciska ją, odbierając wam dech. Jego głowa jest tuż koło waszej, ale tak, że nie jesteście w stanie spojrzeć mu w twarz. Poczyna szeptać wam do ucha słowa w jakimś dziwacznym, obcym języku. Brzmi to trochę tak, jakby ktoś mówił od tyłu. Nie możecie się skupić, zaczynacie tracicie orientację. Każde słowo demona cuchnie tytoniem, a jego oddech jest zarazem suchy i wilgotny. Opanowuje was podniecenie seksualne, choć demon nie dokonuje żadnych ruchów. Podniecenie jest tak wielkie, że w końcu osiągacie orgazm i do reszty tracicie orientację w przestrzeni i czasie. Po chwili odzyskujecie przytomność - nie ma demona, nie ma mrocznej atmosfery, a promienie słońca powoli wpełzają do waszego pokoju przez okno...
I co, nie mówiłem, że to ciekawe doświadczenie?:) Przy czym demony nie baczą na płeć - więc to zjawisko jest równie częste u mężczyzn jak i u kobiet, acz niektórzy religioznawcy odróżniają sukkuba od inkuba. Ten pierwszy jest płci żeńskiej i atakuje zazwyczaj mężczyzny, drugi zaś to męski demon obcujący z kobietami - o inkubie napisałem w kolejnym akapicie. Co ciekawe, demon częściej dobiera się do osób dorosłych, niż do 'nagrzanych gówniarzy, którym tylko jedno w głowie'.
A teraz wyjaśnienie naukowe, czyli czemu TO się dzieje - otóż kiedy śpimy, ZAWSZE śnią się nam sny, niezależnie od tego, czy później je pamiętamy, czy też nie. Mózg w czasie snu wykazuje sporą aktywność, ale abyśmy nie próbowali 'odgrywać' snów mięśnie ciała ulegają całkowitemu rozluźnieniu i nie reagują na polecenia umysłu. Gdy rano się budzimy, mięśnie zaczynają normalnie pracować. Na ogół ten mechanizm działa bez zarzutu, ale czasami coś może się 'zepsuć**' i wtedy następuje katapleksja, czyli tzw. paraliż senny. Towarzyszą mu całkowita niemoc, niemożność wydania z siebie głosu oraz problemy z oddychaniem i ogromny strach. Stan taki jest tym bardziej 'niemiły', jeśli zwrócić uwagę, że oczy ofiary są otwarte a osoba świadoma tego, co się z nią dzieje - ale nie jest to jednak całkowite przebudzenie. To coś między jawą a snem - halucynacja hipnagogeniczna. Świat realny łaczy się z światem snów, co w połączeniu z uczuciem strachu powoduje pojawienie się przerażających wizji potworów, demonów i innego tałatajstwa. Osoba na początku ma omamy słuchowe, często widzi w pokoju dziwaczne błyski i refleksy świetlne. Mogą wystąpić drgawki. Ale najgorsza jest poczucie obecności czegoś drapieżnego, demonicznego, całkowicie obcego i niezrozumiałego. Czegoś, co nie powinno nigdy pojawić się na tym świecie. Czasami demona można zobaczyć w całej okazałości. Często zachodzi także hiperwentylacja i odczucie ucisku na klatce piersiowej. W związku z ograniczeniem ilości tlenu stymulowane są ośrodki seksualne w mózgu.
Oto, dlaczego to zjawisko zachodzi. W wyniku niepełnego przebudzenia się umysłu zaczyna on mieszać jawę ze snem, co owocuje niezwykle realnymi halucynacjami, a reakcja somatyczna doprowadza do odczuwania określonych bodźców, które mózg tłumaczy na własny, koszmarny sposób. Ale mimo wszystko to całkiem ciekawe zjawisko, czyż nie?:) Prywatnie mój diaboliczny numer jeden.
