Jeruzalem street
Lipcowa noc, jedna z tych, przy której uświadamiasz sobie, że nawet ciemność ma w sobie coś pięknego. Coś co czyni ten świat ciekawszym i bardziej znośnym. Na niebie migotały tysiące malutkich gwiazd niczym bożonarodzeniowe światełka na choince w chwili rozdawania prezentów. Gruby księżyc zawisł wysoko nad ziemią obserwując z zaciekawieniem młodego mężczyznę idącego szybkim krokiem po chodniku ulicy Jeruzalem. Wracał od swojej dziewczyny. Chciał zaprosić ją do kina na romantyczny film, a później poprosić o rękę. Kochał ją i chciał poślubić, a ona rzuciła go właśnie w tym dniu. W zamkniętej spoconej dłoni ściskał zaręczynowy pierścionek z niewielkim brylantem. Raz gdy przechodzili obok jubilera zobaczyła go przez wystawową szybę. Spodobał się jej i choć był drogi, a on tonął w długach obiecał, że go dla niej kupi. Kupił i co z tego?
Przyśpieszył kroku potykając się przy tym o wystającą płytkę chodnikową. Pochylił głowę by ukryć łzy rozpaczy wypełniające mu oczy. Zaplanował już wszystko od wymarzonego domu po ślub. Chciał mieć dwójkę dzieci, chłopca i dziewczynkę wybrał nawet imiona: Alicja i Dawid. Słona łza spłynęła po czerwonym policzku, a za nią cichutko druga, trzecia... Stanął pod jedną z lamp i spojrzał w górę. Dwie ćmy chaotycznym "pijackim" ruchem bezskutecznie próbowały wśliznąć się do wnętrza klosza. Zamknął oczy i obrócił się wokół własnej osi czując przy tym orzeźwiający podmuch wiatru na twarzy. Ponowił obrót... kręcił się w kółko... tańczył. Tańczył prosząc panią nieszczęścia by zabrała go do siebie. Błagał Boga by pozwolił jej przyjść.
- Zostań mą wybranką - szepnął szaleńczo.
Zimny podmuch nieziemskiego wiatru przeszył go na wylot. Poczuł na policzku dotyk lodowatej ręki. Otworzył oczy po to by ujrzeć ubraną na czarno kobietę, której twarz nienaruszona ręką czasu sprawiała wrażenie odlanej z cementu. Duże oczy koloru mysiego futra całkowicie martwe spoglądały gdzieś daleko za horyzont.
- Jestem - wyszeptała - z trudem składając głoski w wyraz.
Otworzył rękę w której trzymał pierścionek. Zrobiony ze złota radośnie błyskał w świetle lamp. Ujął lodowatą rękę i nałożył go na jej kościsty palec.
- Allle... ja... - zastanowiła się chwilę - ...ja... nie czas...
- Ciii...
- Alle...ja...
Słowa ugrzęzły w jej gardle. Oczy dotychczas całkowicie obojętne zalśniły nieziemskim blaskiem. Położyła rękę na jego szyi, stanęła na palcach i pocałowała w usta. Nieprzyjemne zimno spłynęło po jego żyłach niczym narkotyk. Wargi zmarzły mu do tego stopnia, że prawie ich nie czuł.
- Patrz...
Odwrócił głowę tylko po to by zobaczyć szybę czerwonego forda.
Uderzenie zmiażdżyło mu klatkę piersiową. Czuł jak żebra brutalnie przebijają delikatne płuca. Krew buchnęła z ust i nosa. Ręka śmierci gwałtownie szarpnęła go do tyłu.
Widział jeszcze przez chwilę jak gruby pijany mężczyzna chwiejnym krokiem wyłazi z samochodu. Podszedł do ciała i szybkim ruchem zrzucił je z maski. Grubas postał chwilkę, wsiadł do samochodu i odjechał. Nikt niczego nie widział. To nie była ruchliwa ulica.
Obraz wypadku przysłoniła mgła, która zrobiła się tak gęsta iż nie mógł dostrzec nawet konturów samochodu, który przed chwilą pozbawił go ziemskiego życia. Popatrzył na swoją towarzyszkę i po raz pierwszy ujrzał uśmiech na jej twarzy. Nie tego chciał. Nie tego szukał...NIEEEEEEEE!!!!!!!!!!! Śmierć przysłoniła ręką zapłakane oczy.
Berserker
berserker@xl.wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||