|
.::. Czemu? .::. |
|
|
Kończ waść, wstydu oszczędź - chciało by się powiedzieć do Marka Pola, ministra infrastruktury oraz szefa Unii Pracy. Piastuje on już swoje stanowisko długi okres czasu i można powiedzieć, że należy do najgorszych ministrów od 1989 roku. Leszek Miller na pewno zdymisjonowałby Marka Pola, gdyby nie to, iż potrzebuje ludzi z Unii Pracy do wdrażania SLD-owskich ustaw. Nie można zaprzeczyć również, że poczynania ministra infrastruktury działają tylko na niekorzyść Socjal Demokratów, gdyż wiele osób kojarzy Pola z tą partią. A właśnie jego wszystkie ustawy winietowe, drożenie paliwa oraz chęć wyciągnięcia za wszelką cenę pieniędzy od kierowców tylko powiększają nienawiść do SLD. Nie wspominając nawet o tym, że Marek Pol nie wydał miliarda złotych na budowę autostrad, które mógł rozdysponować, a teraz przepadły. Ukazuje to tylko bałagan w ministerstwie infrastruktury, który tylko dodaje minusowych punktów nie tyle Unii Pracy, co SLD. Marek Pol może się pochwalić tym, iż wybudował w tym roku około 6 kilometrów autostrad. Jednak nie należy zapominać, iż można było wybudować o wiele więcej, nawet za ten miliard, co zniknął niczym James Bond tylko, że w lepszym stylu. A szef Unii Pracy nie panuje nad tym, co się dzieje w jego ministerstwie pogarszając tylko stan naszych dróg oraz kieszeni. Jednak Marek Pol - podobnie jak eks-minister Grzegorz Kołodko - robi dobrą minę do złej gry i stara się przekonać wszystkich wyborców, iż to nie jest jego wina. A ja się pytam kogo? Bo na pewno nie są to pieniądze, gdyż Polacy wydają na drogi bardzo dużo, a tym bardziej, że nie wykorzystujemy wszystkich dopłat oraz pożyczek na ten cel. Z Markiem Polem jest podobnie jak z Leszkiem Millerem - obydwaj nie mogą zostać zdymisjonowani i niestety musimy się z nimi męczyć aż do końca kadencji koalicji SLD-UP. Musimy słuchać owych panów i oglądać ich głupie uśmieszki, a co najgorsze musimy żyć w kraju - jaki oni tworzą. Jednak o ile premierowi zdarzy się czasami zrobić coś dobrego o tyle ministrowi infrastruktury nie wychodzi nic. Aż strach pomyśleć, że za pół roku wchodzimy do Unii Europejskiej z takimi drogami, jakie właśnie posiadamy. Unia Pracy nie wnosi nic po za swoimi - jakże cennymi - głosami do koalicji SLD-UP. A powiem nawet więcej - uważam, że Unia Pracy jest kulą u nogi Leszka Millera i jego partyjnych kolegów. I tak naprawdę jeśli SLD mogło by samo "przeciskać" swoje ustawy, to koalicja z Markiem Polem i jego partią dawno zostałaby zerwana. Próby przegłosowania ustawy winietowej czy nie wprowadzenie podatku liniowego pogarsza tylko ocenę SLD w oczach społeczeństwa. A może to i dobrze, bo podczas następnych wyborów nikt już na nich nie zagłosuje. Niestety z Markiem Polem - jako ministrem - musimy się jeszcze parenaście miesięcy pomęczyć. Mam tylko cichą nadzieję, że jego Unia Pracy nie zyska zbyt wiele mandatów poselskich, a zresztą chyba tylko SLD mogłoby stworzyć koalicję z UP. Chociaż kto chciałby mieć w swoim składzie człowieka - ministra, którego nigdy tak naprawdę nie było. Bo niestety taka jest prawda Marek Pol nie zrobił prawie nic i nie zanosi się na jakąkolwiek zmianę. A może za rok zobaczymy przynajmniej dwanaście kilometrów autostrad z tych obiecanych setek. Drogi panie Marku - kończ waść, wstydu oszczędź. Szkoda tylko, że brakuje nam takiego Wołodyjowskiego, który skróciłby nasze - a co najważniejsze kraju - męki. |
|