:::: Transcendent Eugene ::::

Słoneczna Żarówa



Q
- Złoża ropy naftowej są na wyczerpaniu, gaz ziemny niedługo trzeba będzie samemu popychać, w Słońcu przepalają się te śmieszne żaróweczki, a ja... wcinam Kebaba. Brzmi to może śmiesznie, ale naprawdę lubię Kebaby. Ten smak, ten no... eee... smak, PYCHA.
Przez drzwi wykonane z podłej jakości drewna wturlał się Kadet.
- Wy znowu nie w temacie, Kadecie.
- Dobry! - odzrekł rezolutnie Kadet, zanim słowa przełożonego dotarły do pustki wypełniającej czaszkę - Proszę???
- Otóż - tu przerwał na chwilę i ściszył głos - poszukujemy człowieka - w jego głosie można było wyczuć ogromne i fatalnie skrywane zakłopotanie - który wie jak to włączyć - i zza pazuchy kurtki, która notabene pralkę i czystość znała tylko z przekazów rodzinnych, wyjął malutki komputerek.
- Ale... to wcale nie jest trudne - odrzekł Grzejnik Nie Z Tych Grzejników - Kadet nr 12,5.
- Nie??? - spytał z ironią porucznik.
- No... - ironia nie była jego najlepszą cechą. Jego najlepszą cechą, jak na funkcjonariusza Policji przystało, była ucieczka. Niektórzy nawet nie próbowali go przestraszyć bo wiedzieli, że i tak ucieknie i rezygnowali za wczasu. O tak. Jeśli Grzejnik na czymś się znał, zdecydowanie była to ucieczka.
- No właśnie NIE !!!
- ??? - pośpiesznie Grzejnik nabazgrolił 3 znaki zapytania, które pokazał przełożonemu, bo usta jego były zajęte chemiczną obróbką ostrzytka.
- Chłopaki - zawołał Porucznik Śruba - ten żółtodziób mówi, że wie jak uruchomić to ustrojstwo.
Z tyłu ciemnej sali o dwóch oknch, które zresztą i tak były zasłonięte z powodu odbywającego się tam Wielkiego Pokazu Slajdów Z Wakacji Komisarza Buły, ozwały się śmiechy. Nie wiadomo jednak czy były spowodowane Śrubą, czy może Slajdem Nr 6, na którym Komisarz próbuje wbić się w kostium Igły ze słynnego Show pt. "Igła i Nitka".

Q
- Czemu te kiełbaski nie są ciepłe - zapytał grzecznie mały Tus'q swą mamę.
- Bo ich synku drogi nie ugotowałeś - odpowiedziała mama.
Wtedy mały Tus'q pomyślał sobie: "Jeżeli przyjąć, że kiełbaska jest x to y i z są to energie jakich trzeba użyć, aby je podgrzać. Hmmm... za dużo z tym roboty. A gdyby tak... Hej, to działa".

Q
Mały Tus'q nie nosił swojej ksywki od tak sobie. Nie. Jego imię miało symblizować jego... ehhh... nazwijmy to ascetyzmem wzrostowym. Gdyby jego imię umieścić na liście największych... nie to nie jest dobre słowo... Bardzo Znaczących Ludzi O Wzroście Do 150 cm, którzy coś wnieśli do świata, to znalazłoby się ono na drugim miejscu za Napoleonem, a tuż przed nazwiskiem autora. Oprócz tego miał Włosy. Taki mały szczegół, a cieszy, ale jego Włosy różniły się od innych. Jego Włosy cierpiały na rozdwojenie jaźni. Dlatego też zawsze jedna część odchodziła na prawą część czaszki, a druga na lewą. Oprócz tego były one całkiem mądre.

Q
Kadet przbudził się w swoim mieszkanku, o wielkości całkiem sporej szafy (5x5m). Wstał ostrożnie, aby nie uderzyć głową w lampę, w której żarówka już nie mogła się świecić. Wyjrzał przez okno. Po cichu marzył, że może jak kiedyś wyjrzy na zewnątrz zauważy coś więcej niż sklep z ołowianymi częściami do robotów dr Pierwiastka, sąsiadkę która zawsze polerowała swego biochemicznego chomika. Marzył... Ma 20 lat, jest młody, przystojny i wykształcony. Sztaluga przy każdej okazji klaniał mu się w pas. Miał najpiękniejszą kobietę świata... Podszedł do lustra... Tak myślałem - stwierdził - znowu pomyłka... Ejjjj...

