|
Przemysław Saleta
Skąd pochodzisz?
Urodziłem się we Wrocławiu ale przyznaję się do Bystrzycy Kłodzkiej bo tam skończyłem podstawówkę i ogólniak. Gdy wyprowadziłem się do Warszawy, z Bystrzycy wyprowadzili się także moi rodzice – do Strzelina. O wyborze miasta, gdzie chciałem studiować zadecydował fakt, że Warszawa miała wtedy najsilniejszy klub kick-boxingu – SKK Politechnika Warszawska. Chociaż naturalnym miastem do studiowania był dla mnie Wrocław jako najbliższe duże miasto.
Kiedy zacząłeś interesować się kick-boxingiem i kiedy rozpocząłeś treningi?
Sportami walki zacząłem interesować się w 1984-85 roku pod wpływem filmu Wejście Smoka tak jak wielu moich rówieśników. Było wtedy zresztą sporo artykułów o sportach walki np. w świętej pamięci Razem itd. Bystrzyca jest uroczą, małą miejscowością ale nie ma tam możliwości uprawiania sportów walki. W Bystrzycy zrobiliśmy z kolegą własną siłownię gdzie ćwiczyłem, także biegałem ale właściwe treningi zacząłem dopiero na studiach.
Czy na SGPiSie (teraz SGH), gdzie studiowałeś, byłeś traktowany specjalnie jako sportowiec?
Na pierwszym i drugim roku studiów studiowałem tak jak inni. Indywidualny tok studiów rozpocząłem w połowie trzeciego roku, gdy zostałem mistrzem Europy w 1988 roku.
Gdzie trenowałeś?
Zacząłem treningi w Studenckim Klubie Karate Politechnika Warszawska, chociaż treningi mieliśmy w sali gimnastycznej sali liceum PAX-u przy Alejach Niepodległości.
W jakiej kategorii wagowej walczyłeś?
Walczyłem w kategorii superciężkiej. Miałem kiedyś 16 lat, miałem 186 cm wzrostu i ważyłem 62 kilogramy. Zawsze jednak imponowała mi kategoria najcięższa, dlatego zacząłem trenować kulturystykę, Gdy kończyłem ogólniak już ważyłem 86 kilogramów. Robiłem wagę w dużej mierze na siłę jedząc, uprawiając kulturystykę i startowałem w kategorii +91 kg ważąc 92-94 kilogramy.
Byłem dwukrotnie mistrzem Europy w federacji amatorskiej WACO, raz w kategorii superciężkiej, raz w ciężkiej. W kategorii superciężkiej zdobyłem w 1990 mistrzostwo federacji zawodowej ISKA, a w 1991 także kategorii ciężkiej (ok. 86 kg). W superciężkiej mistrzem był wtedy Denis Alexio, który był wtedy za drogi żeby ściągnąć go do Polski. Walczyłem odtąd w kategorii ciężkiej, trochę musiałem robić wagę.
Czy przejście na boks było spowodowane większymi pieniędzmi w boksie?
Nie, po pierwsze dlatego że sport traktowałem jako przygodę, a po drugie że wtedy były większe pieniądze w kick-boxingu. Miałem dużo szczęścia jeżeli chodzi o czas bo gwiazda kick-boxingu Marek Piotrowski wyjechał do Stanów i była wtedy mniejsza konkurencja o prawa telewizyjne. Zresztą były wtedy inne czasy na rynku telewizyjnym, telewizji trzeba było oddać 25% dochodów z reklam za to że pokazywała zawody. Właśnie dlatego że były tylko dwa kanały to procentowo dużo ludzi oglądało i interesowało się tą dyscypliną, mieliśmy także dużo sukcesów. Wielu ludzi zaczęło też zarabiać duże pieniądze, wprawdzie stosunkowo łatwo je też tracili [uśmiech] ale było dosyć łatwo o sponsorów bo ludzie nie bali się pokazywać z pieniędzmi. Pamiętam, że przez jeden rok zarobiłem około 60 tysięcy dolarów przez rok jako kick-boxer, czyli więcej niż przez długie lata w boksie i to przy niższych kosztach.
