Darkness within me
Kali podszedł do niej, łamiąc odwieczny zakaz. Ujął jej szczupłą, szorstką dłoń i złożył delikatny pocałunek. Podniósł głowę i ujrzał wypaloną, krwistą literę 'R'.
Ich usta połączył pocałunek i historia znów zatoczyła koło.
#1
'Miłości nie było, nie ma
i nie będzie'
wypisała na kamiennej ścianie dłonią umoczoną we krwi. Purpurowe krople jej życia spływały po zimnych kamieniach, tworzyły spirale, znowu się złączając. Uśmiechnęła się do siebie i zdjęła przepoconą, brudną koszulę. Zsunęła spodnie. Księżyc wkradał się do małej celi i oświetlał jej nagie, posiniaczone ciało, leżące na przegniłej pryczy.
Palce przywarły do krwawiącej rany na udzie i rozciągnęły ją. Paznokcie wbiły się głębiej, rozszarpując skórę. Jęknęła przeciągle, mocniej się kalecząc. Druga ręka przejeżdżała po wypukłej bliźnie na brzuchu.
Zamknęła oczy, a ból był gdzieś obok. Poza jej pojmowaniem. Obecny w odczuciach, ale nie intensywny.
Drgnęła. Poczuła delikatny dotyk. Zimna, aksamitna i dająca ukojenie dłoń spoczywała na wypalonej literze 'R' rose
'róże w twoim ogrodzie
są zachwycające.
Najpiękniejszy pęk
włożę ci do gardła...'
- Aniele, późno przychodzisz - wychrypiała miedzy westchnieniami.
- Morderczyni własnej rodziny, która zdradziła ukochanego mężczyznę, rozpustnico, grzesznico! Ty nędzna ludzka istoto, która posiada najniższe instynkty moralne, jeśli je ma... Czyżbym o czymś zapomniał?
dotyk nadal był delikatny. Łagodny w każdym ruchu. Taki sam jak dotyk matki. Dawało się odczuć precyzyjną, cierpliwą miłość w każdym opadnięciu dłoni.
- Nie zapominaj, że wbiłam też ukochanemu mężczyźnie pięknie rzeźbiony sztylet w plecy, a jak krew barwiła moją śnieżnobiałą koszulę, modliłam się gorliwie o jego duszę...
- Tak... Zapomniałbym. Nie mogłem cię powstrzymać... cóż ze mnie za anioł? A teraz czas twój przyszedł...
- Kali... - widać było, że na jej wychudzonej, opuchniętej twarzy pojawiło się wahanie. - Piękny stróżu... na każdego czas przyjdzie...
Dłoń zamarła w powietrzu, a później jak kwiat wiśni łagodnie opada na ziemię, tak jego dłoń przywarła do czoła.
Anioł pachnący imbirem, pieprzem i cynamonem liznął jej górna wargę.
Dziewczyna zadrżała. A jej nagie ciało pokryło się gęsią skórką.
- Zawsze takie śliczne pióra. Zjadłabym cię, ale najpierw wydłubałabym ci oczy i wyjęła serce. Bo ja już go nie mam... Miałbyś swój ołtarz, aż do nieba... Bo nie można mieć dwóch bogów...
Anioł zniżał się do brzucha. Pocałunkami oznaczał każdy centymetr ciała. Nasycał się czymś więcej niż jej nagością.
- Nawet jak uda ci się uciec przed karą, w co wątpię, na zawsze będziesz oznaczona. Każdy cię rozpozna. Mogą cię zlinczować, wydać za pieniądze...
Anioł podniósł twarz, na której pojawił się ironiczny uśmiech. Jedno pióro zawirowało w rozdygotanym, przesiąkniętym potem i krwią powietrzu.
- Nie miałam nikogo...
- Po co mi to mówisz?! Znam cię od dziecka. - Nie zniechęcona jego tonem kobieta kontynuowała.
- Ojciec, matka, rodzeństwo. Opuścili mnie, nie walcząc o swoje życie. Czy liczy się życie robaka? - zamilkła, przyglądając się aniołowi. Kali przysunął się do niej jeszcze bliżej, aż poczuła zimną ścianę.
- Ten ołtarz byłby duży... z metalu - całe ciało przywarło do ściany, byleby nie czuć już dotyku anioła. Zaczęła mówić szybciej. - Albo z żelaza. Nie lubię złota. Wolę srebro. W pucharze z tego kruszca umieściłabym twe serce, a w szkatule oczy...
- A z ciałem? - Kali brutalnie ujął ją za rękę i wsunął pod swoją szatę. - Co z nim?
- Na pewno bym cię nie ukrzyżowała... Leżałabym na twym ołtarzu i modliła się, całowała i zachłystywała się twoim widokiem...
- Muszę cię chyba opuścić. Zawiodłem, a któż opiekuje się umarłymi?
Zniżył usta do sączącej się rany na udzie. Ssał krew, a dziewczyna cicho jęczała, czasami gardłowo łkając.
- Smakujesz słodko - z kącików ust skapywały czerwone krople. - Bolało, jak przykładano do twojej skóry rozżarzone żelazo? Czułaś swąd wypalanej skóry, mięsa?
Skazana nie zabraniała coraz bardziej niecierpliwym dłoniom wnikać w swoje ciało. Pozwalała ostrym zębom szarpać krawędź rany. Zastanawiała się nad odpowiedzią.
- Ja nie czuję tak jak ludzie, Kali. Ból, smutek, rozpacz? Wstyd? Tak daleko... poczucie winy. Gdy przechodziłam z rąk do rąk, jak zabawka, ulegając obrzydliwej, a zarazem rozkosznej bezwolności było mi wszystko jedno...
