Akademia wojowników światła
Dzisiaj nie. Tym razem inaczej. A więc dobrze: wyjdziemy z domu. W sumie możemy tą samą drogą, co zwykle. A bo to gorsza od innych? Ale nie, podnieś głowę, nie patrz tępo w chodnik. Ej, na tych brudnych ścianach też nic nie zobaczysz. Skup się trochę. Zwolnij, dzisiaj nie zmierzamy tam, gdzie ostatnio. Oto, co masz robić na dzisiejszej lekcji: obserwuj; przemyśl; wyciągnij wnioski.
No więc co widzisz? O, właśnie, teraz mijamy przystanek, dobrze, dobrze. I co? Mhm, rzeczywiście niezbyt czysto. Tak, tym ławeczkom przydałoby się malowanie. Ale co jeszcze? Ech... no dobrze, może inaczej. Kto siedzi na przystanku? Dwie starsze panie, jakiś łysol, grupa nastolatek. Teraz chodźmy dalej... stój! Tamten moment należy do przeszłości. Odwróć głowę i popatrz jeszcze raz. Weźmy te nastolatki. Co robiły? Chichotały, mówisz. Pewnie rozmawiały o chłopakach. Taak, dzisiejsze dziewuchy to jakby wciąż jeszcze małe dziewczynki. Zupełnie niedorosłe. Czytałeś w Action Magu? Co? Wiele młodych kobiet lata tylko za takimi, co posmarują za nie kasą. Wolą rechoczącego głupka w opuszczonych spodniach i gruboskórnego dresa, bo tacy to prawdziwi "macho"... No, może to i prawda. Coś w tym jest. O, autobus właśnie odjechał.
Wracały do domu. Cała czwórka, jak zwykle. Wesoły dzisiaj dzień był. Jarek o mało co nie zniszczyłby Marcie komórki. Zwyzywała go jak mało kogo. No i powiedzcie, dlaczego akurat wtedy musiał tamtędy przechodzić Dyro? Jutro będą musieli przyjść jej rodzice. Ale ona była twarda, kiedy wróciła do klasy to nawet śmiała się z tego. Teraz, gdy szły do domu, wstąpiły do kiosku, kupiły nowy numer "Dziewczyny". Idąc, pochylały się nad bardzo ważnym listem, jaki do redakcji czasopisma napisała niejaka Monika, która miała problem z chłopakiem - zawsze spał w kinie, kiedy chodził z nią na film. W końcu jednak dziewczynom znudziło się to zajęcie i zaczęła się zwykła, codzienna rozmowa.
- Ale Michał to jest najładniejszy!
- No, Jakbym ja miała takiego chłopaka to bym go w życiu nie wypuściła.
- Taa, głupia dupa z tej Anki. Ale fajną fryzurę sobie wczoraj zrobiła, patrzyłaś?
- Pewnie. Ale powiedzcie mi, bo za nic w świecie nie zrozumiem, po co Marek flirtuje z Pauliną?
- Eee tam, dajcie spokój, zobaczycie, że i tak wróci do Marty.
- Ale szkoda, że Marcin umarł. Tak go lubiłam...
- E, on mi się nigdy nie podobał. Wreszcie przestanie mnie zanudzać.
W tym momencie starszy pan, który akurat minął cztery koleżanki, bardzo się zgorszył. Stanął jak wryty i patrzył za oddalającymi się nastolatkami. Ale może złagodniałby trochę, gdyby wiedział, że jak zwykle dyskutują o ostatnim odcinku najpopularniejszej wśród młodzieży telenoweli.
Zbliżały się do ulicy Marty. Odprowadziły ją pod sam dom. Jak zwykle na odchodnym nie obyło się bez buziaczków, machania rękami i głośnego śmiechu. W przedpokoju Marta zrzuciła plecak na podłogę, zdjęła buty i ruszyła w stronę swojego pokoju. Z westchnieniem rzuciła się na łóżko. Leżała tak przez chwilę z zamkniętymi oczami. Potem wstała i skierowała swoje ręce w kierunku płyt. W kwestii muzyki różniła się od swoich koleżanek. Włożyła do odtwarzacza Beethovena i nacisnęła guzik. Delikatne tony fortepianu rozeszły się po pokoju, a wzrok Marty przypadkowo spoczął na klasowym zdjęciu. Dziewczyna podeszła do półki i ujęła je w rękę. Spoglądała na wszystkich po kolei, aż jej wzrok spoczął na Piotrku.