Siłą rzeczy sparowałem z bokserami gdyż nie było łatwo o sparing partnerów z kicka. W 1990 roku wystartowałem w lidze bokserskiej w barwach warszawskiej Gwardii namówiony przez działaczy. Uratowałem nawet raz Gwardię od spadku do niższej ligi. Walczyliśmy z Walką Zabrze i mój toczony jako ostatni zwycięski pojedynek z Pyrą (wicemistrzem Polski) w wadze ciężkiej zapewnił Gwardii korzystny wynik zapewniający utrzymanie w ekstraklasie bokserskiej.
Potem nawet myślałem o tym żeby wystartować w Mistrzostwach Europy w Goeteborgu w 1991 roku. Ale zawsze ceniłem sobie niezależność, chciałem startować na swoich warunkach, ze swoimi trenerami – z Dendrysem i Palaczem – działacze PZB oczywiście się na to nie zgodzili. Naturalną drogą było zatem zawodowstwo, do którego byłem zresztą lepiej przygotowany gdyż zawsze byłem długodystansowcem, nie miałem problemu z kondycją a pierwsze dwie rundy miałem wolniejsze.
Przez promotora kick-boxingu z Niemiec Michaela Deubnera trafiłem do legendarnego trenera Angelo Dundee na około 7 tygodni, oczywiście na własny koszt.
Czy ćwiczyłeś w słynnym Fifth Street Gym gdzie ćwiczył m.in. Muhammad Ali?
Niestety budynek został zburzony rok wcześniej i w tym miejscu zbudowano parking. Stoczyłem pierwszą walkę zawodową [red. - wygrana przez KO 1 ze Stevem Paolilli], wróciłem do Polski, zdobyłem kolejny tytuł w kick-boxingu, a także stoczyłem pierwszą walkę zawodową na Gwardii w Warszawie 13 października. [red. - wygrana przez TKO 8 ze Ianem Bullochem] Była to pierwsza impreza boksu zawodowego w powojennej historii Polski. Wróciłem do USA namówiony przez poznanego wcześniej na Florydzie promotora robiącego większość interesów w Szwecji – Gary’ego Trevetta. Gary złożył mi propozycję współpracy i chociaż pieniądze były znacznie mniejsze ale zdecydowałem się bo było to przygoda i możliwość poznania nowego kraju, kultury, języka itd.
Nie znałeś wcześniej języka angielskiego?
Znałem bardzo dobrze niemiecki, moja matka jest germanistką więc uczyłem się niemieckiego także w domu. Angielskiego z kolei uczyłem się tylko eksternistycznie w szkole ale znajomość języka ze szkoły a realna znajomość to dwie różne sprawy. Ale ja nie mam kompleksów z mówieniem więc jakoś poszło.
Co najmilej wspominasz z pobytu w USA?
W ciągu tych czterech lat 3-4 razy w ciągu roku przyjeżdżałem do Polski. Teraz z kolei staram się odwiedzać Stany i Florydę kilka razy w roku bo czuję się tam zadomowiony. Bardzo mile wspominam tamtejszy klimat i bezstresowość to znaczy, że Stany są krajem pomyślanym dla ludzi - jeśli coś załatwia się w dany sposób dzisiaj to tak to też będzie wyglądało jutro.
Jakie cele zawodowe stawiałeś sobie wyjeżdżając do USA?
Boksowałem wtedy w kategorii półciężkiej. Myślałem, że będę mistrzem świata po pół roku [uśmiech]. Nie znałem realiów boksu zawodowego i później nastąpił kubeł zimnej wody. Przeprowadziłem się w styczniu, jedną walkę wygrałem ale przegrałem następną w Chicago z gościem, z którym nie powinienem był przegrać. Zadałem sobie pytanie co dalej? Mój promotor także zaczął mnie tak prowadzić, żeby szybko dowiedzieć się w tę czy we wtę. W siódmej walce zdobyłem mistrzostwo Florydy. Rzadko się zdarza, żeby bokserzy na tak wczesnym etapie kariery walczyli dwunastorundowe walki, może z wyjątkiem tajbokserów, i tak już poszło.