Q
Mały Tus'q żył w swiecie skarajnie innym, niż ten Kadeta. Chłopaczek codziennie rano oglądał wschód Słońca nr 5 (w jego świecie było 6 Słońc, ale piąte było powszechnie uznawane za najmniej pachnące) na zielonym nieboskłonie. Westchnął. Nie te lata - pomyślał - Hmmm... chyba jestem zbyt rozwinięty jak na 9-cio latka - dodał po chwili i wyszedł nakarmić swego wiernego, żywego Chonika.

Q
- Coś niedobrego dzieje się na Ziemi.
- Co masz na myśli Mistrzu?
- Nie wiem, ale coś mi nie gra.
- Może pogłośnię radio Ser.
- Hę?
- Nieważne - pomyślał Sługa i poszedł ściszyć radio. Po drodze otworzył drzwi.

Q
Grzejnik ocknął się w pokoju z lustrem. Nie pamiętał jak tu się znalazł, ale miał nadzieję, że stan słodkiej niewiedzy zaraz się skończy. Tak też się stało. Znikąd przyczłapał do niego On. On nosił, długą białą szatę z małym znaczkiem na piersi i całą masą metek zwisających za kołnierzem i z rękawów. W końcu Grzejnik przemówił:
- Czemu???
- Dlaczego.
- Co???
- Słucham.
- ???
- Mówi się: "dlaczego", a nie: "czemu" oraz: "słucham" zamiast: "co".
- Dlaczego???
- Nie wiem, nie jestem specjalistą od tych spraw.
- Ale ja... Nieważne - mysliw głowie kłębiły mu się niczym sępy nad tygodniowymi zwłokami chonika.
- Wiem o co chcesz spytać - odpowiedział On.
- Skąd??? - czekał na błyskotliwą ripostę ze strony Wielbiciela Piżam Z Metkami.
- Jestem On, a to mój sługa: Off.
- To ja zdzieliłem Cię w twoim domu - dodał z niebywałą pychą Off.
- Od razu wyczułem: pełen profesjonalizm.
- Dzięki - odpowiedział, szybko odwrócił się na pięcie i pobiegł otworzyć drzwi.

Q
- Gdzie ten Grzejnik. Jego warta przy pomniku gen. Śruby (wsławił się tym, że jako jedyny nie smarował łożysk, bo twierdził, że kłóci się to z jego religią [było to wyznanie Ludzi I Robotów Nie Smarujących Łożysk - głupie, nie?]).
- No. - skwitował z szybkością błyskawicy w próżni starżnik Mahlli.
- Cieszę się, że mnie rozumieszzzzzzzzzzz.

Q
- Nie rozumiem.
- Ja też nie - ozwał się głos z okolicy pasa N.Z.T.G. Grzejnika.
- Już tłumaczę, ale może najpierw - skinął na Off'a - napijemy się herbaty. - W jego głosie było słychać, że od dawna nie gościł nikogo na herbacie.
- Z rozkoszą - odparł Głos Z Okolicy Pasa N.Z.T.G. Grzejnika.
- Ser, czajnik się popsuł. Nie. To nie czajnik, to chonik przegryzł przewody.
- Już idę - odrzekł On, a że był słownym facetem, jak powiedział tak uczynił.
- Słuchaj mały, kim ty jesteś?
- Tak dokładnie to nazywam się Tus'q, ale nabardziej lubię jak mówią na mnie Coh...
- OK, ale co my mamy wspólnego z Tymi dwoma.
- Przecież to Bogowie - odrzekł Włos nr 746.
- Hej, twój Włos... On mówi.
- A twój nie??? - rzucił w jego stronę taką ilość pogardy, jakie jego wątłe ciało jest w stanie unieść.
- Słuchaj jak masz coś do mówiących Włosów, OK. Ale ja się nie czepiam, że nosisz różowe skarpetki, więc nie bądź RASISTĄ!
- Spokojnie...
W głowie Kadeta Policji Gdzieś W Dalekiej Galaktyce pytania i sprzeczności pojawiały się z szybkością tramolotu (tramwaj napędzany wodorem i jakimś mądrym słowem)

Q
- Młody!!! - zawołał Mahli.
- Czego??? - zawołał Drugi Strażnik.
- Nie uważasz, że dzieje się coś dziwnego?
- Nnieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee...

