"Nie pytaj się, co system robi dla Ciebie. Spytaj, co Ty możesz zrobić systemowi!" - głosi napis na naszywce, którą sprawiłem sobie, gdy podczas wakacji byłem w Leżajsku. Hasło ilustrują dwa obrazki: na jednym widzimy człowieczka, który obrywa po głowie młotkiem z symbolem dolara, na drugim ludzi, którzy wspólnym wysiłkiem młotek ów niszczą. Jak również tego, który go trzyma.
Naszywka kosztowała dwa złote. Wręcz głupio byłoby jej wtedy nie kupić. Teraz zajmuje na moim plecaku honorowe miejsce pomiędzy naszywkami Nirvany i Alice in Chains. No, może nie pomiędzy, bo jest dość duża, a metraż plecaka ograniczony. W pobliżu, to na pewno.
No i te dwa złote, wydane na zadrukowany kawałek materiału, zrobiły ze mnie pierwszego anarchistę szkoły. Pojawienie się naszywki na korytarzach tego mojego liceum było sensacją. Ludzie prosili, żebym się zatrzymał, bo chcieli się przyjrzeć. Niektórzy przepisać. Albo chociaż mówili, że to dobre, i pytali, gdzie i za ile kupiłem.
Nie, żeby mi się to nie podobało. Ze wstydem przyznaję, że pierwszy raz w życiu ludzie w jakikolwiek sposób reagowali na mój widok, nie byłem dla nich powietrzem. Przez jakiś tydzień, bo potem się przyzwyczaili. Zresztą, mniejsza z tym.
Otóż zacząłem zastanawiać się, jaki procent zaczepiających mnie osób nie potraktował naszywki jako bajeranckiego gadżetu, elementu imidżu. Czy w ogóle byli tacy?
Śmiejcie się, ale dla mnie ta naszywka za dwa złote jest czymś znacznie więcej. Może nie żadną deklaracją, bo to za duże słowo, ale kierunek mniej więcej się zgadza. No, bo ja jestem anarchistą.
Wszyscy doskonale wiemy, że otaczający nas System jest Zły. Krwiożerczy i dziki, niemoralny i w ogóle będący ucieleśnieniem Babilonu, którego rychły upadek z mrożącymi krew w żyłach szczegółami opisał niejaki święty Jan.
Wszyscy jesteśmy unurzani w tym kapitalistyczno-globalistycznym kale po uszy. Nie wszystkim z nas się to podoba. Peaceful, loving youth against the brutality of plastic egsistence... Czy jak tam, dawno nie słuchałem System of a Down.
Dobrze wiem, że i wśród czytających te słowa znajdą się anarchiści. Sam kilku via e-mail poznałem. Zwłaszcza Antipopowi jestem wdzięczny, za anarchistyczne FAQ. Prywatnie już dziękowałem, teraz jeszcze raz, publicznie. A więc: dzięki. Była to pouczająca lektura, z której wyniosłem, że prawdziwa anarchia byłaby rozwiązaniem doskonałym. Utopią. Szkoda ogromna, że doskonałość ta wyklucza sama w sobie rychłe zaistnienie...
Zaraz kojarzy mi się to z "Diuną" Herbeta. Z Fremenami i planetologiem Kynesem konkretnie. Fremeni koczowali na pustynnej planecie Arrakis, tocząc życie surowe i podporządkowane rygorowi wody. Ale pewnego dnia wśród nich pojawił się Kynes, planetolog (ekolog, ale jakby na wyższym poziomie), który zaraził ich swoją wizją uczynienia z Arrakis wodnego raju. Wystarczyłoby - bagatela - trzysta, może czterysta lat...
Fremeni wiedzieli, że pierwszymi, którzy się do tego raju załapią, będą któreś tam z kolei wnuki ich wnuków. Ale nie poddali się; przeciwnie, dopiero wtedy naprawdę uwierzyli Kynesowi. I wzięli się do roboty, zaczynając wprowadzać niezbędne zmiany w ekosystemie planety.
Bo tak to jest. Żeby coś było doskonałe, musi być na pierwszy rzut oka niemożliwe.
Nie mamy szans na zaznanie pięknej, prawdziwej anarchii. Ale to wcale nie znaczy, że nie możemy o nią zabiegać... Walczmy za miraże. Nawet to lepsze, bardziej romantyczne.
No to co? Przygotujemy podwaliny? Pójdziemy w pierwszym szeregu? Load up on guns, bagnet na broń, i w ogóle... Przegramy, zniszczą nas, jasne. Ale przegrana będzie naszym zwycięstwem.
"Siedzieć na tyłku i dać się bić? Gówno! Weź broń, znajdź przedstawiciela Żarłoków lub Opresji1 i odstrzel mu głowę!". Kurt Cobain, "Dzienniki". No co? Musimy mieć swoją czerwoną książeczkę.
Więc naprzód. Revolution is only solution... Albo podobnie, jak już pisałem, dawno nie słuchałem SoaD.
Dalej, za mną. Co mamy do stracenia? Na ulice. Będziemy w Wiadomościach.
Kto wie, może w Niebie panuje anarchia?
Axel
1 - Nie lubił facet Żarłoków. Opresji też nie. Tak jak my nie lubimy wielkich, brudnych korporacji, zajeżdżających na śmierć chińskich więźniów i północnokoreańskie dzieci, bo to tańsza siła robocza.