Żużlowa śmierć

Żużel, jak wiemy jest jednym z najniebezpieczniejszych uprawianych sportów. Pędzące z prędkością 100 km/h motocykle po zderzenu z bandą okalającą tor mogą posłać swojego kierowcę do grobu. Na polskich torach doszło już do 40 takich tragicznych wypadków. Zdarzyło się nawet, że zginął jeden obcokrajowiec. Oprócz tych śmiertelnych wypadków była jeszcze masa bardzo groźnych, z których żużlowcy cudem uchodzili bez szwanku lub kończyli na wózkach inwalidzkich zamiast swojego ukochanego motocykla.

Miano najbardziej pechowego toru przysługuje temu w Zielonej górze, przy ulicy Wrocławskiej. Tam życie zostawiło już czterech Polaków. Za najbardziej tragiczny uważa się rok 1993. Wtedy to zginęło dwóch czołowych zawodników ówczesnego Morawskiego, który był typowany do sięgnięcia po mistrzowską koronę. Pierwszy tragiczny wypadek, któremu uległ świetnie się zapowiadający Andrzej Zarzecki (miał być w przyszłości obok T. Golloba podporą polskiej kadry) miał miejsce 21 marca 1993, podczas sparingowego meczu pomiędzy Morawskim Zielona Góra, a Unią Leszno. Wtedy w jednym z biegów Zarzecki jechał w parze z Maciejem Jaworkiem - byłym mistrzem Polski. Para Morawskiego, wyraźnie wyprzedziła wtedy parę Unii, ale w pewnej chwili jeden z zawodników leszczyńskiej ekipy trącił motocykl Jaworka, który z kolei uderzył w maszynę Zarzeckego. Niestety zielonogórzanin nie opanował motocykla, przebił się przez bandę i wylądował na betonie. Zawodnik Morawskiego miał połamane żebra i przebite płuca. Lekarze przez kilkadziesiąt godzin starali się go uratować. Niestety Zarzecki zmarł w szpitalu.

Zielona góra nie zdążyła otrząsnąć z jednej tragedii, a już musiała przeżyć drugą. Szóstego czerwca 1993 roku wypadek miał Artur Pawlak, ówczesny wicemistrz Polski juniorów. Podczas spotkania z Polonią Piła w ferworze walki Andrzej wjechał prosto na bandę. Wypadek na pierwszy rzut oka wcale nie sygnalizował najgorszego. Wszystko wyszło jednak w szpitalu. Specjalistyczne badania wykazały u zielonogórskiego żużlowca uraz mózgu. 21 czerwca Andrzej zmarł. Wtedy psychicznie nie wytrzymał trener Morawskiego - Czesław Czarnecki i zrezygnował z pracy. Najciekawsze jest jednak to, że zdecydował sie powrócić do czarnego sportu dopiero po ponad pięcu latach od śmierci Zarzeckiego i Pawlaka.

Zdarza się jednak, że nie wszystkie ciężkie wypadki kończą się śmiercią, ale co to za pocieszenie, skoro zawodnicy lądują na wózkach inwalidzkich? Taka tragedia dotknęła Piotra Pawlickiego podczas finałowych zawodów o tytuł mistrza Polski par klubowych odbywających się 19 maja 1992 w Gorzowie. Piotr miał wtedy upadek i doznał groźnej kontuzji. Przez kilkanaście miesięcy leżał na szpitalnym łóżku i poddawał się zabiegom rehabilitacyjnym z nadzieją, że wreszcie będzie chodził. Niestety skończyło się tylko na nadziei - Piotr wylądował na wózku inwalidzkim.

Podobna tragedia dotknęła Bogusława Nowaka, który swoją sportową karierę zakończył na torze w Rybniku. Zawodnik niegroźnie upadł, ale chwilę później najechał na niego rywal. To jest najgorszy z możliwych scenariuszy - cieszysz się, że jesteś cały po wypadku, a tu nagle takie coś. Nowak, chociaż żużlowi oddał swoje nogi, to i tak z niego całkowicie nie zrezygnował, bo obecnie zajmuje się szkoleniem młodzieży.

Na przełomie lat 80. i 90. groźnym wypadkom uległo kilku duńskich asów żużla. Właściwie to można mówić o cudzie, że Jan O. Pedersen, Erik Gundersen i Tommy Knudsen żyją po dzień dzisiejszy. Wypadek Gnudersena uznano za najniebezpieczniejszy w historii czarnego sportu. Duńczyka przez kilkanaście tygodni przy życiu utrzymywały respiratory, gdyż nie był on sam w stanie nawet oddychać. Duńczyk dawnej sprwności jednak nie odzyskał już nigdy i do dzisiaj jest w połowie sparaliżowany.

Już nie tak groźny w skutakach (ale tylko dzięki wielkiemu szczęściu zawodnika) był wypadek Tommy' ego Knudsena podczas towarzyskiego turnieju odbywającego się w Australii, kiedy zawodnik omal nie złamał kręgosłupa!! Najciekawsze jest to, że Duńczyk po dwóch latach powrócił na tor i do końca kariery był w czołówce światowej!

Bardzo groźny wypadek z granicą, a konkretniej w Wiener Neustadt w Austrii miał polski żużlowiec - Piotr Świst. Powinien dziękować za to, że wypadek, podczas którego wylądował na trybunach przydarzył mu się za granicą, bo nie wiem, czy by jeszcze jeździł, jeżeli zajęliby się nim polscy lekarze... .

Śmiertelne wypadki w Polsce (w ostatnich 30 latach)
imię i nazwisko
zmarł
Marian Rose (37)
19.04.1970 r.
Benedykt Błaszkiewicz (18)
29.06.1970 r.
Jerzy Bildziukiewicz (22)
29.08.1971 r.
Wiesław Kuźniar (17)
24.06.1972 r.
Marek Czerny (22)
26.09.1972 r.
Zbigniew Malinowski (25)
07.04.1974 r.
Janusz Lament (17)
07.08.1974 r.
Jerzy Białek (20)
11.08.1974 r.
Gerard Stach (22)
13.10.1974 r.
Kazimierz Araszewicz (21)
25.07.1976 r.
Marcin Rożak (23)
08.06.1977 r.
Jerzy Kowalski (34)
21.08.1978 r.
Henryk Drozdek (19)
27.09.1978 r.
Ryszard Chrupek (24)
06.05.1979 r.
Jerzy Suffner (21)
07.09.1979 r.
Bogdan Spławski (17)
05.09.1981 r.
Grzegorz Smoliński (20)
21.04.1987 r.
Wiesław Pawlak (28)
13.08.1987 r.
Grzegorz Kowszewicz (17)
03.09.1992 r.
Andrzej Zarzecki (22)
24.03.1993 r.
Artur Pawlak (21)
21.06.1993 r.
Rif Saitgariejew (33)
18.06.1996 r.
Jacek Maraszek (17)
11.05.1998 r.

Biblografia: "Bravo Sport" nr 23, 3-16 listopada 1999 r., artykuł "Czarna Śmierć".

 


zabójca /zabojca@buziaczek.pl/