Q
- Czyli - rzucił Kadet, zwracając jednocześnie uwagę na ciekawy wystrój pokoju On'a. Nigdy jeszcze nie widział dywanów w charakterze firanek, ale bardziej zdziwiło go, że lampa umiejscowiona jest na podłodze. "Ale ja jeszcze młody jestem i mało w życiu widziałem"
- Wasze zadanie polega na - w tym momencie podszedł Off z trąbami i zagrał utwór, który przypominał słynny okrzyk bojowy żuka gnojarza. Prawdopodobnie miały być to fanfary. "Młody jestem.." - Dzięki Off.
- Dzięki, dzięki, jesteście wspaniali. Za niedługo wydam singla. I love YOUUU!!!
- Wracając do sprawy. Wasza misja polega na... - spojrzał na Offa, który wraz ze swym śmiercionośnym instrumentem już szykował się do kolejnego, porażającego akustycznego uderzenia, ale Tus'q w ostatniej chwili cudownym rzutem kapustą opanował sytuację - Inaczej. Musicie po pierwsze: wymienić Słoneczną Żarówkę, a przy okazji wykraść Piekłu ich maskotkę. No to miłej zabawy.
- Ale...
- Hej!?
Puffff
- Off?
- Tak?
- I co o tym sądzisz.
- Młody się minął z powołaniem. Takiego rzutu nawet Jabym bym się nie powstydził.
- Ja nie o tym. Czy dobrze zrobiłem nie mówiąc im, co się stanie jak zawalą???
- Hmmm, a co się stanie???
- Piekiełko Sweet Boys wygrają 666 raz z rzędu Ligę Wymiarów, a poza tym czas się zatrzyma, a przy okazji być może skończy się świat.
- Aha. To dobrze, herbaty???
- A naprawiłeś czajnik??? I odsłoń dywany bo prawdopodobnie już niedługo napatrzymy się na blask...

Q
- Mały???
- Tak???
- Jednakowoż uważam, iż z grzywką wyglądałbyś lepiej - zaproponował Włos nr 731.
- Zamknijcie się bo zostanę, tym, no Ortalionem.
- Gdzie jesteśmy???
- Chyba w Piekl... - tuż obok nich wybuchł jakiś wulkan - e.
- Ahha. To gdzie trzymają maskotki.
- Chyba w... - kolejny wulkan dotarł do ekstazy - NA PEWNO NIE TUTAJ!!!

Q
Mahli podrapał się za uchem. "Gdybym słuchał mamy i się, jak to się nazywało, chyba upył, życie było by prostsze". Wraz z Drugim Strażnikiem pilnowali jakiegoś starego magazynu.
- Drugi.
- Tjaaa...
- Ty palisz???
- Nie???
- A zapałek używałeś???
- Nie??? A czemu pytasz???
- Bo mi tak jakoś siarą wali.
- Zdaje Ci się, to pewnie ty.
- Ale śmieszneeeeeeeee

Q
- Tus'q !!!
- ???
- To nie jest Piekło!!! - sam nie mógł uwierzyć, że prawda, ale coś podpowiadało mu, że coś jest nie tak.
- A co???
- Nie wiem, ale na pewno nie piekło - coraz bardziej przekonywał się do tej myśli.
- A co???
- Chyba jakaś knajpa - to przerosło jego siły, mimo, że jako policjant nieraz znajdował się w dziwnych sytuacjach (np. wśród tańczących bakłażanów i stepujących bananów), to tym razem wszystko wydawało mu się zbyt... proste.
- Ale skąd te wulkany??? - Tus'q z początku zastanawiał się co się dzieje
- To nie były wulkany???
- A co???
- To Zupa!!!
- Zupa???
- Tak, a my mamy jakieś 2 cm wzrostu - notabene, Małemu Tus'qowi było to nawet na rękę, wychodził on bowiem z założenia, że i tak, i tak jest mały. Tyle, że teraz ma Klasę.
- Uciekajmy stąd.
Jakimś cudem trafili na ulicę ( konkretnie była to stara Merffi - Sprzedawczyni Wełny I Durszlaków, która pogoniła ich swymi Drutami), na której natrafili na jakąś dziewczynkę. Prowadziła ona mały interes z ognikami.
- Ogniki!!! Kupujta Ogniki, najlepsze Ogniki, w tej części Dunii - wrzeszczała mała.
Obok stoiska, zauważyli pewną starszą kobietę, która mówiła coś takiego: "Pieprzony kapitalizm. Gospodarki wolnorynkowej się zachciało, konkurencji. Taaaa, a potem przychodzi taka jedna z takimi 7 kurduplami i Ci biznes rozwala. Gdybym miała te 90 lat mniej." Okazało się, że mówiła do kota, który bawił się kłębkiem wełny. Mały Tus'q, jego Włosy i Grzejnik podeszli zaciekawieni. Nagle jednak zauważyli, że w ich stronę toczy się jakiś ogromniasty, różowy głaz...
- Widziałem kiedyś takie coś na filmie - krzyczał w biegu Kadet.
- Co to jest film - zapytał Tus'q.
- Takie ruchome obrazki.
- Aha. I jak się skończyło?
- Umarł.
- Ten facet, którego gonił głaz???
- Nie. Głaz, tzn. ten facet, który udawał głaz okazał się za stary na takie numery i umarł.
- Szkoda.
- No.

