Kronos
11.05.1993
Beżowy ford zatrzymał się na światłach, wysiadł z niego mężczyzna. Ruch uliczny był niewielki. Pogoda dopisywała, świeciło słońce i wyczuć w powietrzu można było przyjemny zapach wiosny. Wśród bloków na placu zabaw przekrzykiwały się dzieci. Co prawda "kompleks bawialny" nie był wyposażony w najlepsze sprzęty służące rozrywce jednak dziecięca wyobraźnia potrafi zamienić szarą rzeczywistość w kolorowy świat z marzeń. To rozlegały się wystrzały kowbojskich rewolwerów, to znów panowała cisza - ponieważ złodzieje zakradali się po skarby, odbywano kolejne próby lotów w przestrzeń kosmiczną, nawiązywano kontakty z innymi rasami. W piaskownicy znajdował się teren odległej planety - obcej nieprzyjaznej. Dzielni kosmonauci rozpoczynali eksplorację.
- Baza - zauwasyłem kosmituf - wyseplenił brzdąc. Ide to sprafdzić. - po wykonaniu kilku kroków chłopiec w teatralnym geście objął głowę i upadł. - Zaatakowali! Pomocy!! - Dwóch innych astronautów zaczęło rzucać pisakiem na lewo i prawo, co miało imitować wybuchy. Figurki żołnierzyków symbolizujące obcych zostały zasypane pod zwałami piachu. Ranny powstał i zaczął przeszukiwać teren. Byli tak pochłonięci zabawą, że nie zauważyli, iż przygląda im się jakiś obcy, postawnie zbudowany facet. Był krótko przystrzyżony "na jeża".
- Kim chcecie być jak będziecie duzi? - niby pytanie zostało skierowane do wszystkich chłopców, jednak w rzeczywistości mężczyźnie zależało na odpowiedzi tylko jednego z nich.
- Mama mówiła, żeby nie rozmawiać z obcymi. Proszę sobie iść.
- Kosmonautą zostanę! - wykrzyknął "ranny" zwiadowca.
Te słowa spowodowały, że mężczyzna posmutniał na twarzy. Westchnął głęboko i powiedział:
- To wielka odpowiedzialność, pamiętaj o tym. Nie podejmuj decyzji zbyt pochopnie. Nie mogę ingerować w swoje życie. Zapamiętaj, wszystko jest zdeterminowane przez przeszłość. Przyszłość nie może wywierać wpływu na teraźniejszość. Zataczam koła. Ja mogę to dziś przerwać... - mówi bardziej do samego siebie niż do słuchających go pozostałych chłopców.
30.11.2017
Pamiętam filmy fantastyczne. Dożyłem lat w nich przedstawianych. Jedynie daty mają coś wspólnego z fabułą tamtych produkcji. Żyję oto w roku 2017 - nie do pomyślenia. Miał to być początek przemian i rewolucji w dziedzinie techniki, a tu nic z tego nie wyszło. Serwowane nam obrazy były tylko dziecięcymi marzeniami reżyserów, którzy naprawdę tak do końca nie wydorośleli. Gdy byłem dzieckiem miałem sny, które udało mi się spełnić - choć nie do końca. Praca w NASA nie jest wcale taka fascynująca, jakby mogło się wydawać postronnej osobie. Samo dostanie się tutaj i zadomowienie na dobre kosztowało mnie sporo wysiłku zarówno psychicznego, jak i fizycznego. Moja robota wcale taka ciekawa nie jest. Dzieciaki przedstawiają sobie astronautę jako beztroskiego chłopa nie mającego żadnych problemów. W ich myślach dorównuje mitycznym herosom. Jest niemal doskonały. Nawet dorośli kojarzą ludzi po moim fachu jako speców od podróży w przestrzeń kosmiczną. Oto jest dowód na to, jak wielki wpływ na opinie przeciętnego człowieka wywierają doniesienia prasowe, filmy fabularne, książki. Niegdyś również myślałem tak, jak większość. Teraz widzę, że to nie tylko odliczania do startu i powroty na Ziemię. Te głuche dni spędzone w próżni w tym samym skafandrze. Syntetyczne jedzenie. Nawet na planecie nie mogę jeść tyle ile chcę i tego co chcę. Tak - dieta musi być zachowana. W końcu moja praca jest wymagająca, ale czasem naprawdę warto. Widok Marsa może wynagrodzić najdłuższe trudy przygotowań do lotu. Piękna "Czerwona Planeta". Niegdyś planowano wylądowanie na tym ciele niebieskim, teraz zaniechano tych prób po nieudanym locie Pathfindera 5. Zginął znakomity człowiek. Ciekawe tylko, na jaki okres czasu zaprzestano tych lotów. Jeden z bardziej uznanych naukowców pracujących w organizacji kilka lat temu wynalazł nowy rodzaj silnika. Pozwolił on na eksplorację całego naszego układu słonecznego. W końcu wyjaśniło się, ile planet towarzyszy Ziemi w wędrówce wokół Słońca. Za Plutonem, który faktycznie dzieli się na dwie planety są jeszcze trzy niewielkie ciała niebieskie, których rozmiary pozwalają na zakwalifikowanie ich jako planety. Podróż z Ziemi do Plutona trwa około 3 miesięcy, dawniej było nie do pomyślenia, żeby odbyć lot załogowy na kraniec układu. Wadą silnika jest krótki zasięg. Zasilany jest ciekłym wodorem, ma wielkie spalanie i niemożliwością jest podróż dłuższa niż ta w naszym Układzie.