Przypomniała sobie, jak dzisiaj na nią patrzył. Nie pierwszy raz zresztą. Długo dyskutowały nad tym i były niemal pewne: musiał się w niej zakochać. Zauważyły to pół roku temu. Bo od tego czasu jakoś dziwnie wracał tymi samymi drogami, co one. I teraz nie chodził tak szybko, tylko zawsze za nimi, choćby nie wiadomo jak często się zatrzymywały albo wlekły z prędkością ślimaka. No i przedtem rozmawiał z nimi całkiem na luzie, a teraz jak widział Martę, to zaczynał mamrotać. Zwykle starał się udawać wielkiego dżentelmena. Nawet komórkę sobie kupił, bo dzięki temu niby miał temat, żeby zagadać - choć wcześniej zarzekał się, że "nigdy nie będzie używał tej diabelskiej machiny". Tak, na pewno był zakochany. Ale co miała zrobić - nie potrafiła odwzajemnić tego uczucia. Wiedziała, że to nie skończy się dla niego dobrze. Dużo nad tym myślała. Naprawdę dużo. Nie chciała go skrzywdzić.
Nagle z kuchni odezwał się głos mamy. Wołała rodzinę na obiad. Myśli Marty rozpierzchły się na wszystkie strony. Po obiedzie jak zwykle usiadła przed telewizorem, żeby oglądnąć swój ulubiony serial. Po tym odcinku będzie wiele do opowiadania.
Październik. Czyli jak zwykle w tym miesiącu udała się na różaniec. Wiara była dla niej bardzo ważna. Na co dzień była uważana za "fajną laskę" i całkiem jej to odpowiadało. Ale o Bogu pamiętała zawsze. Czasem się go wstydziła (nigdy nie mogła pojąć dlaczego), ale pamiętała. I miała nadzieję, że On o niej także. Szczególnie dzisiaj. Tata znów poszedł do kolegów grać w karty. No i był dobrze "oprowiantowany". Oby dzisiaj wieczorem nie stracił nerwów...
Wróć! I co teraz powiesz? Tak, rzeczywiście dziwne. Ale nie to jest najdziwniejsze... Teraz nieważne, przyjdzie pora, że zrozumiesz, o czym mówię. Co teraz myślisz o tych dziewczynach? Ha, jak to? Jak to "bardzo wrażliwe osoby"? Przecież dopiero nazwałeś je, za przeproszeniem, "głupimi dupami". Mniejsza z tym, że brzydko. No nic, chodźmy dalej. Teraz przejdziemy przez dworzec. Wiem, że nie lubisz tamtędy chodzić. Za dużo tych żebrzących lumpów śmierdzących alkoholem, co? No i ci durni dresiarze... Cicho, dwaj mijają nas teraz! Oooch, aż uszy więdną. Dobra poszli sobie. Stój. Co powiesz na to, żeby jeszcze raz...?
Robiło już się ciemno. Łysy i Kazek wracali na swoje osiedle, które leżało po drugiej stronie torów. Łysy, co tu dużo mówić, był bardzo wkurwiony.
- Ja pierdolę, nie wytrzymie. Jak, kurwa, mogłem tak zjebać!!! Wyobrażasz to sobie?!
- Ale, kurwa, uspokój się, do kurwy nędzy. Gadaj szybko, o co chodzi.
- No bo kurwa, wiesz, umówiłem się z Jolką. No, z tą Jolką. Spotkałem ją kiedyś na imprezie u kumpla. Zresztą, kurwa, sam wiesz, zajebista dupa z niej, nie? No i, kurwa, rozumiesz, umówiłem się z nią wczoraj w barze. Spóźniłem się, może z pięć minutek. Ale nic, nie wkurwiła się. Zamówiliśmy sobie po browarku, siedzimy tak, kurwa... No i zrozum, kurwa, nie wiedziałem o czym zagadać!!! No bo tak: o ostatnim meczu jakoś nie szło, nie wiem... Zdawało mi się, że jak jej zacznę opowiadać jak ulałem tamtych dwóch gówniarzy to jej się głupio zrobi. No i wiesz, tą zarąbistą sztuczką z bekaniem... no nie wiem, po prostu jakoś tak głupio było. I tak siedzimy i siedzimy... no i kurwa nic, po prostu nic! Z pół godziny tak coś pieprzyłem pod nosem od czasu do czasu i w końcu powiedziała, że musi iść, że niby się spieszy kurwa...
