Wampir
Tekst zapisany na kartce, która wypadła ze sterty starych zeszytów niesionych na śmietnik.
Nie wiem kto go pisał. Moja rada - nie czytajcie takich kartek. Źle się poczujecie. Zbyt wiele ludzkich win, zbyt wiele zdarzeń i rzeczy, których ludzie żałują zapisywanych jest na takich kartkach. Czasami zdarza się, że ktoś wie o czymś zbyt paskudnym by powiedzieć o tym ludziom, a nie potrafi tego utrzymać w sobie. Wtedy wyrywa kartkę i zapisuje wszystko na niej. Potem wyrzuca kartkę i myśli, że już to tak na nim nie ciąży. Wydaje mu się, że pozbywa się winy.
Kartka jest stara i pożółkła. W rogu była zapisana data, ale kawałek się urwał. Odczytać można jedynie : 12 Luty. 19... Przepisuję jej treść. I nie chcę o niej więcej myśleć.
( Tekst pełen jest wulgaryzmów. Zdania są proste i pospolite. Zapiszę go tak, żeby można było zrozumieć każde zdanie )
"To był straszny tydzień. Miałem wtedy wrażenie, że wszystkie możliwe problemy dopadły mnie właśnie w te kilka dni. Podobno jestem alkoholikiem. Kilka dni temu obudziłem się w szpitalu. Mówią, że piję za dużo. Żona wyprowadziła się do rodziców. Zabrała ze sobą dzieci. Gdy patrzę dzieciom w oczy, nie potrafię im tego wytłumaczyć. Czuję się winny. Czasem myślę, że staczam się na dno. Ale teraz jestem trzeźwy." (W tym miejscu tekst na kartce urywa się. Zaczna się linijkę niżej innym kolorem długopisu)
"To było... Nie wiem już kiedy to było. Siedziałem w parku na ławce i piłem. To działo się już czwarty albo piąty dzień z kolei. Od paru dni, co wieczór siedziałem na tej samej ławce i piłem. Lubiłem to miejsce. Było tam cicho. A co najważniejsze - nikt mnie tam nie widział, bo ławeczka stała między drzewami, parę metrów od parkowej alejki. Gęste krzaki sprawiały, że ciężko było zauważyć czy ktoś na niej siedzi, zwłaszcza późnym wieczorem. Widziałem jak ktoś się zbliżał, a on nie widział mnie. Na początku wstydziłem się, że piję sam i to tak często. Dlatego czułem satysfakcję, że nikt mnie nie widzi. Później przychodziłem na swoją ławkę z przyzwyczajenia. W końcu złapałem się na tym, że siedzę na niej i piję dzień w dzień. Były to już te dni, w których człowiek im więcej wypije, tym robi się trzeźwiejszy. Słyszałem o tym. To się nazywa zaawansowany alkoholizm, albo jakoś tak. Na pewno coś z alkoholizmem. I właśnie wtedy, gdy mimo tego, że piłem coraz więcej byłem coraz bardziej trzeźwym zauważyłem, że nie jestem sam." ( W tym miejscu pismo na kartce było tak niewyraźne, że nie mogłęm go odczytać. )
"Tamten człowiek stał kilkanaście metrów ode mnie, schowany za drzewem. Nie widział mnie. Nie poruszał się, stał jak posąg wpatrując się w jedno miejsce. Pomyślałem, że to ktoś znajomy, i chciałem zawołać go do siebie. Ale nagle doszło do mnie, że ja go nie znam. Byłem tak przepity, że zanim zrozumiałem, że widzę tego człowieka w tym samym miejscu od kilku dni, a mimo to nie znam go, minęło kilka chwil. Zrozumiałem, że" ( Tutaj coś rozlało się na kartkę. Plama jest na kilka linijek, ale tylko tych dwóch nie da się odczytać ) "Obserwował dziewczynę, która szła przez park. Nie wiem czy to wina alkoholu, ale wydawało mi się, że jest bardzo piękna. Zaczęło mi się wydawać, że jestem świadkiem czegoś złego. On nie wyglądał jak zakochany. Był to ciemny, zimny jesienny wieczór, a on stał jak posąg, pewny, że nikt go nie widzi. Przyjrzałem mu się, chociaż oczy odmawiały mi posłuszeństwa. W jego oczach płonął ogień a z warg kapała mu ślina. Nie wiedziałem co mam zrobić. Nie był wysoki, może nawet niższy ode mnie, ale sprawiał wrażenie, że jest niebezpieczny, a jego ręce to zabójcza broń. Wystraszyłem się. Potem poczułem się bardzo źle." (Tutaj następował szczegółowy opis tego, co autor myślał o milicji. Myślę, że mogę to pominąć)