Q
- Off, przynieś mi teleskop.
- Się robi.
Po chwili wrócił z teleskopem.
- Dziękuję.
- Nie ma za co - po tej wymianie uprzejmości, powinno zrobić się lżej na sercu wszystkim moralizatorom, czytającym to opowiadanie.
- Wiesz, co widzę.
- Nie.
- Tus'q'a i Grzejnika goni kłębek wełny, a oni przed nim uciekają!
- To chyba normalne, prawda???
- Obawiam się, że nie - rzucił zmartwiony On, jego zmartwienie było tym większe, że Tus'q'a i Grzejnika gonił ogromniasty różowy głaz - Już wiem - gdyby ślimak poruszał się z szybkością światła, można by powiedzieć, że słowa te padły z porównywalną szybkością.
- Ja chyba też.
- Jak ich wysyłałem do tego wymiaru, to żeby zaoszczędzić na kosztach, pomniejszyłem ich.
- Wie Pan co. Ja też tak raz miałem, a potem latałem wkoło moich dzieci i krzyczałem: Dzieciaki, pomniejszyłem Żonę.
- I co dalej?
- Nie wiem, nie chciało mi się Jej szukać.
- Przykre. Słuchaj może ja bym ich tak powiększył zanim zginą pod kłębkiem wełny.
- Przydałoby się - odrzucił Off.
Puff

Q
- Chyba głaz się rozpada.
- No. Jest coraz mniejszy. AAAAA, wszystko się zapada!!!
- Nie. To my. My rośniemy - z radością patrzył na swe powiększające się kończyny.
- Naprawdę??? To znaczy, że ja też urosnę??? - z nadzieją, spytał Mały.
- Chyba nie, ty nigdy nie byłeś zbyt... O rany, ale ty masz piękny kolczyk.
- Dzięki.

Q
- Mahli! Mahli, jesteś tu, czy cię tu nie ma???
- Co - obudził się strażnik.
- Ale fajne - i pokazał mu różowy sznurek, który jakiś czas temu, kiedy obydwaj spali, przytoczył się w ich kierunku - No - skwitował ze zwykłą sobie bystrością Drugi.
- A gdyby tak. Hej!!! To działa - nawinął na halabardę, początek wełny, a na sztylet jej koniec.
- Jesteś w tym mistrzem.
- Wiesz, nigdy nie lubiłem prać skarpetek. A teraz??? Kawałek różowego sznurka, 2 halabardy i gotowe. Wiesz co, chyba pokażę to tej małej ze straganu, mówiła, że potrzebuje małych czapeczek, no i skarpetek - mówił głośno i z każdą chwilą można było wyczuć coraz większą dumę, która napierała na niego niczym woda na tamę - Tak. Trzeba to gdzieś pokazać.
- Mahli, poczekaj, ale kogo zostawimy na straży?
- Może tych dwóch - skinął ręką na dwóch młodych ludzi, którzy rośli jak, jak coś szybko rosnącego - Słuchajcie - zwrócił się Mahli to bohaterów z przymusu - możecie na chwilę popilnować te bramy?

Q
Słoneczna Żarówa z minuty na minutę gasła, tym samym sprawiając, że Piekiełko Sweet Boys pokonają barierę czasu, wygrają Ligę Wymiarów i zrobią to, co robią zawsze w książkach i filmach, o banalnej fabule Ci Źli. Chyba, że Żarówa przepaliłaby się wcześniej. Wtedy...