Mówiąc szczerze jak patrzę na rekord to pieniądze otrzymałem za walkę z Bullochem, sto milionów [starych] złotych czyli spore pieniądze jak na owe czasy. Natomiast następną walkę za pieniądze stoczyłem za dwa tysiące dolarów z Davidem McCluskym. Później walczył po trzy tysiące dolarów wg kontraktu z Film Netem. Poza tym menedżer płacił tysiąc dolarów miesięcznie, opłacał samochód i mieszkanie. Zarobiłem zatem trzy razy mniej przez trzy lata w boksie niż przez ostatni rok w kick-boxingu. Promotor i ja liczyliśmy na większe pieniądze z telewizji polskiej, których oczywiście nie było aż do kontraktu z Film Netem. Film Net wprawdzie nie był jeszcze obecny w Polsce ale szykował się do wejście i starał się już budować markę. W 1994 roku przegrałem walkę z McClaine’m Był to okres kiedy zacząłem się bardzo męczyć z wagą i w końcu od połowy 1995 roku przeszedłem do wagi ciężkiej. Z perspektywy czasu wiem, że do wagi ciężkiej się dorasta i np. na walkę z Mavroviciem zdecydowałem się za wcześnie. Boksując w wadze cruiserweight miałem na celu mistrzostwo świata natomiast w wadze ciężkiej zdawałem sobie sprawę, że szczytem moich możliwości może być mistrzostwo Europy. Szkoda że podniesiono limit kategorii cruiserweight dopiero tydzień temu [śmiech].
Czy boksując w Niemczech miałeś już innego promotora?
Nie, Trevett współpracował z Cedrickiem Kushner a ten z kolei z Wilfriedem Sauerlandem, który był promotorem Mavrovicia. W walce z Mavroviciem odniosłem kontuzję prawego barku i miałem pół roku przerwy. Później z kolei czekałem na zakończenie kontraktu z Trevettem żeby móc zacząć boksować w Europie. Chciałem być niezależny więc nie szukałem promotora w Polsce ale starałem się skontaktować z którymś z promotorów europejskich. Podpisałem ostatecznie kontrakt z Universum w lutym 1997 roku i z nimi współpracowałem do roku 2000. Walki Michalczewskiego i moje były transmitowane przez Canal+.
Potem weszła Wizja, z którą współpracował Krzysztof Zbarski. Nie dogadałem się z Canal+ w sprawie kontynuacji prowadzonego przeze mnie programu bokserskiego gdy zaczęli redukować fundusze na produkcję polską i w związku z tym przeszedłem do Wizji. Wizja była wtedy jeszcze na etapie przeinwestowania [śmiech]. Nie było między nami kontraktu promotor-zawodnik tylko po prostu współpracowaliśmy przez dwie walki. Drugą z nich – z Westgeestem – przegrałem... i tyle.
Po przegranej z Westgeestem spadłem z rankingu europejskiego, osiągnięcie tytułu mistrza Europy odsunęło się więc zacząłem się zastanawiać czy znajdę w sobie motywację. Przez pół roku trenowałem triathlon aż do momentu kiedy padła konkretna propozycja walki z Gołotą. Podpisaliśmy kontrakt na walkę we wrześniu 2000 roku. Już od lipca trenowałem do tej walki. Trzy tygodnie przed terminem walka została odwołana ze względu na walkę z Tysonem. Ponieważ byłem w formie, ponownie połknąłem bakcyla boksu więc chciałem sobie zaboksować.
Można powiedzieć że do boksu wróciłeś dzięki Gołocie?
Tak, dzięki Gołocie zostałem mistrzem Europy! [śmiech] W międzyczasie pojawił się Andrzej Wasilewski, który zaproponował bycie wspólnikiem w nowym przedsięwzięciu Knockout Promotion. Miał wtedy jednego zawodnika – Rudego [Krzysztofa Włodarczyka]. Było trzech udziałowców – Maciej Łukasiński, on i ja. No i tak się zaczęło.
Boksowałem w Polsce w ramach imprez, które robiliśmy. W tym czasie mistrzem Europy był Witalij Kliczko. Pomijając trudność w pokonaniu go na ringu...
