:::: Scooter Fox ::::

Armia Boga - komentarz by Scooter Fox



Na początku napomknę, iż ten tekst był drugim, który przeczytałem w dwunastym numerze Opowiadań. Tytuł brzmiał obiecująco, a że takie klimaty generalnie przypadają mi do gustu, zabrałem się do lektury ze sporymi nadziejami. Jak się okazało, treść minęła się nieco z moimi oczekiwaniami. Mamy oto dwie armie - niebios i piekieł, walczące o... dominację nad światem (tak to bowiem w gruncie rzeczy wygląda). Czy ja gdzieś tego nie słyszałem? Nie przejąłem się jednak zbytnio, gdyż jak wiadomo wszystko już było i każdy następny pomysł okazuje się w mniejszym lub większym stopniu wtórnym.
Berserker przedstawił nam ciekawą, choć oklepaną koncepcję - otóż aniołowie i demony wyrzynają się w sposób naturalny i tradycyjny: mieczami, włóczniami, a i topory pewnie też by się znalazły. Wszyscy uczestnicy wojny (za wyjątkiem czterech, ale o nich później), zabijają i giną niczym normalni ludzie, zaś Gabriel, główny bohater, posyła i tak już martwe i wiecznie potępione diabły przed oblicze Stwórcy (tylko po co, skoro i tak są potępione?). Należy tu również wspomnieć, że szeregowi żołnierze w obu armiach robią za typowych cannon fodder (ktoś pamięta jeszcze tę grę?)[a jakże - M. Saint] - mięso armatnie nie sprawiające głównym aktorom bitwy najmniejszych choćby problemów.
Co do wyżej wspomnianych wojowników - są oni powiernikami Boga i (bezimiennego) Szatana. Ten drugi naturalnie wykazał się sprytem i chytrością, wysyłając trzech przedstawicieli przeciw jednemu. Wkrótce jednak stało się jasne, że nawet atakując razem we dwójkę jednego archanioła Gabriela, nie są w stanie wskórać czegokolwiek. No, ale po kolei. Gabriel, "ten dobry", uosobienie dobra i destrukcji zarazem, wyszedł nie tylko zwycięsko, lecz nawet bez szwanku ze wszystkich starć. Azbrudal, pierwszy ze złych, przegrał walkę, gdyż jego pan w ramach zemsty za okazany akt miłosierdzia zaszył swemu słudze oczy. I jak tu walczyć, jeśli nie widzi się wroga? (ŻART)[look past the flesh to see your enemy :) - M. Saint]. Staruszek Azhael, drugi z demonów, poległ prędko, ponieważ Szatan zapomniał wyposażyć go w odpowiednią broń, dając w zamian byle jaką włócznię łamiącą się od jednego uderzenia. Ostatnia przeszkoda, piękna kusicielka o imieniu Adahal, zdążyła co prawda machnąć swym orężem, lecz potem wdała się w niepotrzebną rozmowę i przez brak koncentracji przegrała przecięta potężnym uderzeniem. Pomniejsze diabły nie mogły sobie darować tej niepowetowanej straty (czyżby Adahal była jedyną ponętną diablicą w całym piekle?) i zostały pobite wkrótce potem.
Całe opowiadanie ze swoją żelazną moralnością (bezwzględnie dobry Bóg przeciw analogicznie złemu Szatanowi) nie byłoby zapewne niczym szczególnym, gdyby nie puenta: ludzie, choćby nie wiadomo co się obok, a w tym przypadku nad nimi działo, i tak mają wszystko w głębokim poważaniu.

* * *

No dobrze, tak naprawdę to "Armia Boga" nie jest opowiadaniem złym. Po prostu, wiedziony nieodpartą chęcią napisania czegoś złośliwego, popełniłem ten tekst, a że nie wyszedł fatalny, postanowiłem przedstawić go szerszej publice :). Enjoy. :)

[03.11.2003]

[Trzeci komentarz!!! Ludzie szykować mi tu trumne, bo zara umre ;) Ciekawa interpretacja opowiadania. Ja bym się tej puenty nie domyślił.:) - Berserker]


Scooter Fox

scooter_fox@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||