Ekshibicjonizm

Wciągam powietrze... Napełnia ono moje płuca. Najpierw przepływa przez jamę
nosową, później przez krtań, oskrzela, by dotrzeć do płuc. Zużyte powietrze usuwam
z mego organizmu w postaci CO2 i H2O. Pochłaniam tlen.

Mam zamknięte oczy. Piszę nie patrząc ani na klawiaturę, ani na monitor. W tle lecą
utwory Dżemu, Pink Floyd'ów, Enya'i. Są tylko tłem. Mój umysł osiągnął stan
doskonałości. Nie znam, co prawda, odpowiedzi na pytania nurtujące naukowców,
nie potrafię określić wielu rzeczy, ale to nie przeszkadza mi w tym, abym czuł, iż
osiągnąłem doskonałość. Perfekcję.

Jestem doskonale zjednoczony z całym moim ciałem. Dotykam nogą podłogi, czując
twardą powierzchnię. Plecy oparte na krześle, palce stukają w klawisze, przydając mi
kolejnych wrażeń czuciowych.

Piszę. Piszę i myślę. Te słowa, te wyrazy to są moje myśli. W pewien sposób
wykrystalizowane, rzecz jasna, z całego natłoku myśli.

Teraz zaś myślę o swoim myśleniu. Tak, brzmi to głupio, co prawda, lecz tak jest. Przed
oczyma wyobraźni przelatują mi obrazy. Pierwszy obraz przedstawia mój mózg. Gąbkę,
od której odchodzi jakaś "wypustka" zwana przez naukowców rdzeniem kręgowym, tudzież
kręgosłupem. Wnikam w ową gąbkę, "przybliżam obraz" i widzę neurony. Tysiące malutkich
komórek nerwowych, przez które przepływają prąd i substancje chemiczne. Po chwili
otoczenie się zmienia. Czarne tło a na nim ona. Koleżanka. Ale czy tylko koleżanka,
znajoma? Przez ostatnie 2 miesiąc wyjątkowo się do siebie zbliżyliśmy. Jeszcze przed
rokiem szkolnym, w sierpniu coś się zaczęło dziać. Nie mam zamiaru tego opisywać,
streszczać. Napiszę tylko, iż teraz, w środku października, nie jestem pewien co do
niej czuję, ani też co ona do mnie czuje. Z pewnych powodów dałem sobie spokój na
jakiś czas z wszelkimi uczuciami związanymi z drugą osobą, dziewczyną. Teraz zaś coś
się dzieje. I ja, w moim dziwnym, ale kontrolowanym przeze mnie świecie, czuję się coraz
gorzej. Kiedyś potrafiłem określić doskonale stan, w jakim się znajduję. Z iście chirurgiczną
precyzją. Potrafiłem nie jako stanąć obok i określić obiektywnie siebie.

A teraz? Teraz jest "źle". Leone nie wie co tak naprawdę czuję, co składuje na dnie duszy.
Coś jakby blokowało mu dostęp do jego wnętrza. To uczucie go zadręcza...

Starczy. Koniec. Przed chwilą zorientowałem się, co robię. Najzwyklejszy ekshibicjonizm.
Coś, za czym nie przepadam, coś od czego stronię. Lecz tym razem potrzeba okazania
swoich emocji, swojego "wnętrza" zwyciężyła. Mam nadzieję, iż zwyciężyła tylko bitwę,
a nie wojnę.



Leone
M_Bodzio@wp.pl

"Kochać kogoś, to przede wszystkim pozwalać komuś na to, żeby był, jaki jest."
William Wharton




PS. Jedynym dobrym aspektem tej sprawy jest to, iż niejako "budzą się" moje umiejętności
co do posługiwania się pismem.