Respice finem
- Piiiiiiiiiii!
Cholerny budzik. Cholerny świat. Kto wymyślił wstawanie o tak wczesnej porze? Dopiero 7:10. Co?! Znowu się spóźnię do pracy, i znowu ten grubas będzie mi tłumaczył o odpowiedzialności i o punktualności. Nienawidzę go. Siedzi tłuścioch jeden za biurkiem, wszystkim nakazuje i bierze jeszcze za to najwyższą pensję... nienawidzę go.
Kiedyś mu wszystko wygarnę, nadejdzie taki czas, że powiem mu co o nim myślę... prosto w twarz. Gdyby nie fakt, że to on jest moim szefem, już dawno poznałby moje zdanie o nim.
Wstawanie, ubieranie się, śniadanie... jak zawsze, nic nowego. Czasami dochodzi urozmaicenie - spóźniam się czasem na autobus i muszę czekać na następny. W międzyczasie wymyślam kolejną beznadziejną wymówkę...
Szybko zamykam mieszkanie. Słychać zgrzyt klucza, teraz pędem do windy. Ta jak zwykle, swoim ospałym tempem zjeżdża na dół. Pewnie po schodach byłoby szybciej, jednak lenistwo mi na to nie pozwala. Wychodzę na ulicę.
I teraz szybko na przystanek. Nie, biegać nie muszę. Aż tak wysilać się nie mam zamiaru, bo po co? Za marne 2500 pensji? Nie opłaca się.
Autobus już pojechał... trudno, poczekam na następny. Przecież świat się nie zawali jak się spóźnię do pracy. To już 7 w tym miesiącu. Szczęśliwa siódemka? Nie, nie jestem przesądny. Ale może akurat ta będzie szczęśliwa?
Dziwne, ale czuję się jakbym już dogasał. Nie ma we mnie już tego młodzieńczego zapału co kiedyś. I chociaż mam 33 lata, czuję się jakbym miał niedługo umrzeć. Tak, jestem pesymistą. Moje życie przepełnione jest monotonią i szarością, nawet nazwisko mam "zwyczajne" - Kowalski. Każdy, kto poznaje monotonnię życia w końcu staje się pesymistą. I nie ważne czy jest piosenkarzem, policjantem czy taksówkarzem. Znane są przypadki, gdy dobry ojciec, porządny mąż, doskonały obywatel który ani razu nie złamał prawa nagle nie wytrzymuje i na przykład zabija całą swoją rodzinę, po czym idzie się powiesić w miejscowym parku... takich przypadków jest od cholery i jeszcze więcej. Codziennie o nich głośno w telewizji i w gazetach. Czy to samo czeka mnie? Na szczęście nie mam żony ani dzieci, więc co najwyżej mogę zrobić krzywdę samemu sobie.
Gdzie ten pieprzony autobus?
* * *
- Kowalski, co tym razem?
- Autobus się w połowie drogi zepsuł. Musiałem 25 minut czekać na następny.
- To nie możesz wstawać wcześniej?
- W zasadzie mogę.
- To dlaczego tego nie robisz? Ile już ci razy mówiłem o odpowiedzialności i punktualności.
Mam nadzieję, że to był ostatni raz... jeżeli nie, to zacznę ci obcinać pensję, albo będziesz zostawał i robił nadgodziny.
- Przepraszam bardzo, i mam nadzieję że to się więcej nie powtórzy.
- I jeszcze jedno. Przydałaby ci się odrobina szczerości. A teraz spieprzaj, mam więcej ważniejszych spraw na głowie...
* * *
Co, może mam jeszcze wstawać o 6:00. Czy ten grubas na łeb upadł. Nie dość, że każe mi tak wcześnie wstawać, to jeszcze narzeka, że się spóźniłem. I jeszcze żąda "szczerości". Złamas jeden... przynajmniej mam względny spokój. Co ja to miałem... aha, dzisiejsza poczta.
Najpierw e-malie. Jak zwykle pięć reklam, jedna ankieta i... oho. "Wyniki badań: PILNE". Dość szybko się uwinęli. I pomyśleć, że wczoraj byłem u lekarza, a już dzisiaj wyniki... mam nadzieję, że wszystko w porządku.
* * *
"Wyniki badań: PILNE!!!
Szanowny Panie!