Mrzonki o kosmitach również porzucono jakiś czas temu, zresztą nikt z szanujących się ludzi nie podchodził do tej sprawy na poważnie. Niegdyś wiek XX nazwano Erą Kosmosu - razem z tamtymi latami minęła fascynacja Wszechświatem. Nauka skupiła się na bardziej przyziemnych sprawach. Akcja Seti została zaniechana - nie odebrano żadnych sygnałów od innych cywilizacji. Większość wsparcia finansowego została odebrana naszej organizacji, jednak jakoś udaje nam się odnosić sukcesy. Profesor Whitenberg pracuje aktualnie nad jeszcze lepszym modelem napędu kosmicznego. Cała sprawa jest okryta mgiełką tajemnicy i choć jestem dobrym znajomym profesora, to nic nie wiem na ten temat. Projekt nosi nazwę "Kronos". Nieoficjalnie wiadomo, że może on wywołać niemałe wzburzenie w światku naukowym. Każda nowość powoduje zaciekawienie wśród ludzi pasjonujących się dziedziną z tego zakresu.
Na naukę pilotowania statków poświęciłem trzy długie lata. Spędzałem doby w symulatorach, jednak jak później nieraz się przekonałem, warto było. Nad rozgłosem na temat osoby wylatującej w podróż pracuje cały sztab pracowników, jednak o nich przeważnie się zapomina, zresztą o głównej postaci po kilku dniach też ginie pamięć wraz z gazetami palonymi w piecach - po czasopiśmie pozostanie tylko kupka popiołu; zupełnie tak samo, jak w Biblii: "Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz."
23.04.2018
Starszy pilot Wolf siedział na plastikowym krześle na stołówce Instytutu ds. Napędów Kosmicznych. Popijał kawę - była taka, jaką lubił: zimna, przecukrowana i z dużą ilością mleka. Bębnił palcami o blat stolika. Poza nim nie było tu nikogo. Pora obiadowa jeszcze się nie rozpoczęła. Wstał i udał się do swojego gabinetu, by kontynuować pracę.
Po dojściu do biura zasiadł w skórzanym fotelu i położył przed sobą na biurku stertę wykresów i obliczeń. Wziął do ręki długopis i począł pisać. Po chwili zapadł w półsen.
"Czas niemiłosiernie mi się dłuży na rozwiązywaniu niezliczonych zadań z symulacji lotów. Na loty w przestrzeń nie ma funduszy. Nawet Whitenberg musiał przerwać swoje prace kilka tygodni temu. Smuci mnie, że rząd nie przykłada dużej wagi do naszej dziedziny nauki. Dawniej energia atomowa była uważana za przyszłość - jednak czas pokazał, że najlepsze są stare poczciwe sposoby produkcji prądu. Wyścig zbrojeń nadal trwa, choć oficjalnie Zimna Wojna skończyła się już lata temu; jednak mocarstwa nadal tylko czekają na potknięcie przeciwnika. Te wojskowe imbecyle nadal zakochane są w bombach atomowych. Są państwa, których przywódcy niemal śpią na "atomówkach". Samo przez się jest to głupie: posiadanie tak wielkiej ilości bomb, która starczyłaby do wysadzenia kilkunastu planet jednocześnie. Co ma być, to będzie i obawy nic tu nie pomogą. Głupcy z nich i tyle. Dziś rozbił się na Pacyfiku jakiś statek eksperymentalny. Podobno to od Ruskich, ale nie można nic zidentyfikować... A Ruski się nie przyznają. Kiedyś, jak byłem dzieckiem miałem sen, że lecę statkiem eksperymentalnym... "
- Witam pana! - powiedział zupełnie łysy mężczyzna w białym uniformie.