Ale pokonałeś go jako kick-boxer?
W kick-boxingu w 1991 roku- tak. 10 lat później Kliczko miał kontuzję barku po walce z Byrdem, w ciągu roku stoczył tylko jedną walkę z Hoffmannem i przez prawie rok blokował tytuł. Oczywiście toczone przeze mnie w tym czasie walki w Polsce był toczone za darmo. Pal licho finanse, ale wymagało to sporego zaangażowania czasu. W związku z tym wszystkim zaplanowałem odejście z boksu. Moja walka z Draskoviciem na Torwarze miała być ostatnią walką pożegnalną. Po walce zrobiłem sobie operację przegrody nosowej i miałem już nie boksować.
Jednak trzy miesiące później Kliczko zrezygnował z tytułu i o tytuł walczyli Krasnici i Monse. Stwierdziłem że obaj są w moim zasięgu, a że po wygranej z Draskoviciem byłem w pierwszej dziesiątce rankingu więc zadzwoniłem do matchmakera Universum i powiedziałem, że jestem gotów do walki o ten tytuł. Ponieważ współpracowaliśmy wcześniej razem więc wiedzieli że nie wiążą mnie żadne kontrakty promotorskie oraz że raczej dogadamy się co do pieniędzy, nie ma żadnego ciśnienia – i tak poszło. Pierwszy termin był wyznaczony na początek maja ale ponieważ dwa tygodnie wcześniej złapałem kontuzję łuku brwiowego na sparingu poprosiłem o przesunięcie terminu walki o miesiąc. Odpowiedzieli, że nie mogą przesunąć o miesiąc gdyż w tym czasie zbankrutował koncern Kircha i walka musi być przesunięta aż na jesień.
Zaplanowałem sobie zatem wakacje, miałem wyjeżdżać a tymczasem zadzwonili pod koniec czerwca, że 20 lipca mogę walczyć. Oferta była typu bierzesz lub nie, dalsza zmiana terminu nie wchodziła w grę. Miałem cztery tygodnie na przygotowanie. Była to dla mnie ogromna szansa, byłem bardzo zmotywowany.
A co się stało w walce z Samil Samem, co zrobiłbyś inaczej?
Wygrywałem tę walkę więc starałbym się robić to samo ale na jedną rzecz bym uważał bardziej. Samil Sam dobrze wykorzystuje masę ciała, wpycha się na ciebie, wytrąca cię z równowagi i w tym momencie zadaje prawego cepa, kiedy człowiek jest bezbronny i nie może nic ze sobą zrobić.
Żałuję w tej konkretnej walce że sędzia przerwał walkę bo w EBU nie ma zasady trzech nokdaunów. Nie miałbym pretensji gdyby przerwał walkę po drugim nokdaunie bo wyglądało to gorzej niż akcja, po której przerwał walkę. Osobiście uważam, że w następnej rundzie Samil Sam czułby się gorzej ode mnie bo kondycją specjalnie nie grzeszył. Po prostu w tej konkretnej rundzie dał z siebie wszystko bo wiedział że to jest jego ostatnia szansa.
Uważam, że w walce o tytuł zawodnik ma prawo być znokautowany. Zawsze można boksować tak bezpiecznie żeby nie zrobić sobie krzywdy ale też się nie wygra. Jeżeli mam nie ryzykować to wolę nie boksować. Jeżeli chodzi o walkę z Krasnicim to zadecydował jeden cios ale też stan umysłu. Miałem za dużo spraw na głowie, uruchomienie klubu [Saleta Fight Club], przepychanki dotyczące pieniędzy i terminu walki.
Dalej byłeś sam swoim menedżerem?
Tak. Nie byłem też za bardzo zmotywowany bo nigdy nie boksowałem dla pieniędzy, pieniądze nie były główną motywacją. Motywacją dla mnie byłaby druga walka z Samil Samem, a nie z Krasnicim. Pierwotnie miała to być zresztą walka właśnie z Samile Samem ale później oni [red. Universum] stwierdzili, że najpierw muszę wygrać z Krasnicim i jeśli wygra z nim to dostanę walkę z Samil Samem. To po prostu nie było dla mnie to samo. Ale to jest boks.
