CZATowanie na miłość
Wstęp krótki jak najbardziej:
 Aby móc napisać tego arta dokonałam czynów niezwykłych wręcz. Odwiedzałam pokoje, które dotąd omijałam szerokim łukiem. Prowadziłam rozmowy, które nie były jednoznaczne. Niebyły też dwuznaczne. One były ca najmniej pięcioznaczne!!! I w ogóle bardzo się poświęcałam, a to wszystko dla dobra tekstu! Ha, bierzcie ze mnie przykład!
 Dodatkowo ostrzegam, że tekst ten piszę natchniona wiekopomnymi dziełami Falki, które wygrzebałam z katalogu "najfajnsiejsze". (To był duuuuuuuuży, wieeeeeeeeelki, ogromniaaaaaaaaasty komplement, jakby co... ), a więc może mi gdzie-nie-gdzie odbijać...
[Eddie: Faktycznie,
to "gdzie-nie-gdzie" zostalo napisane jak pod wpływem czkawki :))) ]
A teraz przechodzimy do treści właściwej:
 Jak dobrze wiemy, na czacie można spotkać przeróżne osoby, od 50-cio letnich staruszków poczynając, poprzez niewyżyte zakonnice, a na upadłych moralnie nastolatkach kończąc. Prowadzą oni między sobą rozmowy, które w 80 przypadkach na 100 zaczynają się od jakże inteligĘtnych słów, a właściwie słowa, którym jest "CZE". Oczywiście zdarzają się wyjątki, np. ... ( - chwila napięcia - )... JA!!! Wyjątki te, dzięki alternatywnemu sposobowi rozpoczynania konwersacji, są bardziej interesujące od pozostałych mas. Ale nie miałam pisać o tym, co wszyscy wiedzą, tylko o tym, co... wszyscy wiedzą...? Ups...
 Nie zrażając się tym odkryciem będę kontynuować! Otóż nie chcę pisać o zwyczajach panujących na tym lub innym CZATowisku, lecz o problemie, z którym spotkałam się osobiście. Otóż w ramach badań postanowiłam poodwiedzać pokoje typu "les", "gay", "randka". Na pierwszy ogień poszedł "les" z interii. Nick wpisałam w miarę normalny (szczerze mówiąc, a właściwie pisząc, to nie pamiętam, załóżmy, że to było "taka_jedna") i poczekałam chwilencję. Nie minęło 20 sekund, gdy zostałam zaproszona na "priva" przez (prawdopodobnie!!!) dziewczynę o nicku "chętna_foto". Poświęcenie, poświęceniem, ale bez przesady - pomyślałam i już miałam odmówić, gdy spłynęło natchnienie, szepczące słodko do ucha: "tak, tak, tak! Zgódź się, pośmiejesz się, rozerwiesz, będzie o czym pisać...". No więc zaproszenie przyjęłam i rozpoczęła się rozmowa. Z mojej strony było zabawnie, z humorem itp. Od "niej" wiało chamstwem i grubiaństwem. Prośba o zdjęcie (moje rzecz jasna) umieszczona już w drugim zdaniu nie zdziwiła mnie wcale. Pojawiały się teksty typu (przepraszam za dosłowność) "dasz mi d**y?", "chcę się z tobą piep***ć". Nie wytrzymałam nawet minuty. Postanowiłam ją zignorować w przenośni i dosłownie.
 Nie czekając na kolejne tego typu zaproszenia, sama postanowiłam rozpocząć jakąś rozmowę. Wyszukałam z listy osobę o nicku normalnym w miarę. Była to "Zuzia_86_:)". Rozmowa była dosyć interesująca, rzekoma Zuzia okazała się inteligentną siedemnastolatką. Jej obecność w tym oto pokoju była spowodowana ciekawością, bo - jak twierdziła- ona z lesbijkami nie ma nic wspólnego. No dobrze, ale misja nie została wykonana. Prowadziłam potem jeszcze kilkanaście rozmów, które można podzielić na 3 grupy. 1 - osoby chamskie, ordynarne, niewyżyte seksualnie, w 70% -ach faceci. 2 - osoby typu Zuzia, inteligentne, wychowane, które przywiała tu ciekawość lub nuda. 3 - dziewczyny, które naprawdę są les, które są także inteligentne i kulturalne, i które najzwyczajniej w świecie chcą się przed kimś otworzyć, chcą się komuś wygadać.