- Witam, witam... - odpowiedział wyrwany z zamyślenia Wolf.
- Cóż sprowadza tak znakomitego profesora jak Whitenberg w moje skromne progi?
- Daruj sobie uprzejmości, stary. Mam do ciebie sprawę... Wiesz, że jakiś czas temu odebrali mi środki na badania. To tylko plotka, chciałem żeby o tym ucichło, żeby pracować w spokoju. Prawda, obcięto mi fundusze, ale nie całkiem. Dziś nad ranem po serii kolejnych prób doszedłem wreszcie do tego, czego szukałem. Silnik jest prawie na ukończeniu... Zarządziłem zamontowanie go do Atlantis 4... nie ma jednak żadnego pilota oblatywacza, który by chciał wystartować...
- Aha, i pomyślałeś o mnie? Zaraz, zaraz, i pewnie myślisz, że się zgodzę, bo nie mam nic do stracenia? Nie mam rodziny, z nikim nie jestem związany na stałe i takie tam bzdety?
- No, może troszkę to zbyt opatrznie zrozumiałeś, jednak liczę na ciebie, Wolf.
- A czy jest to bezpieczne? Czy ten cały silnik nie eksploduje, czy wrócę na Ziemię?
- Twoja misja to tylko wzlecieć na orbitę i... osiągnąć prędkość dwa razy większą od prędkości światła. Jak wiesz, powrót z orbity nie jest czymś ciężkim, w szczególności dla kogoś takiego jak ty... - profesor wjechał na ambicję pilota.
- Hmmm... a gdzie tkwi kruczek?
- No cóż, nie wiem, jakie będą konsekwencje wynikające z przekroczenia prędkości światła. Może troszkę to zaszkodzić komputerowi pokładowemu. Jesteś ze mną? - zapytał naukowiec z nadzieją w oczach.
- Nie.
29.04.2018
Rozmyślałem nad historią pierwszego lądowania na Kallisto, jednym z księżyców Jowisza. Historia lubi się powtarzać. Zaskakujące, wnuk Tego Armstronga, który stanął na ziemskim satelicie, jako pierwszy postawił stopę na niezbadanym terenie. 2009 - 50 rocznica lądowania na Księżycu ziemskim, data lądowania na Kallisto. O nim będą pamiętać przez dłuższy czas. Czterdziestka coraz bliżej... może powinienem zostawić po sobie jakiś ślad dla potomności? W sumie mawiało się kiedyś, że do odważnych świat należy, choć w moim mniemaniu to powiedzenie powinno się odnosić do głupców. Zgodzę się na propozycję profesora. Jestem głupcem... ale świat do mnie nie należy.
- Zatem poszedłeś po rozum do głowy? - zapytał Whitenberg, unosząc głowę znad sterty papierów.
- Wręcz przeciwnie... ale zgoda, polecę tym statkiem... - powiedział bez pewności siebie Wolf.
13.05.2018
Trzynasty to nie najszczęśliwszy dzień na wiekopomne dokonania, ale co ja na to poradzę. Dziś albo nigdy... Jeśli zginę, nikt oprócz pracowników instytutu się nie dowie; jeśli odniosę sukces, próbę ponowimy przed kamerami telewizji. Nie możemy sobie pozwolić na niepowodzenia oglądane oczami milionów ludzi.
Wolf zapiął pasy, sprawdził kontrolki i przez dłuższą chwilę spojrzał na wskaźnik prędkości. Przeważnie jego skala była wyrysowana do prędkości światła, a tu było inaczej. Dziwił go również komputer pokładowy, był troszkę inny niż zawsze, ale nieznacznie tylko różnił się od standardowego urządzenia pokładowego. Różnica tkwiła w tym, że był połączony ściśle z licznikiem prędkości. Trochę go to dziwiło, bo zazwyczaj układ napędowy był regulowany osobnym komputerem, ale wziął to za jakąś nowinkę techniczną. Jego zadaniem było rozbujać tą brykę do jak największej prędkości, a nie zastanawianie się nad jej budową.