Dzięki boksowi byłeś postacią medialną i mogłeś zarabiać pieniądze gdzie indziej. Czy jednak poprzez bycie gwiazdą w mediach nie rozdrobniłeś swojej kariery bokserskiej to znaczy że miałeś tylko tyle czasu żeby się przygotować do konkretnej walki, a nie starczyło czasu na pracę nad zmianą stylu?
Przez to, że zarabiałem pieniądze gdzie indziej mogłem sobie pozwolić na boksowanie i przez to zostałem mistrzem Europy. Z czterdziestu kilku walk około trzydziestu stoczyłem za darmo, znajdź mi drugiego takiego boksera w Polsce.
Ile zarobiłeś brutto w gażach przez całe życie?
W boksie zarobiłem około 200 tysięcy dolarów, a w kickboxingu mniej więcej połowę tego ale oczywiście wtedy dolar miał większą siłę nabywczą.
Czy zamierzasz jeszcze wystąpić w ringu jako bokser lub kick-boxer?
Szczerze?
Tak
Nie mam sprecyzowanych planów. W boksie oczywiście interesowałaby mnie walka z Gołotą bo szansa na taką walkę w polskim boksie nie zdarzy się przez następne kilkanaście lat. Wygrał czy przegrał, udział w takim przedsięwzięciu jest na pewno dużym przeżyciem. Jeżeli chodzi o kick-boxing - jeśli już to K-1.
No właśnie, wydaje się że w Polsce jest luka na rynku, przynajmniej w sensie głodu publiczności, niekoniecznie na rynku praw telewizyjnych. Jest luka. Marzy mi się turniej K-1 pod wpływem Bothy i Tysona. Gdyby tak zwołać czterech zawodników i zrobić turniej według zasad K-1: Gołota, Najdub z kyokushinkai, ja i ktoś jeszcze walczą jednego wieczora systemem pucharowym - byłby to fajny challenge, fajna zabawa. Do tego oczywiście potrzebne są pieniądze i to niemałe.
Teraz jednak jestem na etapie rozbudowy klubu a wiem z doświadczenia po drugiej walce z Krasnicim, że nie można ciągnąć dwóch rzeczy naraz więc odkładam te plany na później.
Ile teraz ważysz?
115 kilogramów.
A kondycja?
Przyzwoita.
Co się dzieje z polskim rynkiem telewizyjnym? Najpierw przepłacali, teraz płacą tak mało za gale?
Recesja dotknęła wszystkie telewizje na całym świecie. W Polsce nigdy nie doszło do funkcjonowania normalnego rynku praw telewizyjnych. Duże pieniądze na polskim rynku wynikały z inwestycji zewnętrznych i bezpośredniej walki startujących telewizji. Z perspektywy czasu można tylko żałować – gdyby te pieniądze rosły powoli ale systematycznie to byłaby to motywacja dla wszystkich. Tymczasem wielu zaczęło się wydawać że natychmiast przeskoczymy do gali takich jak organizowane przez Don King Production. Jednocześnie za gale trzeba zapłacić kilkadziesiąt tysięcy dolarów żeby miało to jakiś sens natomiast prawa do godziny walk na przyzwoitym poziomie, które wydarzyły się parę tygodni wcześniej kosztują kilka tysięcy dolarów. Dodatkowo w tym przypadku wiadomo ile będą trwały. Jest to jednak myślenie krótkowzroczne bo nie zbuduje się własnego rynku.
Boks zawodowy zawsze był showbiznesem. Kiedy podpisywałem kontrakt jako menedżer z Maurycym Gojko i Romkiem Bugajem w czasach boomu na boks namawiałem telewizje, żeby systematycznie budowały zawodnika, żeby go związać ze sobą. U nas jest to wszystko na hurra.
Z czego to wynika?
Nie wiem, może dlatego że wiele osób dzisiaj ma posady a jutro mogą nie mieć. Stąd wszyscy patrzą przez pryzmat tylko i wyłącznie własnej osoby. Nie ma długoterminowego planowania.
Jaka jest różnica między polskimi promotorami z tego punktu widzenia?