- A, tam, nie przejmuj się. W sobotę idziemy do Józka, zobaczysz, tam to dopiero dupy będą!
- Nic nie kapujesz. To znaczy nie no, niby fajnie tak nowe laski poderwać. Ale... Jolka to naprawdę spoko dziewczyna jest. Seryjnie mi się podoba. I to nawet, nie chodzi o to, że można z nią na ognisku wypić. Już nawet nie o to kurwa, że przelecieć po pijaku! W sumie to nawet mi na tym nie zależy.
- ...!
- Nie szczerz zębów, kurwa! Z nią to mam ochotę tak jakby... wiesz, tak we dwoje, gdzieś na spacer iść czy coś... Stary, kurwa, zrozum, załamany jestem! Jeszcze przed randką to nawet mi nie zależało, ale jak już sobie poszła, to tak mi się głupio zrobiło, że... nie wiem kurwa, takiego doła miałem, że ja pierdolę. I co ja mam kurwa zrobić?!
- Chodź stary do mnie. Mam tam za szafą jeszcze dwa browary schowane, pomyślimy...
Zaskoczony, co? Takiego czegoś jeszcze nie widziałeś. A pomyśl, tyle razy mijałeś dresów na przystankach, a nigdy nie pomyślałeś, że... Tak, czasem zamiast patrzyć tępo w chodnik lepiej dobrze się rozejrzeć. Czy nie myślisz, że jeśli ten człowiek wyrwałby się gdzie indziej, gdyby przebywał w innym środowisku, gdyby ktoś uczyłby go tak, jak ja ciebie... W życiu nie pomyślałbyś, że ktoś taki mógłby być głupim dresem.
Już całkiem niedaleko. Nogi cię bolą? Chodź, wstąpimy tutaj do tego baru, odpoczniemy chwilę. Całkiem miło. Tutaj jest wolny stolik, siadaj. Ale nie pozwoliłem ci się rozluźnić. Ćwicz dalej. To, co przedtem. Rozglądnij się. Nie, tego przepitego zostaw. O dramatach w rodzinach alkoholików poczytasz później, teraz poszukaj kogoś, kto umknął twojemu wzrokowi. Mhm, dobrze. Tam siedzi pan po trzydziestce, ciemne włosy, rzadki wąsik. Takich tu jest kilku. Ale skup się na tym jednym. Spokojnie pali papierosa i popija kawę. Poczekamy, aż wyjdzie.
Gdy zapadł zmrok, pan Kowalski opuścił bar i skierował się ku swojemu domowi. Mieszkał całkiem niedaleko. Po przejściu paru ulic znalazł się na swoim blokowisku. Minął plac zabaw, opanowany teraz przez te trochę starsze dzieci, które zamiast lepić piękne babki z piasku, wolą machnąć kilka razy szluga i popić winem marki "Cavalier", po czym wszedł do swojej klatki. Wdrapał się na drugie piętro i otworzył drzwi. W domu nie zastał nikogo - nic dziwnego, mieszkał przecież sam. Ale teraz pragnął odpocząć. Do odtwarzacza włożył jedną ze swoich ulubionych płyt - soundtrack z "Władcy Pierścieni". Teraz mógł wreszcie w spokoju myśleć. Zgasił światło i słuchał muzyki w ciemnościach, tak, jak to bardzo lubił. Przypomniał sobie ostatnie numery Action Maga. Co tu dużo mówić, niektóre teksty naprawdę go poruszyły. Wspomniał "Tryptyk majowy", choć nie pamiętał autora. Pomyślał, jak to wiele trudności człowiek musi pokonać na tym świecie. Śmieszyła go banalność tego stwierdzenia, ale wiedział przecież, że takie właśnie są największe prawdy tego życia. Tęsknił za chwilami dzieciństwa. Pomyślał, że życie jest jak biała kartka: na początku czysta, wszystkie linie, jakie się na niej pojawią są wyraźne i łatwo rozróżnić jedno od drugiego. Z czasem biel ulega zabrudzeniu, obraz się zamazuje. Coraz trudniej dostrzec stare linie, kartka mnie się, a proste kreski wykrzywiają. Wszystkie te bohomazy tworzą jeden wielki chaos. Wtedy trudno uwierzyć, że ten kawałek papieru jaśniał kiedyś białym blaskiem. Patrząc na takie dzieło chcielibyśmy zacząć od początku, zrobić taki rysunek, który byłby idealny. Niestety - nie każdemu wystarcza ochoty, aby ciągnąc tą mozolną pracę od nowa. Tylko najwięksi artyści potrafią przemienić wielkie błędy w zachwycające rozwiązania.