- Wolf, startujemy, jak tylko załadunek paliwa się skończy i sprawdzimy wszystkie obwody, to jest za jakieś 30 minut. - w słuchawce odezwał się głos kontrolera lotów.
- Przyjąłem.
Pilot rozsiadł się wygodnie w fotelu, o ile to było tylko możliwe w tym małym, zbudowanym z superlekkiego i wytrzymałego włókna węglowego ze stopem aluminium i molibdenu. Kabina była pełna różnych kontrolek i migających światełek we wszystkich kolorach tęczy. Na opanowanie tego wszystkiego musiał poświęcić kawał czasu. Teraz znów czas go zmusił do tego szaleńczego lotu.
- Próba silników, kapitanie, proszę rozgrzać oba silniki - znów zamyślonego Wolfa strofował kontroler.
- Tak jest.
Rozpoczęło się odliczanie. Dziesięć... z wylotów silników buchnął niebieski płomień, dziewięć... powietrze wokół Atlantis 4 zaczęło się szybko rozgrzewać, osiem... zaczął się hałas, siedem... hałas zaczyna docierać do kabiny, sześć... po skroni pilota spływa kropla potu, pięć... na czole uwidacznia się pulsująca tętniczka, cztery... serce przyśpiesza bicia, trzy... hałas potężnieje na sile, dwa... nie słychać własnych myśli, jeden... teraz tylko jestem ja i ten statek, wyczekiwanie, zero... chwila, ułamek sekundy. Z perspektywy obserwatora wahadłowiec z silnikiem, na którym napisane jest Kronos, począł się leniwie wznosić w górę - ku orbicie. Jednak ta prędkość wgniatała pasażera w fotel. Po chwili już był poza atmosferą. Jeden ze zbiorników na konwencjonalne paliwo był pusty, dlatego obejmy przyczepiające go do statku puściły i odleciał on w pustkę nieprzyjaznego kosmosu.
Za kilka chwil przejdzie na napęd oparty jedynie na Kronosie.
- Atlantis 4, słyszysz nas? Odbiór. - Wywoływała baza.
- Słyszę. Czekam na polecenia.
- Gdy będziesz gotowy odpalaj i niech Bóg cię ma w opiece - powiedział profesor.
W kabinie panował względny spokój, nie licząc pomruku aparatury podtrzymującej stałe ciśnienie i stężenie tlenu. Ekran komputera pokładowego był ciemny. Wskaźnik prędkości wskazywał na to, że statek porusza się z tą samą prędkością kątową co Ziemia.
Wolf chciał powiedzieć coś w stylu: "To zaledwie mały krok dla człowieka[...]", ale nie potrafił wymyślić nic oryginalnego, więc bąknął pod nosem do siebie: "Głupi jesteś, Wolf, a na dodatek dobrze o tym wiesz...". Sprawdził naciąg pasów bezpieczeństwa, zlustrował kontrolki i zmówił w duszy modlitwę. Przeżegnał się i powiedział do mikrofonu:
- No to gaz do dechy...
Łączność z bazą została zakłócona w momencie, w którym zaczął rozgrzewać silnik. Na początku nic się nie działo, potem powoli zaczął przyśpieszać, miało się wrażenie, że to otoczenie zaczyna się poruszać - zupełnie jak podczas ruszania pociągu. Po przeleceniu kilku kilometrów Atlantis się zatrzymał. Pilotem szarpnęło i gdyby nie pasy, wylądowałby z głową w szybie. Spojrzał na wskaźnik prędkości, którego wskazówka uparcie stała się w jednym miejscu oznaczonym jako "2C"(C - prędkość światła). Łączności z bazą nadal nie było. Co dziwniejsze, statek stał w miejscu. Po kilku minutach wskaźnik opadł do pozycji zero. Zasilanie się straciło. Zapanowała ciemność. Tylko ekran komputera promieniał słabym blaskiem. Przez Okno wpadała łuna światła odbijanego przez Ziemię.
- Baza, baza, tu Atlantis 4. Proszę o pozwolenie na lądowanie - na jego prośbę odpowiedziała cisza, którą zaraz przerwało ożywanie na nowo statku. Zasilanie powróciło. Lampki i diody zaczęły wściekle migotać. Wolf nie czekając na pozwolenie. Odczepił Kronosa i załączył stary dobry silnik wodorowy. Podczas wchodzenia w atmosferę powłoka statku zaczęła się palić. O normalnym lądowaniu nie było mowy. Musiał wpaść do oceanu. Tam powinni go odnaleźć. Komputer wyświetlił komunikat: "Błąd krytyczny, błędne odczyty danych. Data: 23.04.2018."
