Trochę duszy
(...)
 Postanowiłam być staroświecka. Wyłączyłam mojego blaszanego przyjaciela, uciszyłam mój ukochany zespół, który już od dobrych kilku godzin mruczał specjalnie dla mnie swoje najlepsze piosenki. Odsłoniłam wiecznie zasłonięte okno, do pokoju wpadły ledwie żywe promyki słońca, wybrańcy, którym udało przebić się przez ciemnoszare kłęby chmur. Wyrwałam z jakiegoś zeszytu kartkę, wyciągnęłam obgryziony ołówek. Zaczęłam wpatrywać się w pustkę tej kratki, zastanawiałam się nad temtem. Nie wymyślałam na siłę, mam swoje sposoby.
(...)
 Czasem temat nadchodzi nagle, natchnienie potrafi spłynąć w najdziwniejszych momentach. Innym razem analizuję ostatnie dni, wszystkie wydarzenia, sytuacje. Wsłuchuję się w duszę, przypominając sobie rozmowy, spojrzenia, myśli. Z tego wszystkiego wyławiam tematy, niczym ryby z bezdennego stawu. A potem piszę.
(...)
 Jednak ostatnio znudziło mnie wsłuchiwanie się w stukanie klawiatury. Zabrakło mi tego spotkania "sam na sam" z kartką i ołówkiem. Wszystkie moje teksty są takie sterylne, takie równe, bezbłędne. Zabrakło mi oryginałów, które kiedyś wystawią w muzeum... :P
[Eddie: No nie byłbym taki pewien czy bezbłędne. Powiedzmy, że wiele błędów w nich nie ma, ale czasami trafiają się takie, że aż wstyd...]
(...)
 Tak więc postanowiłam, że od dziś każdy, ale to każdy tekst będę najpierw pisać na kartce, tym staroświeckim, niewygodnym sposobem...
(...)
 Pusta kartka zapełniała się dość szybko. Przelewałam na papier wszystko, co czuję. Wszystko to, czym chcę się podzielić z innymi, jeśli piszę coś "oficjalnego". Czasem są to jednak moje osobiste przemyślenia, tylko i wyłącznie dla mnie, do których nie chcę nikogo dopuścić.
(...)
 Jak idiotycznie to wygląda. Budzę się w nocy, w głowie jakieś wspomnienie, które chcę podbudować którymś z osobistych tekstów. Po prostu mam ochotę w danym momencie porozmyślać trochę o niektórych sprawach. I co? Mam o drugiej w nocy włączać peceta? Od dziś mogę zamiast monitora włączyć małą lampkę, mogę zamiast z partycji D swoje teksty wygrzebać z szuflady.
(...)
 Kartka skończyła się niespodziewanie. Pośpiesznie, nie chcąc pogubić zdań, wyrywam z zeszytu drugą. I znów myśli wylewają się ze mnie, niczym woda z przepełnionej wanny. Zbliżam się do końca, jeszcze tylko kilka zdań. Odkładam kartkę na minutę, po czym ponownie czytam całość. Wiele rzeczy zmieniam, poprawiam błędy, coś skreślam, coś dopisuję. Wszystkie te zabiegi są widoczne, łatwo można odtworzyć bieg moich myśli.
(...)
 Nie to co w komputerze. Ta wręcz szpitalna sterylność jest nie do zniesienia. Nigdzie nie można doszukać się duszy autorki. Nasze pismo wiele, naprawdę bardzo wiele o nas mówi. Dlaczego nie pozwalamy mu się wypowiedzieć, zastępując te romantyczne bazgrołki jakimiś obrzydliwymi kombinacjami liter, czcionek? Odbieramy duszę samym sobie. Popełniamy zbiorowe samobójstwo. Zamykamy się we własnoręcznie stworzonej klatce.
(...)
 Podobno nie można mieć wszystkiego. Ja nie chcę jednak wiele. Wiem, że to nie możliwe, ale dałabym wszystko, żeby zobaczyć pismo kilku autorów AM-a. Zamiast się zastanawiać, ile dokładnie lat ma np. K@mil@, mogłabym się tego dowiedzieć właśnie po piśmie. Niewielu autorów potrafi tchnąć w swoje małe dzieła jakąś część swojej osobowości. A ja tak bardzo chciałabym ich poznać. Zrozumieć. Dokładniej przeżywać to, o czym piszą.
(...)
 A więc oto przedstawiłam Wam kolejne
marzenie, które przynajmniej na razie się nie spełni. Być może ktoś inny
myśli podobnie. W tym jak piszemy jest nasza dusza. Chciałabym poznać dusze
innych osób. To takie małe życzenie, takie małe podsumowanko, na zakończenie...
Siblejka