Zapalił światło. Wyciągnął z biurka kartkę i długopis. Te rozmyślania natchnęły go. Resztę wieczoru spędził na pisaniu nowego wiersza.
Mógłby to być bardzo piękny wiersz. Możliwe, że kiedyś, w przyszłości, o panu Kowalskim mówiłoby się w szkołach jako o równemu Mickiewiczowi czy Norwidowi i omawiano by jego wiersze. Ale równie dobrze mógł o nim zapomnieć i nikt by o nim nie usłyszał. Może to zwykły, amatorski wytwór grafomaństwa? Ale teraz o tym nie myślał.
Tak. Teraz wrócimy. Co? Tak cię to zachwyciło? Więc przypomnij sobie cały dzisiejszy dzień. Szliśmy tą samą drogą co zwykle. Wczoraj minąłeś tych samych ludzi, ale nie poświęciłeś im choćby chwili uwagi. A wystarczyło, że przebywałeś z nimi kilka chwil, kilka szczerych chwil, poznałeś ich myśli. Widzisz, jaki każdy z nich jest wyjątkowy? I to nie chodzi o to, że spotkałeś wielu wybitnych i wrażliwych ludzi. Każdy z nas jest tak samo wrażliwy, tylko niektórzy mają w sobie na tyle pychy, żeby chwalić się swymi uczuciami, jakby posiadali coś wyjątkowego. Ale głupoty plotę! To właśnie jest wyjątkowe. Wszyscy, z którymi dzisiaj rozmawialiśmy, to prawdziwe, żyjące dusze i odciskają się one wielkim piętnem we wszechświecie. W ich własnym i także we wszechświatach innych ludzi. Każdy człowiek to milion myśli, milion uczuć. Długa przeszłość i niczym nie ograniczone marzenia. Człowiek to wielki skarb, naprawdę wielki. Na świecie żyje ponad sześć miliardów takich skarbów. Nie widzisz ich, nie czujesz, nie rozmawiasz z nimi. Ale oni są. I to, co czujesz, patrząc na rozgwieżdżone niebo, spotykając się ze swoją ukochaną, poznając ją każdego dnia od nowa - to dzieje się w sześciu miliardach umysłów. Zwykle tego nie zauważasz. Tak jak oni widzą w tobie kolejnego przechodnia.
To wielki cud. Nie próbuj objąć go umysłem, bo i tak nie zdołasz. Wracajmy do domu.
Wróciłem. Zdjąłem buty i zrzuciłem z moich ramion płaszcz. Wchodzę do swojego pokoju, mojego azylu. Włączam muzykę. Zapalę małą lampkę, wtedy się lepiej słucha. Albo nie, zgaszę ją. Taak... Rozsuwam zasłony. Spoglądam na moją rodzinną okolicę. Wszystko wydaje się takie same, jak co dzień. Ale teraz widzę inny blok niż zwykle. Jego mury sięgają daleko, nie widzę ostatniej klatki. Pnie się wysoko w górę. Dookoła wyzierają okna.
A w nich... wszędzie światła. Oświetlają każdą rodzinę, choć dla nas, którzy patrzymy z sąsiedniego bloku, to tylko mały ognik, spoglądający na nas z daleka. Jest ich wiele. Wszędzie dookoła. Pada na nas światło ludzkich domostw.
Pięknie.
Burok
burok@go2.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||