Zespół demona nocy - Po angielsku "The incubus syndrome" - czasami utożsamiany z atakiem sukkuba. Ale inkub w porównaniu z sukkubem jest szczytem subtelności:) Poza tym zespół demona nocy jest czysto kobiecym doświadczeniem. I nie wynika z hiperwentylacji i halucynacji hipnagogenicznej - jego przyczyny są różniaste. Często ujawnia się u osobowości histerycznych, przy zaburzeniach psychicznych, gdy nie został zaspokojony głód seksualny. Często też występuje z powodu braku uczucia ciepła, bezpieczeństwa i akceptacji ze strony partnera przy jednoczesnym wysokim poziomie temperamentu seksualnego. W wyniku powyższych następuje obniżenie progu wrażliwości zmysłowej, erotyzacja psychiki, a z wyobraźni(tej świadomej i tej nieświadomej) poczynają płynąć różne fantazje. Są więc oznakami, że coś złego zaczyna się dziać w związku albo że samotność zaczyna powoli 'doskwierać'. Ale jaki jest przebieg zespołu demona nocy? Głównie iluzja obecności mężczyzny. Mężczyzny czułego, pełnego ciepła, miłości i akceptacji - idealnego partnera. Jednakże ta istota jest raczej nieokreślona z tożsamości. Często towarzyszy temu 'demoniczna pieszczota', czyli fale przepływające przez całe ciało i koncentrujące się na sferach erogennych a także odczuwanie bodźców seksualnych. Głównie czułego, delikatnego dotyku - znacznie rzadziej występują wrażenia wzrokowe lub słuchowe. Najrzadsze są zaś przypadki kontaktu seksualnego. Co ciekawe, podczas tych fantazji często występuje słaba świadomość nierealności demonicznego kochanka. Nie wszystkie kobiety reagują na inkuba fascynacją i oddaniem się mu. Równie często (jeśli nie częściej) pojawia się lęk oraz frustracja.
Należy zatem pamiętać, że w wyniku pewnych sytuacji kobiecy seksualizm może zacząć tworzyć takie iluzje. Jest to zjawisko(ale NIE zaburzenie!!!) o charakterze seksualnym, nie zaś duchowym.
Zespół dysocjacyjny - bardzo łatwo można uznać ten syndrom za opętanie, ponieważ towarzyszą mu zaburzenia poczucia tożsamości i ruchowe, dziwaczne wrażenia czuciowe oraz częściowa lub całkowita utrat normalnego postrzegania czasu(zwłaszcza przeszłości). Wielu psychologów, głównie amerykańskich(choćby Seligman) z urzędu odrzuca możliwość opętania przez demony i uznaje takie 'przypadki' za zespół dysocjacyjny właśnie. Należy jednakże pamiętać, że oprócz zespołu dysocjacyjnego może także istnieć tzw. urojenie opętania. A to jest troszkę inna sprawa niż opętanie dysocjacyjne.
Czyli innymi słowy - za opętanie przez demona może zostać błędnie uznana jedna z form zespołu dysocjacyjnego albo też urojenie opętania.
Niechaj spojrzy na to antropolog - oprócz interpretacji teologicznych i psychiatrycznych istnieje jeszcze trzecia interpretacja zjawiska opętania, antropologiczna mianowicie. Fachowo nazywa się to 'folk diagnosis' albo 'culture-bound syndrome'. Wg antropologów kultury ludzie czasami buntują się, wyrywają ze społeczno-kulturowej rutyny. Jest to swoiste wyzwolenie się z tego, co jest poprawne i słuszne w kierunku tego, co w danej kulturze/religii ucieleśnia nienormalność, bunt, zło - dlatego, twierdzą antropologowie kultury, w różnych kulturach opętania mają różny charakter, nasilenie i dokonują różnych zmian w psychice.
Właśnie tak odbiera je antropolog kultury - jako reakcje jednostki na zasady i wartości rządzące jej kulturą. Jednocześnie taka interpretacja dopuszcza także, iż w danej kulturze/religii może istnieć akceptowalne zjawisko, które w innej byłoby od razu uznane za opętanie. Przykładowo w kulturze chrześcijańskiej wieków średnich szalony taniec derwiszów albo ekstatyczne dionizyjckie orgie mogłyby zostać uznane za opętania, chociaż w swoich kulturach nie są niczym niezwykłym. Wszystko zatem zależy od kultury i religii.
I to jest problem - bo antropolog mógłby zabronić psychiatrze pomocy człowiekowi z zaburzeniami psychicznymi tylko dlatego, że są one czymś normalnym i naturalnym w danej kulturze. Miast tego mógłby wskazywać zachowania nie będące niczym szkodliwym, acz nienormalnym w danej kulturze, jako opętania. A zatem zjawiska, które wg antropologa należy wyleczyć. Ale to już tak na marginesie.