"Obudziłem się nazajutrz w izbie wytrzeźwień. Gdy wróciłem do domu, byłem cały posiniaczony. Nie piłem przez kilka dni. Ciągle myślałem o tamtej dziewczynie i tym człowieku. Zdawało mi się, że coś jest nie tak i że powinienem coś zrobić. Nie wiedziałem co. Czułem się źle, bo nie piłem. W końcu musiałem wypić dwa piwa. Potem jeszcze wino. Potem coś jeszcze. Zanim się zorientowałem, znowu ocknąłem się w parku na ławce. (Kolejne dwa zdania to totalny bełkot. Pominę je, żeby nikogo nie obrazić). On stał tam znowu. A ja tym razem nie patrzyłem na niego. Piłem dalej. Zauważyłem wtedy, pamiętam, że spadł już śnieg. Dookoła musiało być bardzo zimno, a ja nie czułem zimna. Zdawało mi się, że wódka mnie rozgrzewa. Rozweseliło mnie to, i poraz pierwszy od dawna poczułem się dobrze. Na tyle dobrze, że wstałem i postanowiłem wrócić do domu. Zauważyłem jeszcze tą dziewczynę. Spacerowała codziennie o tej samej godzinie po parku. On codzienie ją obserwował. Wiedziałem, że muszę coś zrobić. Zamiast do domu skierowałem się w jej stronę. Pamiętam, że śnieg skrzypiał mi pod nogami, a dookoła pełno było latających białych gwiazdek. Poczułem, że muszę jej pomóc. Zauważyła, że idę w jej stronę. Odwróciła się i przyśpieszyła kroku. Odezwałem się, i z przerażeniem stwierdziłem, że chociaż zdawało mi się, że jestem trzeźwy, mogę wydać z siebie tylko ohydny bełkot. Język odmawiał mi posłuszeństwa.
- Niech... Stać ! Poczekaj ! - Krzyknąłem za nią. Spojrzała na mnie jeszcze raz i zaczęła uciekać.
- Proszę zaczekać ! (Kilka przekleństw. Nie zapiszę jakich) Jest... Pani... niebezpieczeństwo ! Tam, zgwałci panią ! - musiał to być straszny bełkot. Biegłem za nią i chciałem krzyczeć, ale ona chyba mnie nie rozumiała.
Przyśpieszyłem i chwyciłem ją za ramiona. Nigdy nie chciałem tak bardzo być trzeźwy jak wtedy. Ale ledwo stałem na nogach. Chciałem ją ostrzec, a nie mogłem ustać na nogach. Dziwne, że w ogóle to pamiętam.
- Pan jest pijany ! - Wrzasnęła. Właściwie to był pisk młodej dziewczyny. Przerażonej. Z furią kopnęła mnie w krocze. I zaczęła bić po twarzy. Nie miałem siły się opierać. Przewróciłem się na miękki śnieg. Nie pamiętam co było dalej. Później opuściły mnie uczucia. Chodziłem, piłem... Po kilku dniach ocknąłęm się w domu. Czułem się zadziwiająco dobrze. W kuchni usłyszałem czyjąś obecność. To była moja żona. Była niedziela, przyjechała żeby zobaczyć czy jeszcze żyję. Powiedziała, że cieszy się, że nie piłem. Dziwne. Nie pamiętam co robiłem. Nie pamiętałem ostatnich dwóch dni. Była cała zapłakana. Mówiła, że dzieci zostaną u babci a ona będzie tutaj ze mną i nie pozwoli mi pić. Wszystko było mi obojętne. Czułem się zupełnie wyprany z uczuć. Poszliśmy do kościoła, jak co niedzielę. Potem zrobiła obiad. Było dobrze... Czułem się nawet całkiem nieźle. Aż do poniedziałku."
Tutaj tekst się urywa. Dalej jest przylepiony do kartki kawałek gazety. Zwykły wycinek. Mniej więcej taki :
"Kolejna ofiara Wampira. Brutalnie zmasakrowane ciało młodej dziewczyny znaleziono niedaleko miejskiego parku..."
Może jest z tego jakiś morał. Nie wiem. Uznałem, że dla kogoś może to mieć wartość.
Towfik
towfik@o2.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||