| O mnie samym...
Cześć, mam na imię Mariusz. ;) Uczę się w jednym z wrocławskich gimnazjum. Niski poziom, ale co tam. Od biedy może być. ;) Ważne, że mam czerwony pasek. ;P Interesuję się informatyką, grami komputerowymi, programowaniem, sportem, filmami, książkami fantastycznymi i muzyką. Poza tym lubię myśleć, co w dzisiejszych czasach jest prawie że ewenementem. Mimo to nie jestem typem mola książkowego czy kujona (średnia ''tylko'' 4,8 :>). Już bliżej mi do filozofa, zastanawiającego się nad takimi kwestiami jak np. cel pisania tego tekstu. :D Często lubię sobie pożartować albo trochę podokuczać innym. :P Ci którzy mnie znają, wiedzą o co chodzi. ;) Komputery, jak już wspomniałem, to moja pasja. Może nie jestem zapaleńcem, siedzącym po 10 godzin dziennie, ale staram się być na bieżąco z informatyką. Moim marzeniem jest kiedyś założenie własnej firmy zajmującej się software'm. :) Może kiedyś się uda... Póki co zbieram doświadczenie jako naczelny kącika sportowego w ActionMagu. Moje teksty także można zobaczyć w kąciku o filmie, Sportcenter i w wielu innych miejscach. Omieszkam też zauważyć, iż udzielam się na forum. :) Jako wódz ;) AM Sportu muszę mieć dość spore pojęcie w tej tematyce. Szukanie informacji, codzienne przeglądanie prasy i newsów internetowych zabiera mi ładny kawałek czasu. I choć lubię pracować w AM to niejednokrotnie bywało ciężko. Zwłaszcza kiedy dostaję artykuły zaraz przed upłynięciem deadline'a. Grrr... ;) W prawdziwym świecie też nie mogę narzekać na brak emocji. Ostatnim czasem zatrudniłem się w szkolnej gazetce szkolnej, jak to mówił mój nauczyciel od j. polskiego, będąc jej jedyną nadzieją. ;P W końcu się okazało, że wcale nie było tak źle. Tu muszę pochwalić moich kolegów z klasy, bo to my wszystko ciągniemy! Oprócz kółka dziennikarskiego uczęszczam na dodatkowe z piłki nożnej. I choć kariery już nie zrobię to i tak mogę powiedzieć, że jestem najlepszym napastnikiem na moim osiedlu. ;> Czasem sobie wyobrażam, że jestem Davidem Trezeguet czy Filippo Inzaghim. :)
Pewnie chcecie wiedzieć skąd wzięła się ksywka Ti-mon? Odpowiem, że... z przypadku. Kiedyś, dawno temu szukałem wesołego i ciekawego nika. Ponieważ wówczas byłem zapalonym fanem Gwiezdnych Wojen chciałem mieć ksywkę podobną do Obi-Wana Kenobiego. ;) W końcu wpadłem na Ti-mon. Raz że fajna to jeszcze z mojej ulubionej kreskówki. :] I tak już zostało... A dziś okrrropnie narzekam na ten nik, bo jakiś taki... sami wiecie jaki. ;)
Ti-mon
|