:::: Krillin ::::

Har'oloth


Rozdział IV



- Idzie nieźle...
- Fakt. Chyba jeszcze nikt nie rozpoznał nas w tych ciuchach.
- Mieliśmy niezłe szczęście spotykając na takim zadupiu kupców z Calmishanu.
- Oni chyba nie odebrali tego w ten sposób. - Zaśmiał się Sarg` - Ale przynajmniej Mamy coś w twoim... rozmiarze.
- Przymknij się, elfie. Wcale nie jestem tak tłusty jak ten niziołek, z którego to zerwałeś!
- W każdym razie leży jak ulał - zachichotał elf.
- Wcale nie! - Oburzył się Thord - To jest zbyt wąskie w barach!
- Ciiiiii... Chyba coś słyszę... Strażnicy! - Drow pochylił głowę zasłaniając twarz szerokim rondem kapelusza.
Za zakrętem zauważyli trzech mężczyzn opierających się o ścianę jakiegoś domu. Rozmawiali swobodnie, może nawet trochę flegmatycznie, korzystając ze słonecznego dnia.
- ...A Drugi to mroczny elf. Podobno wyrżnęli w pień prawie wszystkich gości gospody. - Głos pierwszego strażnika, najniższego z towarzystwa - Zresztą to bez znaczenia. I tak chętnie popatrzę, jak zawisną.
- Ładnie nabroiłeś krasnoludzie, kiedy ja sobie spałem... - Sarg`lin spojrzał karcąco na towarzysza.
- Nie mam pojęcia o czym ten chłystek gadał... No nie patrz tak na mnie! Poważnie mówię! - Wyraz twarzy krasnoluda przypominał minę dziecka niesłusznie oskarżonego o kradzież słodyczy.
- Hej panowie! - drugi z strażników krzyknął w ich kierunku - nie widzieliście przypadkiem gdzieś tutaj przemykającego drowa z krasnoludem?
- Huahahahaha! - zaśmiał się basem najniższy strażnik - zostaw ich. Pewnie spotkamy tamtych dwóch tchórzy zakopanych w sianie w jakiejś stodole.
- Zaraz ja cię gdzieś zakopię ty śmierdzący sianem wieś--
- Zamknij się szalony krasnoludzie! - syknął Drow do Thorda, a następnie zwrócił się do strażnika - przykro mi panie. Nie widzieliśmy tej dwójki. Niedawno przybyliśmy z Calmishanu.
- Z Calmishanu mówisz... A cóż to nam takiego przywieźliście?
- Uch... Ozdoby, biżuteria i takie tam...
- ...Takie...Tam? - strażnik spojrzał z zaciekawieniem na zmieszanego Sarg`a. Zbliżył się do niego wolnym krokiem.
- No... Pierścienie, naszyjniki, amulety... takie tam... - Drow wyraźnie denerwował się tym przesłuchaniem. Nie był pewny czy jego gra została przejrzana, czy też nie. Na wszelki wypadek poprawił hustę i obniżył rondo kapelusza.
- No to mój Calmishański przyjacielu... chciałbym prosić cię o radę. Za parę dni mamy z żoną piętnastą rocznicę ślubu i postanowiłem jej kupić z tej okazji mały upominek. Nie mogłem się zdecydować, więc poprosiłem złotnika by porzyczył mi na jakiś czas oba drobiazgi. Jednym z nich jest ten naszyjnik - mówiąc to wyciągnął zza łuskowej zbroi złoty łańcuszek z zawieszonym na nim szmaragdem w złotej oprawie. - Drogo będzie mnie kosztował, ale ona jest tego warta. Drugim jest ten oto pierścień. - Strażnik wyprostował dłoń i ukazał Sarg`linowi piękny sygnet zrobiony z przeplatających się pasków srebra i złota. Zwieńczeniem tego wspaniałego okazu jubilerskiego rzemiosła był czarny klejnot o niewiadomym pochodzeniu. Pierścień wyjątkowo przyciągał uwagę i zdawał się być znacznie cenniejszy od naszyjnika.
- Piękna rzecz... - rzekł Sarg` nie mogąc oderwać wzroku od czarnego kamienia.
- To prawda. Ale mimo to złotnik zadziwjająco chętnie przyjął moją propozycję zakupu tego przedmiotu. I to nawet za niezbyt wygórowaną cenę. No to jak? Który z tych drogocennych przedmiotów byłby bardziej odpowiednim prezentem?
- No cóż... Jeśli owa dama jest rzeczywiście tak wyjątkowa jak twierdzisz, to nie widzę powodu byś nie podarował jej obu przedmiotów. Jeśli się postarasz, to powinieneś wytargować cenę nie przekraczającą twoich możliwości. Zdradzę ci naszą małą kupiecką tajemnicę - Drow nachylił się nad uchem strażnika, a twarz Thorda przekrzywił drwiący uśmiech - otóż prawda wygląda tak, że pierwsza cena jaką podajemy jest zazwyczaj znacznie wyższa niż faktyczna wartość towaru. Nie targowałeś się z tym kupcem, prawda? - Strażnik skinął głową. - A widzisz? Wróć tam i skłoń go, by zmienił warunki. Tylko... Nie mów nikomu, że zdradziłem ci naszą kupiecką tajemnicę. - Sarg` uśmiechnął się szeroko i poklepał strażnika w ramię, a następnie wyciągnął dłoń na pożegnanie. Strażnik uścisnął dłoń drowa i... Mroczny elf zdał sobie sprawę jaki błąd popełnił, nie wypadało się jednak teraz wycofać. Po chwili jednak odetchnął, bo wojownik nie zwrócił uwagi na czarną skórę na jego ręce. Potrząsnął dłonią, podziękował i odszedł do swoich towarzyszy. Thord klepnął towarzysza w plecy.
- Chodź już! - Gdy minęli róg budynku krasnolud warknął - Ty czubku rodem z Podmroku! Jeszcze raz odwiń taki numer to dostaniesz takiego kopa, jak stąd do Neverwinter! Czym ty się wogóle kierowałeś -- Na dźwięk słów krasnoluda twarz Sarg`a rozjaśnił przyjacielski uśmiech.
- Och, nie dramatyzuj! Przecież wszystko poszło dobrze, co nie?
- Dobra, dobra! Pokaż to!
- Pokaż co?
- Pokaż ten pierścień, co go rąbnąłeś temu strażnikowi.
- Aaaaa... O to ci chodzi! Zauważyłeś? - Twarz drowa przybrała niewinny wyraz i wyciągnął dłonie, które miał ukryte w rękawach. W garści trzymał piękny pierścień.
- Niezła robota. Krasnoludzka robota rzekłbym. Ciekawe, ile za niego dostaniemy?
- My? Nie wiem co "my" dostaniemy krasnoludzie, ale ja mam zamiar to zatrzymać. Ładna błyskotka. - Mówiąc to Sarg`lin nawinął pierścień rzemień i powiesił na szyi. - Dobra Tort... To już prawie granica miasta. Może się jednak uda. - Krasnolud uśmiechnął się nerwowo i nie zauważył nawet, że został nazwany Tortem.
- Coś zbyt gładko poszło. Albo coś się jeszcze stanie, albo też nie wiemy o wszystkim...


Krillin

krilanek@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||