 Nie zawsze ta trzecia grupa to dziewczyny w wieku w miarę normalnym. Jeżeli wierzyć temu, co przeczytałam (w końcu nigdy nie mamy pewności, co było prawdą, a co nie), to poznałam kobietę w wieku lat czterdziestu, mającą męża i dorosłego syna, która dopiero teraz uświadomiła sobie o co chodzi jakby... Moja rozmowa z nią to były przede wszystkim porady, porady i jeszcze raz porady. Wprawdzie to było rok temu, a nie w trakcie tych moich "badań", ale mimo wszystko się liczy, prawda...? (pozdrowienia dla Chrzanika!!!)
 Znudzona przerzuciłam się na pokój "gay" i stwierdzam, że tam było podobnie, poza kilkoma wyjątkami. Otóż grupa trzecia prawie w ogóle nie istniała, facetów było o wiele, wiele więcej, niż kobiet, a w około dziewięćdziesięciu procentach rozmów przeważało wieśniackie chamstwo...
 Za to pokój "randka" był całkowicie inny. W większej części ludzie kulturalni, rozmowy ciekawe, całość wesoła i warta poznania.
 Może jednak przejdę do sedna. Otóż istnieją setki osób, które postanowiły zdradzić komuś z drugiego końca Polski wszystkie swoje tajemnice. Istnieją setki osób, które po całym dniu nieprzyjemności postanowiły odreagować w wirtualnym świecie. Istnieją setki osób, które postanowiły obrażać innych, wyśmiewać się z nich lub ośmieszać samych siebie właśnie na czacie. Istnieją setki osób, które szukają w tym miejscu czegoś, czego nigdy tam nie znajdą. Które szukają tam miłości.
 Zostaje mi tylko zadać pytanie: 'czy warto?". Czy naprawdę warto wchodzić do tego szamba, mieszać się z tym całym chłamem, żeby w końcu odnaleźć odpowiedź. Odpowiedź, która brzmi: "Tak". Warto, bo nawet w kupie gnoju można znaleźć perłę. Bo nawet wśród tego chamstwa, tej ordynarnej hołoty, tego żałosnego buractwa (ale sadzę komplementy... ) można znaleźć coś, co odmieni nasze życie.
 Zapytacie: "jakieś dowody?". Poprosicie o mocniejsze argumenty. Krzykniecie: "skąd to możesz wiedzieć?!".
 A ja Wam odpowiem.
 Najpierw jednak zagłębię się w bezdenną otchłań mego umysłu. Wyciągnę zakurzone wspomnienia, chwile, myśli, zdarzenia. Przypomnę sobie wszystko to, co przez pewien czas wypełniało mnie po brzegi.
 Moja odpowiedź będzie brzmieć: "Wiem
to najlepiej z Was wszystkich, a moim argumentem jest przeszłość. Jest
prawda. Jest to, że sama odnalazłam taką perłę. A właściwie, że ta perła
odnalazła mnie..."
 Oto coś, co powstało w tamtym okresie. Coś osobistego, ale tak naprawdę bardzo osobistego. Chcę się tym podzielić. Z Wami. Tak jak kiedyś podzieliłam się tym z moją Perełką...
Niespokojne wiatry wzmagają sztorm w moim sercu.
Coraz to większe fale zalewają coraz to dalsze obszary mojej osobowości.
Gwałtowny podmuch wiatru rozpala moje uczucia.
W moim sercu wybucha pożar.
Niespokojne myśli, niczym płomienie palą mnie od środka.
Mój umysł przestaje prawidłowo reagować, coraz bardziej pogrąża się
w morskiej otchłani.
Moja dusza tonie w nieprzejednanych głębinach oceanu smutku i radości.
Moje zmysły szaleją z braku jakichkolwiek możliwości do działania.
Jednocześnie tonę i spalam się.
Jednocześnie parzą mnie płomienie uczucia i mrozi mnie lodowata otchłań
świadomości.
Jeszcze przed chwilą nie rozumiałam mojego stanu.
Jeszcze przed chwilą nie znałam powodów mojego zachowania.
Teraz jest inaczej.
Teraz wiem.
Teraz mam pewność.
Zakochałam się...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
 Sentymentalnie do kwadratu... Hmmm...
tak wyszło. I niech tak już pozostanie...
Siblejka