Q
- OK. Co ty na to Tus'q?
- Mogiemy
- A nas, to się o zdanie nikt nie pyta - odpowiedział cichy chórek.
- Kto to - zdziwił się Mahli.
- Eeee, wszystko pewnie przez tą siarkę.
- Na pewno - skwitował Nie Z Tych Grzejników Grzejnik.
- Skoro tak, to idziemy - zwrócił się do nowych strażników Mahli.
- Uważajcie na koty.
- I na nagłe pomniejszenie.
Odeszli.
Dla Grzejnika pilnowanie drzwi nie było niczym nowym. Wiele razy pilnował już puszki wypełnione po brzegi sardynkami Kapitana Kapitana.
Tus'q czuł się trochę niepewnie. Głównie dlatego, że jego Włosy cały czas kłóciły się o to co się stanie, kiedy facetowi siedzącemu (nieopodal) pod drzewem spadnie jabłko na głowę. Przyjmowały nawet zakłady. Młody Tus'q nie mógł już tego wytrzymać. Podszedł do mężczyzny siedzącego pod jabłonią, wziął kamień i rzucił w głowę, wpierw, oczywiście, pytając o imię. Izaak zemdlał, a po chwili na jego ciało posypały się setki jabłek. Izaaka, nikt potem już nie widział. Krąży tylko legenda, że zaszył się pod ziemią, i obmyślał plan Długoterminowej Zemsty Na Dzieciach. Włosy Tus'q'a nie zniosły tego. Obraziły się na każdą żywą komórkę chłopca. Oprócz cebulek, rzecz jasna.

Q
- Niech oni coś wreszcie zrobią.
- Herbatę podano.

Q
- Słuchaj, film to takie coś... - już miał opowiadać Tus'qowi o magii ekranu, aż nagle jego wzrok przykuła tabliczka. Napis widniejący na niej brzmiał mniej więcej tak: "Wstęp Tylko Dla Bohaterów Bezsensownych Opowiadań Oraz Dla Ludzi Mających Wykraść Maskotkę Drużyny Piekiełko Swwet Boys" Koniec cytatu. - Czy to przypadkiem nie o nas???
- Co??? - spytał Tus'q i spojrzał na tabliczkę. Napis widniejący na niej brzmiał mniej więcej tak: "Wstęp Tylko Dla Bohaterów Bezsensownych Opowiadań Oraz Dla Ludzi Mających Wykraść Maskotkę Drużyny Piekiełko Sweet Boys" Koniec cytatu". - To chyba o nas.
- To co, wchodzimy???
- Tak???

Q
W środku panowała nieprzebrana ciemność. Było tak ciemno, że nie było widać niczego oprócz kurzu. Aha. Widać było jeszcze świecące, przerażające oczy bestii.
- Hej!!!
- Wrghhhhh - odpowiedziała najkulturalniej jak mogła, Bestia.
- Odsuń się, młodzieńcu.
- No to cześć.
- Ale... - Kadet myślał, że Tus'q nie pozwoli mu zgrywać bohatera i wejdzie do klatki potwora razem z nim. - Ach ta dzisiejsza młodzież - Ale - pomyślał - on pochodzi z innego świata, więc nie wiem czy on jest dzisiejszy - Wejdziesz ty tam w końcu, zimno się robi.

Q
Robiło się coraz ciemniej. Żarówa gasła. Miała jednak tyle sił, aby poczekać na mecz. I na koniec świata.

Q
Klatka Bestii nie pachniała. To znaczy pachniała, ale zapach ten zatykał wszelkie możliwe drogi oddechowe. Wszyscy teraz spodziewają się, że znajdzie się tu opis śmiertelnej walki Kadeta z Bestią.
Grzejnik wszedł więc do klatki, złapał za smycz, pociągnął ją ...

Q
- Nie myślałem, że Piekło ma poczucie humoru - rzekł Tus'q.
- Nie wiedziałem, że Piekła nie stać na nic bardziej reprezentatywnego.
- Dobre. - zmienił temat Tus'q - I co teraz???
- Chodzi Ci o Żarówkę, czy tak??? - ostatnie słowa wypadały z niego niczym jajka z miski, ustawionej do góry dnem - Właściwie to mi się nie chce - rezolutnie skomentował Mały.
- Jak to??? Wpierw przez kilka ładnych stron jakiegoś beznadziejnego opowiadania - zastanowił się chwilę nad tym co powiedział - ciągasz mnie po klatkach potworów, knajpach. Musiałem uciekać przed kłębkiem wełny, przeżyłem zminimalizowanie, a ty teraz po prostu, mówisz, że Ci się nie chce. To ja tu czegoś nie rozumiem. Czemu więc zgodziłeś się przyjść po maskotkę Piekiełko Sweet Boys. - potok słów przebierał w jego głowie wśród oceanów sprzeczności.
- Chciałem zobaczyć jak wygląda - z niechęcią powiedział Tus'q.
- To jest logiczne wytłumaczenie. - Kadet wychodził z zasady, że dzieciom się ustępuje, więc...

