Z pamiętnika gitowca...
Stało się... Jeden samochód, drugi, trzeci... Dziesiąty i piętnasty... O jeden za dużo... Efekt jest taki że minister sprawiedliwości ufundował mi za szczególne zasługi dla polskiej motoryzacji 2 letnie wczasy na swój koszt... Więzienie, pierdel, kryminał, sanatorium, pensjonat, wczasy - różne nazwy ale żadna nie poprawia mojego samopoczucia, jestem przecież przestępcą.
Wchodzę do celi pełen obaw. Przecież jestem człowiekiem "z zewnątrz". Jestem tu przez pomyłką... Gdzie mi - ambitnemu studentowi do "tamtych". Przekraczając próg celi widzę szmatę... Hmmm... Dziwne powitanie. Zaraz, skoro jest szmata to wytrę nią buty. Tak robię i słyszę odgłos przyszłego towarzysza niedoli "patrzcie go, jaki cwaniak". Chyba dobrze zrobiłem? Zaraz pada drugie pytanie "kipisz kapisz"? O co im chodzi? Co kipi??? Co kapi??? Prowizorycznie odpowiadam "nie". To będziesz się Misiu musiał tego nauczyć bo inaczej Cię scwelujemy. Dobra, czemu nie. Próbuję się witać z towarzyszami niedoli ale jakoś nikt nie chce podać mi ręki twierdząc że na to przyjdzie jeszcze czas...
Jak się później dowiaduję są dwie drogi "zdania egzaminu". Pierwsza to niczym szkolny egzamin z wojskową "obcinką" na końcu. Drugi jest bardziej humanitarny. Spoić kolegów z celi tak by któryś z gitujących podał Ci rękę. Wtedy automatycznie zostajesz członkiem grypsującej braci... Dla nich praktycznie nie ma żadnej alternatywy. "Prawie" - masz do wyboru albo zostać gitowcem, albo cwelem. Ten drugi to męska dziwka, nieczłowiek... Każdy kontakt z nim albo jakąkolwiek jego rzeczą pominąwszy chwile gdy pomaga on spuścić z krzyża by nie spleśniało kończy się tak samo. Pan ds. rozrywki dostaje swego następcą. Jest jeszcze 3 grupa... Tzw. Neutralni. Oni mają zazwyczaj krótkie okresy odsiadki i generalnie jeśli nie zasłużą się jakąś podpadziochą to mają względnie spokojny odsiad.
Zakończę jednak próby narracji pierwszoosobowej bo przeca dotychczas nie licząc 2 mandatów nie miałem z prawem większych problemów i dalej skupię się na samym rozwinięciu tematu
Po czym pana takiego poznać... Każda, nawet średniorozgarnięta gospodyni domowa potrafi stwierdzić "to pewnie kryminalista" widząc człeka wytatuowanego. Oczywiście stwierdzenie jest tak samo wiarygodnym jak to że "Słowacki wielkim poetą był" tylko jakoś oprócz samego stwierdzenia brakuje tu jakichś logicznych argumentów. Pominąwszy już kwestie dzisiejszej mody, na czym myślenie takie opierać się może? Znakiem odróżniającym "ludzi z zewnątrz" od bractwa ludzi grypsujących jest takie coś co się cyngwajs zwie. Jest to nomen omen kropka wytatuowana przy prawym oku delikwenta. Często z pisma obrazkowego można jednak sporo wyczytać i się dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy.
Gdy już wiemy jak gitowca potencjalnego rozpoznać warto byłoby wiedzieć za co taki siedział? W tym celu spojrzymy potencjalnemu kandydatowi na łapkę a dokładniej na miejsce między kciukiem a palcem wskazującym na dłoni. Jeśli jest tam kropka mamy do czynienia ze specjalistą w złodziejstwie. Jeśli kropka ta otoczona jest półksiężycem - symbolizuje to nocnego Marka, czyli złodzieja ino nocnego. Pewne problemy z interpretacją możecie mieć gdy spotkacie człeka który ma w owym miejscu coś co wygląda jak liczba 5 na kostce do gry. Jest to... kostka która ma 2 znaczenia. Primo - symbol bractwa ludzi grypsujących, czyli coś jak cyngwajs tylko na ręce. Secundo - 4 kąty, złodziej piąty. Ma to niby znaczyć tyle że złodziei nikt nie lubi ale jakoś specjalnie się do tego nie stosują współtowarzysze niedoli na własne życzenie. Uważać trza gdy dojrzy się człeka z kobrą na ramieniu. Nie mam tu na myśli łysych dresów z dyskoteki którzy dali się wydziarać by panienki z Mańców czy innej okolicznej dyskoteki sikały w majtki na widok "takiego mena" ale na tych autentycznych. Człowiek z kobrą na ramieniu jest przesiąknięty wolą zemsty i jej podporządkował swe najbliższe plany. Gdy już plan zemsty swej zrealizował na głowie kobry pojawia się korona.
Zapytacie "po kiego grzyba mi to?"... Czasami warto przyglądać się ludziom bo można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy. Ja kiedyś widząc "nocnego Marka" który usiadł koło mnie w autobusie (liczył pewnie na łatwy zarobek) i wykonywał ruchy z gatunku dziwno-podejrzanych, zapytałem się wprost "przepraszam, pan wraca z nocki czy dopiero na nią jedzie???" i pokazałem ową kropkę z półksięzycem. Efekt piorunujący bo facet pierw wybełkotał że chyba go z kimś pomyliłem a za chwilkę przesiadł się na drugi koniec autobusu.
Zapytacie "po kiego grzyba mi to?" i będziecie mieli rację...
Zlotto
zlotto@interia.pl
www.nolwenn.prv.pl
PS. Podziękowania dla osób dzięki którym wiem tyle ile wiem o tym temacie...