Wnikliwie przeanalizowałem to, wielokrotnie sprawdzałem. Możliwość pomyłki jest znikoma. Z przykrością muszę przyznać, że badania na chorobę Lorenza-Indichego zakończyły się wynikiem pozytywnym. Ponadto, po zbadaniu pańskiej krwi, i porównaniu jej ze wzorem Lorenza stwierdzam, że zostało panu od tej chwili kilka godzin życia. Przepraszam, że nie skontaktowałem się z panem telefonicznie, zrobiłbym to nawet osobiście, ale niestety nie otrzymałem namiarów do Pana. Proszę przyjąć najszczersze kondolencje.
Z wyrazami szacunku
Doktor W. Mayer"
* * *
Muszę przyznać, że wcale się tym nie zmartwiłem. W końcu uwolnię się od tego zasranego świata... i to za kilka godzin. Ale najpierw muszę pogadać z szefem.
- Cześć grubasie, musimy pogadać.
- Ostrzegam cię Kowalski...już dość dużo dzisiaj nagrabiłeś sobie, chcesz...
- Posłuchaj mnie, gruba ruro! Jesteś nikim innym jak świńskim złamasem... nikt w tym biurze, w tym mieście i w tym kraju cię nie lubi... a wiesz dlaczego? Bo trujesz każdemu, a siebie uważasz za świętego. Jesteś gnidą, i każdy w tym biurze mi to przyzna!
- Kowalski, jeszcze jedno słowo...
- Tak, jeszcze jedno. Świnia!
- Zwalniam cię, dyscyplinarnie.
- Nie możesz mnie zwolnić.
- A to niby dlaczego?
- Bo sam się zwalniam!
Dziwne, ale mam uczucie, że mówiłem to z wielką satysfakcją. Nawet nie spodziewałem się, że jestem zdolny stworzyć na poczekaniu tak ciekawe wyzwiska... ale jak mówi stare porzekadło - potrzeba matką wynalazków. A dzień zapowiadał się tak... monotonnie?
Tylko co doktorek miał na myśli... kilka godzin. Ile konkretnie? 2, 3, a może 8? Najważniejsze teraz jest to, aby jak najszybciej opuścić to biuro.
Na ulicy tak jakoś mnie zakręciło. Hmmm... czyżby śmierć się zbliżała? Idę... dokąd? Nie wiem, idę przed siebie. Mijam wystawy sklepów, mijam ludzi. Ci jak zwykle są zajęci swoimi interesami. Ciekawe jak wygląda śmierć, jak przychodzi? Czy to się czuje jak przyjdzie? Co by tu zrobić... no, trzeba zrobić coś, czego się nigdy nie robiło. Nic mi chyba nie grozi. Tylko trzeba wrócić do biura po kartę kredytową. Wydam wszystko co mam na koncie. tyle lat zbierałem, teraz w ostatnim dniu wydam. Żałuję, że to zbierałem. Dziś z pewnością wszystkiego nie wydam, a tak to bym sobie poszalał. Jak najszybciej do biura...czas goni. Winda? Po cholerę? Szybciej schodami. Wpadam do pomieszczenia...moje biuro. Po prawej biurko, komputer, drukarka i inne gówna. Pod oknem wieszak...kurtka...jest portfel. Jeszcze odruchowo zerknę na kompa...o poczta...pilne...ciekawe co takiego?...mówiąc szczerze nie obchodzi mnie to, ale odruchowo sprawdzam...
Ciemno, ciemno przed oczami... to niemożliwe... i ten ból w piersi. Jak boli... świat się oddala... w stronę światła, jak mówią niektórzy... cholera, ale boli... ten list...
* * *
"(...)30 letni mężczyzna zmarł w swoim biurze, w zeszły poniedziałek. Lekarze stwierdzili u niego zawał serca. W ręce denata znaleziono wydrukowany list przesłany pocztą elektroniczną. Policja nie udostępniła wglądu do listu(...)"
Lokalna gazeta "Kurier"
* * *
"PILNE!!!!!!! Dr Mayer!!!!!!!!!!!!!
Szanowny Panie!
Bardzo przepraszam za błąd... wszystko się wyjaśniło. Teraz, kiedy pod uwagę wziąłem pańską płeć. Wzór Lorenza jest więc błędny. Ja go poprawiłem. Okazuje się, że to niewielki błąd, który jednak ma wpływ na wynik dlatego z radością pana zawiadamiam, że BĘDZIE PAN ŻYŁ!!!!!
Mam nadzieję, że nie zaczął pan już wydawać pieniędzy z konta...
Proszę o pilny kontakt!
P.S. Odkrycie godne Nobla!!
Doktor W. Mayer"
Lenny
lennyv@poczta.onet.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||