Bardziej jak menedżer niż promotor zachowuje się Andrzej Wasilewski ale to fanatyk boksu, w dużej mierze dlatego że razem z ojcem obijał się po różnych zgrupowaniach. Zastanawiam się czy znam większego fanatyka boksu? Znam – Roberta Krzaka ale to specyficzny przypadek [śmiech] ale ogólnie rzecz biorąc Andrzej to jeden z większych fanatyków boksu.
Którego z polskich ciężkich - Sendrowicz, Binkowski, Sosnowski i Bonin - uważasz za najlepszego?
Sendrowicza nie widziałem, Binkowskiego widziałem jedną walkę, Alberta też już długo nie widziałem. Który z tych czterech by wygrał? Rok temu powiedziałbym że Bonin. Teraz najwięcej luzu ma Binkowski ale w tej walce, którą widziałem, miał problemy z kondycją już pod koniec trzeciej rundy. Albert? Zawsze był dużym talentem fizycznym ale zbyt dużo ma złych nawyków i nie wiem czy odpowiedni charakter. Mnie boks nauczył pokory i cierpliwości natomiast z Albertem ma wrażenie że ma na sobie zbyt duże ciśnienie wynikające z oczekiwań, rekordu i niespecjalnie zmieniło się to po przegranej. Brak kontaktu z rzeczywistością.
Natomiast ostatnie walki Bonina były dużo gorsze. Od walki z Schiesserem coś się stało. Może zbyt duże ciśnienie? Może zdał sobie sprawę że ryzykując ma dużo więcej do stracenia niż do zyskania? Przykład Alberta pokazuje że nie można jechać na frajerach cały czas i myśleć, że w końcu zarobi się jakieś tam pieniądze. Teoria Zbarskiego polegała na tym, że pieniądze zarobi się na wyglądzie Alberta a nie na jego umiejętnościach bokserskich. Tłumaczyłem Krzyśkowi że boks to nie fabryka sera, zawodnik może mieć gorszy dzień, może się zakochać i przegra. Jeśli bawi Cię adrenalina i jest to Twoje hobby to rób to. Jeśli myślisz, że włożysz sto i wyjmiesz sto pięćdziesiąt to można się rozczarować.
Jak wyglądały Twoje doświadczenia menedżerskie?
Oprócz Bugaja i Gojko, z których już zrezygnowałem mam jeszcze na papierze Bonina i Zegana. Nie mam do tego cierpliwości. Mam inne doświadczenia życiowe i też inne cele i gdy dla kogoś szczytem marzeń jest dostawanie dwóch tysięcy dolarów miesięcznie za to że trenuje to mnie to nie bawi, tym bardziej że to ja płacę. Jeśli ktoś nie ma ambicji żeby wygrywać to trudno. Bugaja i Gojko prowadziliśmy wspólnie – Trevett i ja.
Podobno kiedyś Bugaj wygrywał sparingi z Levinem [red. Inny bokser wagi ciężkiej promowany przez Gary’ego Trevetta]?
Gdy podpisaliśmy kontrakt w 1998 roku mieli równe sparingi. Potem miał nową narzeczoną i gdy w 2000 roku pojechaliśmy razem do USA, ja przygotowywałem się wtedy do walki z Gołotą, na sparingach Levin lał go jak psa.
A Gojko? Dla mnie wyjazd do Stanów to była szansa nauczenia się wielu nowych rzeczy a z nim problem był taki, że w Sosnowcu obijał bramkarzy na treningach bo jest szybki i dobry technicznie ale leciał do USA i tam toczył równe sparingi z przeciętnymi bokserami. Gojko nigdy nie boksował za darmo, za część walk zapłaciłem ja. Później walk w Polsce było mało, więc na jego prośbę zwolniłem go z kontraktu. Przeszedł do Roleskiego z rekordem 10-0, następną walkę zremisował, a następne dwie przegrał i błyskawicznie zszedł do roli przeciwnika do wynajęcia. Wracając do Bugaja, miał bonus w kontrakcie za przeprowadzenie się do USA i nauczenie się angielskiego. Nie nauczył się i byłem wobec niego bezsilny.
