:::: Mariusz Saint ::::

Jest Legionowo
część 12



Legion przekazał współrzędne miejsca zamieszkania Sainta niewyraźnemu obrazowi faceta siedzącego na gałęzi; Kuba nie mógł ocenić, czy mętny wzrok tego krótko ostrzyżonego gościa świadczy o jego uwielbieniu do Legiona, czy o tym, że się czymś naszprycował. Koordynaty podawane przez Legiona były nieco dziwne ("świat żyjących, wielkie skupisko energii żywej przepływającej przez żywy organizm"), ale w końcu doszli do porozumienia; nareszcie, bo Kuba zaczął się już trochę niecierpliwić. Legion już miał się odwrócić, ale przypomniał sobie o jednej rzeczy:
- I pamiętaj, że jest nas wielu.
I jeszcze mgiełka dla efektu, Legion odwraca się, udaje, że odchodzi czyniąc kilka kroków, obraz znika. Koniec przedstawienia.
- Panie, czy takie tanie efekciarstwo jest nam tak absolutnie potrzebne?
- To "tanie efekciarstwo", jak to ująłeś - język Legiona za chwilę zacznie kapać jadem - jest niezbędne, aby utrzymać klimat; mistycyzm i tak dalej, rozumiesz. To jest po prostu nasza stylistyka.
- A... aha.

Wyszli z sali, która znajdowała się w strukturze Mrocznego Silnika. Wprawdzie budulec z pałacu Legiona okazał się konieczny, ale Kuba wraz z Rokitą wpadli na pomysł - połączyć strukturę Silnika z pałacem. W ten sposób zaoszczędzi się kilka ścian, a i pałac zyska nowoczesny wystrój, bo przecież gdy pod podłogą będzie obracał się potężny wał, przenosząc wibracje na cały budynek, to nie może być nic innego jak nowoczesność. Wyglądało to tak, jakby do zwyczajnego silnika ktoś zrobił nadbudówkę ze strzelistymi wieżyczkami, a całość pomalował na czerwono-czarno, powiększył kilka tysięcy razy i sprawił, że powierzchnie się ruszały.

Legion wyszedł na szczyt jednej z wież i rozglądnął się po swoich włościach; ZOO wraz z klatką Powiata stanowiło dość wyraźny element, podobnie jak i Miasto Demonów, zwane potocznie Los Demones, wyciosane w jednej gigantycznej skale; skałą tą był grzech pierworodny. Jednak poza tym wszechświat Legiona nie obfitował w wiele atrakcji; prawdopodobnie dlatego tak chciał zwiedzić jakiś większy kawałek świata.

- Wytłumacz mi to jeszcze raz - zwrócił się do Kuby - jak to teraz będzie działać?
Kuba westchnął; brak poczucia czasu uniemożliwiał mu określenie częstotliwości, z jaką Legion zadaje to pytanie, ale na pewno była to wysoka wartość.

- Łapiemy duszę, podajemy na uzwojenia; silnik zaczyna się obracać. Dalej zasilamy już zwyczajnymi duszami, silnik osiąga taką dużą prędkość obrotową, że staje się ona niemożliwa do istnienia w naszym świecie, w związku z czym przerzuca nas do świata ludzi żywych...

- Aha.

Stali tak przez kilka minut z milczeniu, patrząc na czerwono-czarne równiny, aż w końcu Kuba zdecydował się zadać pytanie, które go od jakiegoś czasu gnębiło.

- Panie... czy temu człowiekowi uda się złapać tę potężną duszę, której potrzebujemy.
- Nie martw się. Nie dość, że jest najbliżej, to jeszcze jest jednym z najlepszych.

***

Pocisk minął tarczę o pięć metrów, niknąc w leśnej gęstwinie. Kolega zaczął się śmiać z niedowierzaniem. Witalij spokojnie zarepetował.
- Cieniutko - podsumował Paweł, ujmując własny karabin. - Tyle razy tu przyjeżdżaliśmy i ani razu nie spudłowałeś...
- Przynieś - powiedział chłodno Witalij.
- Co przynieść?
Witalij się już nie odezwał, tylko wskazał palcem mniej więcej w kierunku, gdzie poleciał pocisk. Paweł poszedł w tamtym kierunku, bez przekonania. Wszedł między drzewa, rozglądając się za czymkolwiek szczególnym. I znalazł. Pod drzewem leżała martwa wiewiórka. Z pewną dozą obrzydzenia i większą porcją fascynacji pochylił się nad nią; w małej główce ziała dziura po pocisku. Witalij w mgnieniu oka przesunął celownik z tarczy i trafił w ruchomy obiekt wśród liści, wielkości połowy pięści. Pawła przebiegł dreszcz.

- Przynieś mi ją! - usłyszał wołanie Witalija. Poczuł się nieswojo. To nie był przypadkowy strzał, fartowne trafienie. On dokładnie wiedział, w co trafił. - Ju... już niosę!
Chwycił martwe zwierzątko za ogon.
- Jak... jak to zrobiłeś? - zadał niezbyt mądre pytanie Paweł.
- Nowy karabin - natychmiast odparł Witalij.
- Rzeczywiście, kiedy go...
- W tym tygodniu. Wybieram się na... polowanie.
- Aha. - Ton głosu utwierdził Pawła w przekonaniu, że dalsze pytania mogą przynieść coś bardzo nieprzyjemnego.


Mariusz Saint

mariuszsaint@interia.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||