- Czyli jak wbiją cię na pal, okażesz tylko zdziwienie, że umierasz?
Kali uśmiechnął sie drapieżnie, a zęby zalśniły szkarłatem.
- A co z tobą? - anioł zaskoczony przyjrzał się pobitej i łkającej dziewczynie.
- Czy to ważne?
- Pytaniem na pytanie się nie odpowiada - uśmiechnęła sie lekko, po chwili krzywiąc się.
- Nie jestem już aniołem, bo nie udało mi się zachować twej duszy w czystości...
Na jego słowa zaśmiała się szaleńczym, niekontrolowanym śmiechem, który zakończył się również szybko, jak szybko się zaczął.
- Nie jesteś nim, bo uległeś ludzkiej namiętności - wyszeptała. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale Kali pocałował ją głęboko. Skrzydła trzeszczały, napierając na ścianę.
#2
Zostawszy sama, chwyciła miękkie pióro i przyłożyła do policzka. Tylko to pióro mówiło o nocnej wizycie anioła. Już ubrana czekała na swoich katów. Uśmiechnęła się do siebie gorzko i wykorzystała jak najlepiej darowany prezent od anioła.
Końcówką pióra bardzo łatwo można przebić szyję...
naprawdę łatwo...
...przecież silne uczucia ludzi odnajdują się po śmierci...
#3
- Ile ty masz w ogóle lat? - jasnowłosa dziewczyna na pytanie mruknęła gniewnie i głębiej wtuliła się w mężczyznę.
- Ile?
- 18. Daj mi spokój.
Umilkł, jakby rozważał odpowiedź, a parę piór opadło na policzek dziewczyny.
- Urodziłaś się w dzień zrównania. Czyli masz 16... Umiesz w ogóle liczyć?
Nastała krępująca, przesączona gniewem cisza. Ludzka istota wycharczała jakieś przekleństwo i ją przerwała. - Czy to ważne? Potrafię liczyć... tamta kobieta na podłodze to moja... - lekkie wahanie zaczęło brzmieć w jej glosie. Zostało wyparte przez arogancję. - Piąta ofiara. Przekroczyłam już dawno niebezpieczny próg czterech osób.
Kali od niechcenia spojrzał na podłogę, która w promieniach zachodzącego słońca iskrzyła się szkarłatem. Dziewczyna mogła mieć około 19 lat. Nie więcej. Otwarte, przerażone oczy... zmasakrowane ciało. Walające się ubrania wskazywały na walkę. Westchnął.
- Kiedyś muszę cię opuścić... - nie dane mu było dokończyć. Na jego słowa przytuliła się i zaczęła płakać.
- Zostawisz mnie jak inni? Tak?! - głos stawał się piskliwszy.
- Ciii... ale wrócę i umrzemy razem... Przytuleni do siebie.
- Jaka jest śmierć?
Kali zdziwił się. Ona nie powinna o to pytać, bo jej ręce skalane były nią...
- Jak ci powiem, nie będziesz mnie zatrzymywać?
kiwnęła głową na znak zgody.
#4
Bawiła się piórem, aż usłyszała dudniące kroki, które miarowo odmierzały jej gasnące zycie.
Nie miała zamiaru im tego ułatwić...
Wiedziała, że są daleko. Zamknęła oczy, a jej umysł wypełnił się słowami stróża.
'Zabijaj się powoli. Nie pozwól pierwotnemu strachowi ulec chęci ucieczki. Nie tamuj. Po cięciu zadaj następne, i jeszcze raz w poprzek. Zaciśnij mocno wargi. Poczuj krew w ustach. Przełknij ślinę i połóż się. Niech twój umysł oczyszcza się wraz odchodzącym życiem. Nie myśl o niczym ważnym. Skoncentruj się na pogodzeniu duszy z ciałem. Płacz. Niech łzy wypłuczą wszystko. Przybliż twarz do rozciętych nadgarstków. Niech łzy łączą się z krwią. Krzyknij, jeśli tego potrzebujesz. Zaśnij. Bez wyrzutów sumienia. Bez uporczywych wspomnień. Zaufaj jej. Ona cię przytuli i nie opuści. Śmierć niech śpiewa Ci kołysankę. Zamknij oczy! Nie bój się jej zimnego dotyku. Podążaj za nią... po to, by odrodzić się w niej, jak kolejne zamglone wspomnienie...'
Oprzytomniała.
- Który z nas jest bardziej okrutny?
Zbliżali się. Było ich dwóch. Pewnych siebie, wierzących, że tego dnia zło zostanie unicestwione.
Naiwni.
Zaatakowała wyuczoną wprawą. Szybkie uderzenie łokciem w żebra. Taniec śmierci. Zrobiony unik. Czarnowłosy strażnik odchylił szyję. Trafiła bezbłędnie. Śnieżnobiałe pióro z łatwością przebiło cienką powierzchnię i zabarwiło się na słodki, czerwony kolor.
Odwróciła się do wystraszonego, popielatowłosego chłopaka. Przypomniała jej się tamta dziewczyna i po chwili wahania minęła go, kierując się do wyjścia.
Zrobiła parę kroków i upadła ciężko na ziemię. Chłopak, któremu darowała życie, strzelił z kuszy... z bliskiej odległości.
Umierała bez anioła. Została znowu oszukana.
- A obietnica? - poruszała tylko ustami.
'miłości nie było, nie ma
i nie będzie'
- Amen - dokończył popielatowłosy były anioł i minął ciało...
Moyra
antymon4@wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||