Czy ruszy coś się w boksie w polskich telewizjach w przyszłym roku?
Coś się rusza ale kolorowo szybko nie będzie, po części ze względu na ograniczenia w sponsoringu ze strony producentów alkoholu itp.
Czy jesteś dalej udziałowcem w Hammer Knockout Promotion?
Wycofałem się chociaż coś tam na papierze ciągle jest. Z boksem zawodowym straciłem czynny kontakt a z Andrzejem Wasilewskim mam kontakty czysto towarzyskie. Więcej frajdy mam z prowadzenia zajęć boksu rekreacyjnego. Ludzie wiedzą czego chcą, do niczego nie trzeba ich zmuszać, nie ma ciśnienia że muszą zrobić jakiś wynik bo to oni płacą mi a nie ja im. Kontrastuje to z relacjami w polskim świecie boksu amatorskiego i zawodowego, które nie są zbyt sympatyczne.
A co sądzisz na temat sporu sądowego o to kto ma prawo organizować gale boksu zawodowego w Polsce?
Szczerze? Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.
Jaki miałeś plan na walkę z Gołotą?
Nie dać się trafić na początku, wszyscy wiedzą że u Gołoty najsłabszym elementem jest głowa. Myślę, że w wyniku całego ciśnienia przed i w trakcie walki w miarę upływu rund rosła by szansa na to że by pękł. Ja nie sądzę, żeby ciśnienie walki było znacznie mniejsze niż w walce z Tysonem. Oczywiście zagrożenie fizyczne jest zupełnie inne ale presja byłaby porównywalna.
W ostatnich wywiadach Gołota powyżywał się na Tobie i wydaje się, że jest całkiem wyluzowany...
Musiałbym to usłyszeć od niego bo jeśli to wywiad jego kolegi Garczarczyka to jestem podejrzliwy czy on rzeczywiście tak powiedział. Przeczytałem kiedyś odpowiedzi Gołoty na dwadzieścia pytań w Playboyu. Umówmy się, Gołota nie powiedział tyle przez całe życie, taka jest prawda. [uśmiech]
Gołota ma dwa apartamenty niedaleko stąd, przyjeżdża niedługo na rozprawę więc może się spotkacie?
[uśmiech]
Twoje zainteresowania poza boksem?
Samochody ale głównie czytam (i to sporo) literatury lekkiej łatwej i przyjemnej czyli głównie książki sensacyjne. Teraz czytam coś Cobena po angielsku.
Najbliższe plany?
Rozbudowuję klub o 250 metrów kwadratowych, w tym o dużą salę do aerobiku. Chciałbym także wykupić klub od dewelopera, który jest właścicielem budynku. Marzy mi się sieć klubów Saleta Fight Club ale mniejszych niż ten i bardziej masowych. Warszawa jest specyficzna, tutaj musi być nowy budynek basen itd. Ale marzy mi się sieć klubów hardkorowych, z atmosferą i bardziej dostępnych cenowo. Oprócz tego chciałbym stworzyć markę Saleta Fight Club dla odzieży hip-hopowej i skejtowskiej.
Kiedy klub wyjdzie na zero?
Myślę, że klub zacznie zarabiać na siebie pod koniec roku.
Kto wygrał w ostatnie walce De La Hoya – Mosley?
Wygrał Mosley ale minimalnie. Natomiast gdy słuchałem komentarza w TVN to nóż mi się w kieszeni otwierał.
Czy planujesz prowadzenie jakiegoś stałego programu bokserskiego w jakiejś stacji telewizyjnej?
Chciałbym. Prawa do walk, także tych starszych, bardzo staniały i myślę że finansowo jest to do zrobienia. Tym bardziej, że nawet w tej chwili boks ma dużą oglądalność niezależnie od tego czy jest to Bonin czy De La Hoya.