Q
- Mieliście świetny pomysł chłopaki. Off, jak skończysz skocz po herbatę.
- Chwila Szefie, jeszcze tylko jeden ruch.
Tus'q i Kadet znajdowali się w komnacie On'a.
- Więc postanowiliśmy wyłączyć wszystko w diabły.
- Dlatego mamy taki fajny komplet szachów.
Off ze zwyczajnym sobie spokojem wykonał ruch. Ruch mistrzowski, którego nie powstydziłby się nawet sam Sam. Wykonał go Georgiem UU Bis'em i po chwili starł w proch i równie przysłowiowy pył całą skromną armię strzegącą granic Dunii. Władca Dunii nie stawiał zbyt dużego oporu, no bo jak można stawiać opór będąc nieruchomym, a poza tym poruszając się po ciemku. Jak do tego doszło??? Wyglądało to mniej więcej (bardziej mniej) tak...

Q
Piekło. Miejsce położone tuż obok Pralni, a pod Niebem. Klienci i mieszkańcy Nieba nie raz, nie dwa, ale trzy razy składali skargi na sąsiadów z dołu. Jednak teraz Piekło było inne. Po przegranej w finałowym meczu Ligi Wymiarów, prezydent bardzo się zezłościł i zgodnie z umową odpuścił sobie plany zawładnięcia światem (umowa zawierała jeszcze kilka ciekawych klauzuli, zmniejszała np. cło i wizy potrzebne dotychczas do przekroczenia granicy z Pralnią).

Q
- Nie rozumiem - z wyraźną nutą rezygnacji powiedział Kadet - Więc chcę zwrócić się do On'a... - jego głos przechodził do podniecającego galopu - ...a ten musi zgodzić się na nasze warunki, bo dzięki nam Anielskie Tasaki wygrały Ligę Wymiarów.
Grzejnik wychodził z założenia, że dzieciom się ustępuje, więc...

Q
- Off!!! Off, słyszałeś?! - On dysponował takim głosem, do którego bardzo pasowało umieszczenie przecinka i znaku zapytania obok siebie - Oni...
- Tak.
- Co???
- Mistrzu?
- Hę???
- Sam pan mówił, że nie mówimy "co" tylko "słucham" - O.... Przepraszam.
- A wracając do sedna sprawy, to tak, wiem. Chcą wyłączyć Słoneczną Żarówkę. Wtedy też może zatrzymać się czas, bo staną wszystkie zegary słoneczne, a wtedy tylko niewielka grupka ludzi będzie walczyła na arenie życia o władzę i przetrwanie... - Szef jeszcze nigdy nie widział Off'a bardziej demonicznego. Chociaż nie. Widział. Kiedy Off wpadł na pomysł wytworzenia Świętego Selera W Jeszcze Bardziej Świętych Plasterkach. - ... Cała reszta będzie należała do nas, będziemy decydować o każdym, nawet najmniejszym ich ruchu. Będą niczym marionetki, będą nagrywać o nas metalliczne płyty. A tak poza tym będzie ciemno. I będą nas nazywać Doradcami i Księgowymi.
Szef był pod wrażeniem. Po dłuższej chwili wydostał się jednak ponad wrażenie i doszedł do wniosku, że gdzieś pośród wichru myśli, czaił się sens...

Q
W ten sposób jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Tus'q przegrywa partię z Kadetem, Off konstruuje nowy czajnik napędzany chonikami, a On... On czeka. Czeka na listonosza, który od tygodnia nie przyniósł mu listu od ukochanej. Czeka na dzień, w którym wszyscy się zorientują, że jest przystojny. Na dzień, w którym w ogóle zdadzą sobie sprawę z jego istnienia i z tego, że jest potrzebny. Czekał. Czekał i czeka, czekaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa...

Qniec


Transcendent Eugene

iron_ed@tlen.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||