Efekt szumu radiowego - ciekawa teoria mówiąca, iż w związku z rosnącą ilością szumu radiowego co wrażliwsze osoby mogą słyszeć głosy, szumy, skrzeki etc. - w rzeczywistości po prostu odbierając sygnały elektromagnetyczne wytworzone przez człowieka. Ale w związku z faktem, że moim mottem STANOWCZO NIE JEST "z fizyką na ty", nie mam pojęcia, czy takie zjawisko faktycznie może zachodzić - ot, taka ciekawostka jeno.
Egzorcyzmy pomagają? - Tak:) Zdziwieni? Tak jest, egzorcyzmy pomagają. Ale nie dlatego, że przez kapłana przepływa boska moc - co to, to nie:) To jest związane z czymś ździebko inszym. Ogólnie sprawa jest taka: podczas terapii psychologicznej między pacjentem a lekarzem nawiązuje się dialog na uwspólnionej płaszczyźnie. Jeżeli lekarz nie potrafi nawiązać takiego kontaktu, tedy cała psychoterapia spali na panewce. Zatem jeżeli psychologowi przyjdzie mieć do czynienia z opętaniem, czyli z zaburzeniem dysocjacyjnym, które jest przesycone mistycznymi znaczeniami, tedy musi z taką osobą albo nawiązać kontakt właśnie na płaszczyźnie teologicznej, albo odesłać do egzorcysty. Chodzi o odnalezienie drogi do zrozumienia człowieka, tego, co on przeżywa i sposobu dotarcia do jego umysłu - bez tego nie da się mu pomóc. Zaś gdyby psycholog, mimo jasnych odniesień do religii w danym przypadku, chciał 'na chama' porozumiewać się z pacjentem na płaszczyźnie bardziej zlaicyzowanej - tedy dialog nie zostanie nawiązany i leczenie się nie uda.
Właśnie w takich przypadkach, gdy zesół dysocjacyjny wypełniony jest teologicznymi doznaniami i wizjami, z pomocą może przyjść tylko ktoś, kto będzie potrafił właśnie na takiej płaszczyźnie prowadzić dialog - tym kimś jest właśnie kapłan-egzorcysta. To dzięki nawiązywaniu tego kontaktu egzorcyzmy są skuteczne - księża po prostu nieświadomie odgrywają rolę terapeutów. W związku z tym egzorcysta, który chce wyleczyć chorego na 'laicką' formę zespołu dysocjacyjnego nie ma większych szans na powodzenie z racji poruszania się w zupełnie innym wymiarze myślowym, niż pacjent.
Nie ma w tym żadnej boskiej mocy, żadnego magicznego pierwiastka. Po prostu. Zatem skuteczność egzorcyzmów nie jest dowodem na istnienie Boga, złego Szatana, złośliwych duchów, magii etc. - to zjawisko wyjaśnione i zrozumiałe. Udane egzorcyzmy nie są też w żadnym wypadku dowodem na to, że Bóg udziela Kościołowi swojej mocy w zwalczaniu bytów plugawych:) Oddajmy tedy co duchowe egzorcyście, zaś psychologiczne psychiatrze i wszyscy powinni być zadowoleni.
* - nie, nie pochodzę z Górnego Śląska.
** - tyle że nikt nie wie dokładnie, co jest przyczyną katapleksji. Ogólnie przyjmuje się, że szczególnie narażone na nią są osoby mające kłopoty z zasypianiem w nowych miejscach oraz nadużywające wszelkiej maści 'rozweselaczy'.
Del
madcultist@op.pl
PS: Chyba zauważyliście pewne zbierzności między 'wzięciami' dokonywnymi przez ufoki a halucynacją hipnagogeniczną? Refleksy światła - lampy UFO; niemoc - środki paraliżujące Obcych; demon - postać ufoludka; podniecenie seksualne - badania nad ludzkim układem rozrodczym.
PS2: Dusza Dela płonęła w ogniu - ogniu, którego celem była śmierć! Ale ogień ten jeno oczyścił ją. Zniweczył plany Bluźnierczych Zjaw! Oto i pra-matka Audhumla ma we mnie upodobanie i niestraszne są mi plugawstwa Bluźnierczych Zjaw i ich pana!!! W związku z powyższym znowu można ze mną korespondować - powyżej adres macie:)
PS3: Jakby kogoś ciekawiło, to słuchałem antychrześcijańsko-mroźnego, acz nie satanistycznego Immortal. "At The Heart Of Winter" i "Blizzard Beasts" gwoli ścisłości.