Natomiast drugi program, o którym myślę to program nadawany z rozmaitych miejsc na świecie o różnych sportach walki – boks tajski, bjj czy sumo. Rozmawiam w tej chwili na temat tych projektów. Dla mnie te projekty mają sens ale może z punktu widzenia telewizji nie mają, może jest coś o czym nie wiem. Telewizje są oczywiście rozliczane za oglądalność. Jednak wydaje mi się że żadna telewizja nie potrafi podjąć decyzji przynajmniej trzy miesiące wcześniej że bierzemy np. walkę Roy Jones Junior – Antonio Tarver. Kupujemy tę walkę teraz i promujemy ją przez te trzy miesiące. Tego się nie robi i decyzje podejmuje się dwa tygodnie przed walką a później niektórzy się dziwią, że walka miała małą oglądalność. Brakuje koncepcji, a np. FilmNet płacił mi kiedyś za walki już rok przed wejściem do Polski !
Twój ulubiony bokser zawodowy?
Bardzo lubię oglądać Toneya. Cenię jego taki oldschoolowy styl walki, taki sam jak miał Marvin Hagler. Toney jeśli jest zmotywowany jak z Jirovem, Holyfieldem czy kiedyś z Michaelem Nunnem to jest taki no bullshit boxing. Ostatnia walk z Holyfieldem pokazała jak umiejętności potrafią zniwelować brak siły.
Kto z polskich bokserów, Twoim zdaniem, zajdzie najdalej ?
Mówię o sytuacji sprzed około roku gdy miałem większy kontakt z boksem. Najwięcej kluczy do sukcesu ma Włodarczyk. Po pierwsze jest bardzo młody, po drugie ma naturalne poczucie równowagi, po trzecie ma czym uderzyć w jednej i drugiej ręce, po czwarte ma charakter do pracy. Zawodnicy wywodzący się z boksu amatorskiego i mający sukcesy na rynku polskim jak Bonin, Zegan czy Adamek, w pewnym momencie zdają sobie sprawę, że mają więcej do stracenia niż do zyskania. Podejście do zarabiania pieniędzy w boksie amatorskim przechodzi im do boksu zawodowego, taka minimalistyczna mentalność, a prawda jest taka że w boksie zawodowym najlepiej zarabiają najlepsi.
Włodarczyk ma jedną porażkę na koncie więc nie musi się już tak przejmować?
Na pewno zeszło z niego to ciśnienie i pozostaje tylko kwestia nabywania umiejętności.
Czy zmiana trenera z Raubo na Łapina była dobrym ruchem?
Nie potrafię powiedzieć, nie znam trenera. Wydaje mi się jednak że rzadko się sprawdza duet, który pracuje ze sobą przez całą karierę amatorską i zawodową. Ogólnie rzecz biorąc uczenie się różnych szkół boksu bardzo się przydaje. Dzięki temu bokser jest w stanie wypracować styl pasujący do ego umiejętności i warunków fizycznych.
Co myślisz o Tomku Adamku?
Na podstawie tych walk, które widziałem sądzę, że jest zbyt wolno prowadzony. Amatorzy z takim doświadczeniem i sukcesami amatorskimi nie powinni być tak rozleniwiani. Na tym etapie zawodnik powinien już zmagać się nie tylko z własną wytrzymałością ale i umiejętnościami przeciwnika.
Czy Michalczewski powinien walczyć o pas WBA, zdobyty ostatnio przez Branco?
To nie jest dla niego żadną motywację ale szczerze mówiąc jestem pewien obaw o najbliższą walkę [red. Wywiad przeprowadzono kilka dni przed walką Michalczewski-Gonzalez]. Darek ma za sobą sporo ciężkich walk i sporo ciężkich imprez i w ostatnich walkach było widać, że to go dogania. Z pomocą idzie mu żelazne zdrowie oraz jeszcze bardziej charakter ale Gonzalez jest trudnym przeciwnikiem. Jest zmotywowany, szybki, lubi się bić – twardy cham. Widziałem jego walkę z Letterlough – podnosi się i walczy dalej.
Natomiast pas WBA jest szansą dla Adamka i powinien spróbować. Adamek jest szybszy i powinien to wykorzystać. Należy jednak pamiętać, że Branco ma znacznie więcej doświadczenie i potrafi to wykorzystać. Sahnoune miał silniejszy cios ale zabrakło mu właśnie doświadczenia.
Dziękuję za wywiad !
|