Ogromna kula ognia rozjaśniła nocne niebo nad Pacyfikiem. Już prawie doszczętnie spalona powłoka uderzyła o powierzchnię wody pod złym kątem i odbiła się kilka razy, po czym szczątki pomknęły ku przepastnym głębiom.
* * *
"Ciekawe, co to za statek się rozbił na oceanie - rozmyślał Wolf, siedzący przy swoim biurku nad jakimiś wykresami. Z "letargu" wyrwał go profesor Whitenberg:
- Witam pana! - powiedział zupełnie łysy mężczyzna w białym uniformie.
- Witam, witam... - odpowiedział wyrwany z zamyślenia Wolf.
- Cóż sprowadza tak znakomitego profesora jak Whitenberg w moje skromne progi? - Wolf miał wrażenie, że już kiedyś, gdzieś to mówił...
- Daruj sobie uprzejmości, stary. Mam do ciebie sprawę... Wiesz, że jakiś czas temu odebrali mi środki na badania. To tylko plotka, chciałem żeby o tym ucichło, żeby pracować w spokoju. Prawda, obcięto mi fundusze, ale nie całkiem. Dziś nad ranem po serii kolejnych prób doszedłem wreszcie do tego, czego szukałem. Silnik jest prawie na ukończeniu... Zarządziłem zamontowanie go do Atlantis 4... nie ma jednak żadnego pilota oblatywacza, który by chciał wystartować... - znów pilotowi wydawało się, że to już słyszał wcześniej...
- Aha, i pomyślałeś o mnie? Zaraz, zaraz, i pewnie myślisz, że się zgodzę, bo nie mam nic do stracenia? Nie mam rodziny, z nikim nie jestem związany na stałe i takie tam bzdety?
- No, może troszkę to zbyt opatrznie zrozumiałeś, jednak liczę na ciebie, Wolf.
- A czy jest to bezpieczne? Czy ten cały silnik nie eksploduje, czy wrócę na Ziemię? - teraz miał wrażenie, że jego słowa są prorocze.
- Twoja misja to tylko wzlecieć na orbitę i... osiągnąć prędkość dwa razy większą od prędkości światła. Jak wiesz, powrót z orbity nie jest czymś ciężkim, w szczególności dla kogoś takiego jak ty... - profesor wjechał na ambicję pilota.
- Hmmm... a gdzie tkwi kruczek?
- No cóż, nie wiem jakie będą konsekwencje wynikające z przekroczenia prędkości światła. Może troszkę to zaszkodzić komputerowi pokładowemu. Jesteś ze mną? - zapytał naukowiec z nadzieją w oczach.
- Nie. - Wolf i tak dobrze wiedział, że w końcu się zgodzi...
"Odczuwam powtarzalność zdarzeń. Niby nikt jeszcze nie leciał Atlantis 4, ale mi się wydaje, że robię już to po raz n-ty. Wszystko co robię, co się wydarzy potrafię przewidzieć. Dziś wiem, że jutro znów wstanę, będę pić zimną kawę, przyjdzie Whitenberg i nakłoni mnie do udziału w eksperymencie. W tym momencie zasilanie w statku zostało przywrócone. Kolejny cykl miał się zakończyć. Czuł się jak element programu, który się zapętlił. Kolejnym krokiem winno być odczepienie Kronosa... W głowie zrodziła się myśl - trzeba wpłynąć na siebie samego. Trzeba zacząć u podstaw." - Komputer pokładowy pokazał datę: 11.05.1993.
11.05.1993
Dzieciaki z piaskownicy uciekły. Jedynie Wolf został sam na sam z sobą. Powtórzył jeszcze raz:
- To wielka odpowiedzialność, pamiętaj o tym. Nie podejmuj decyzji zbyt pochopnie. Nie mogę ingerować, w swoje życie. Zapamiętaj, wszystko jest zdeterminowane przez przeszłość. Przyszłość nie może wywierać wpływu na teraźniejszość. Zataczam koła. Ja mogę to dziś przerwać... - gdy to wypowiadał poczuł, że znów się "zapętlił", że to już było. Zaczął krzyczeć i wybiegł na ulicę, wprost pod koła samochodu, który go zabił i dał początek nowej pętli.
Royal Gryffin
phantazm@interia.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||